sobota, 18 września 2021

Ściąga wrocławska. Oratorium Marianum - „Jezuicka miłość do Maryi” i malarz spod Wysokiego Jesionika

 

Największy plafon wypełnia scena Wniebowzięcia


Wniebowzięciu towarzyszy anielska muzyka

„Jezuici od samego początku istnienia zakonu słynęli jako wielcy czciciele Najświętszej Maryi Panny. Wytykali im to w publicznych wystąpieniach innowiercy. Reformatorzy nie uznawali bowiem kultu Najświętszej Maryi Panny, negowali wszelkie praktyki i obrzędy, a przede wszystkim wykpiwali maryjną pobożność prostych wiernych, nie znajdując uzasadnienia wszystkich tych praktyk na kartach Pisma Świętego. (…) Jezuitom zależało, by wszystkich wiernych zapalić miłością do Maryi. Dlatego też z taką gorliwością głosili o niej kazania, poświęcali dzieła – uczone traktaty, jak i poematy, a w kościołach specjalną czcią otaczali jej wizerunki oraz uroczyście obchodzili maryjne święta.” (Monika Wójcik-Cifoletti „Muza Alberta Inesa. Maryjny cykl ód w Lyricorum centuria I (1655)”




Jednym z przykładów owej „jezuickiej miłości do Maryi” jest wystrój Oratorium Muzycznego głównego gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego autorem był Johann Christoph Handke urodzony w Janovicach koło Rýmařova skąd rozpościera się piękna panorama grzbietu Wysokiego Jesionika. Pracował również głównie dla zleceniodawców (z kręgów kościelnych) z rejonu północnych Moraw i śląskiego pogranicza – jeden z jego obrazów można znaleźć nawet w górskim kurorcie (Karlova Studánka, kaplica św. Huberta). Jednak to wrocławskie dzieła uważa się za najbardziej udane prace pochodzącego z Sudetów malarza.




Oratorium przesklepione kolebką z lunetami było niegdyś pomieszczeniem niewiele ustępującym Auli Leopoldyńskiej. Niestety bardzo ucierpiało w czasie wojny, a rekonstrukcja wystroju trwała aż do 2014 roku. Na końcu podjęto się odtworzenia fresków (na szczęście zachowała się przedwojenna, kolorowa dokumentacja fotograficzna).




„Realizacji zadania podjęło się w 2012 r. Niemiecko-Polskie Towarzystwo Uniwersytetu Wrocławskiego. Ówczesny prezes NPTUWr, prof. Norbert Heisig uważał, że odzyskanie barokowych fresków wzbogaciłoby kulturowo nie tylko Uniwersytet, lecz także miasto Wrocław, które ma wielkie osiągnięcia w odzyskiwaniu swojej historycznej tożsamości. Zarząd NPTUWr pozyskał w ciągu kilku miesięcy dwóch niemieckich sponsorów i rozpoczął poszukiwanie wykonawcy najpierw wśród polskich artystów. Doradcą był Christoph Wetzel (ur. 1947), który nie liczył się z możliwością złożenia mu oferty na wykonanie fresków, jednak taką mu złożono wobec nieznalezienia innego wykonawcy. Prace rozpoczęły się w lipcu 2013 r. i trwały blisko rok. Dnia 9 maja 2014 r. nastąpiło uroczyste odsłonięcie fresków, których poświęcenia dokonał bp Ignacy Dec.” uni.wroc.pl

 


Ofiarowanie w Świątyni

 

 Nad prezbiterium unosi się Bóg Ojciec

 

Nawiedzenie

 

Johann Christoph Handke stworzył pięć malowanych plafonów związanych z kultem maryjnym, pokrywających większą część sklepienia, lunety zaś ozdobił szesnastoma emblematami zawierającymi wezwania z Litanii Loretańskiej.

 

"Regina Angelorum -  Królowo Aniołów"

 

"Regina Prophetarum - Królowo Proroków"

 

"Regina Confessorum - Królowo Wyznawców"

 

"Regina Apostolorum - Królowo Apostołów"

 

 "Regina Patriarcharum - Królowo Patriarchów"


"Auxilium Christianorum - Wspomożenie wiernych"

 

 Dygresja …

„Geneza Litanii Loretańskiej jest trudna do ustalenia. Najprawdopodobniej w swej charakterystycznej formie i podstawowym zarysie pojawiła się w manuskrypcie paryskim z końca XII wieku Można również wykazać, że niektóre wezwania skierowane do Maryi znajdowały się w Litanii do Wszystkich Świętych, z biegiem czasu dodawane nowe tytuły maryjne stawały się coraz liczniejsze i stopniowo utworzyły nową grupę, która oderwała się od początkowego pnia. Litania zwana jest „Loretańską” od miasteczka Loreto, położonym w prowincji Ancona, we Włoszech, gdzie znajduje się słynne sanktuarium maryjne. Wierzono, że w XIII wieku został przeniesiony przez aniołów do Loreto Domek Nazaretański, w którym przyszła na świat Matka Boża. Faktem jest, że litania była szczególnie propagowana i odmawiana przez pielgrzymów w tym sanktuarium maryjnym. Przybrała tam ostateczną formę i zaczęła promieniować na cały Kościół. Z roku 1531 pochodzi świadectwo używania jej w tym sanktuarium. Po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1572 r. we Florencji i zawierała 43 wezwania. Do końca XVI wieku jeszcze co najmniej 20 razy, co świadczy o jej wielkim rozpowszechnianiu.” 

Była modyfikowana w różnych krajach aż do czasów współczesnych.

„W 1908 r. Kościół w Polsce uzyskał zgodę na włączenie tytułu „Królowo Korony Polskiej” (przekształcone po drugiej wojnie światowej w „Królowo Polski”). niedziela.pl

 

 

 

 Nad emporą znajduje się scena Bożego Narodzenia w towarzystwie anielskiej orkiestry

  "Nie udało się też zrealizować życzenia prof. Dziurli, by w miejscu, gdzie dawniej stały organy Poelziga, wstawić nowy instrument. Od wielu lat szukano sprawnego i historycznego instrumentu. Dopiero Jan Tomasz Adamus zwrócił uwagę na stare, wymagające naprawy zapasowe organy z kościoła garnizonowego pw. św. Elżbiety, będące jednym z niewielu zachowanych dzieł barokowego, wrocławskiego organmistrza Adama Horatiusa Caspariniego (1676–1745). W fachowy sposób przywrócono tym organom ich oryginalny stan z 1718 r. i pierwotne barokowe rejestry, a Jan Maciej Żelbromski odsłonił oryginalną kolorystykę obudowy. Organy te od 1999 r. stoją w Oratorium Marianum, zdobiąc wschodnią część sali."

I tak z kontrreformacyjnej „zimnej wojny” - pomiędzy wyznawcami tego samego Boga - narodziło się nieprzeciętne dzieło sztuki i architektury. 

 

Lepsza taka wojna niż trzydziestoletnia. 


"Ściąga wrocławska. Wieża Matematyczna. Personifikacje czterech fakultetów, które nigdy nie powstały - architektura ilustracją polityki i historii"  kunstkamerasudecka.blogspot.com


środa, 15 września 2021

Od wrocławskich „wrót dżumy” po morowy cmentarz w Górach Złotych. „Czyń tu pokutę, pókiś żyw jeszcze”

 


Pomimo tego, że przyszło nam żyć w czasach pandemii niektóre pamiątki i zabytki, związane z zarazami sprzed wieków, wydają się być nadal nieco zapomniane i turystycznie niewykorzystane (nie chodzi o robienie sensacji a raczej o zadumę nad kruchością naszej cywilizacji i kultury).




Kilka dni temu odwiedziliśmy miejsce pamięci o cmentarzu ofiar zarazy z czasów wojny trzydziestoletniej, na zboczach Jawornika Wielkiego. Wspomnienia o tragicznych wydarzeniach są odświeżane od kilku lat (odbywają się nawet „terenowe” msze za zmarłych) ale nie jest ono zbyt popularne wśród turystów. 

 

 

 

Swoją drogą, ciekawe, czy cmentarz tak wielkiej liczby ofiar naprawdę znajdował się w tym miejscu na zboczu, czy tablica i pomniczek stoją przy ścieżce wiodącej do miejsca pochówku?




Stosunkowo znaną, wrocławską pamiątką epidemii dżumy jest tablica morowa ze ściany kamienicy przy ul. Ruskiej, obecnie znajdująca się na wystawie w Pałacu Królewskim. Ufundowali ją miejscy rajcy Melchior Arnold i Caspar Lang. Upamiętnia ofiary zarazy z 1568 roku i jest jednym z pierwszych publicznych pomników na terenie Wrocławia.


„Historia Śląska i Wrocławia przez ścięte głowy opisana. Kapliczka Dompniga, czyli pamiątka po symbolicznej egzekucji króla Macieja Korwina? „Średniowieczny komunikat polityczny”. Cz. II”  kunstkamerasudecka.blogspot.com


Pamiątką po następnej epidemii jest epitafium „lekarza trzech cesarzy” i znawcy dżumy …




„Johann Crato von Krafftheim studiował u Marcina Lutra w Wittemberdze, doktorat z medycyny uzyskał w Padwie. W 1550 r. wrócił do Wrocławia i podjął badania nad rozprzestrzenianiem się zarazy. Jego pionierska praca „Ordnung ader Präservation zur Zeit der Pest” (1555 r.) miała przełomowe znaczenie w dziejach medycyny. Od 1560 r. sprawował kolejno funkcję osobistego lekarza (Leibarzt) 3 cesarzy: Ferdynanda, Maksymiliana i Rudolfa II, pozostając na tym stanowisku aż do emerytury w 1580 r., kiedy to wrócił do Wrocławia. Zastąpił go jego uczeń Peter Monau, który na dworze Habsburgów pełnił swe obowiązki przez 8 lat.” (Barbara Bruziewicz – Mikłaszewska „Peter Monavius (1551–1588) lekarz wrocławski i jego dysertacja z 1578 roku „De dentium affectibus” – najstarsza w Europie praca doktorska o tematyce stomatologicznej”).

Johann Crato von Krafftheim zmarł - walcząc z kolejną epidemią - w 1585 roku i został pochowany w bazylice św. Elżbiety.


„W 1592 roku, 21 sierpnia, szlachetny, wielmożny i czcigodny pan Jan Baptist Crato von Crafftheim, Jego Rzymskiego Cesarskiego Majestatu dworski sługa i św. Palatynatu Komes łagodnie odszedł w Bogu (A). Janowi Cratonowi z Crafftheim, doradcy i osobistemu lekarzowi trzech najłaskawszych cesarzy, zmarłemu pobożnie w Chrystusie dnia 19 października i Marii Schartianównie z Werth, polecającej swą duszę Bogu dnia 3 czerwca, zadbał o wykonanie tego syn, Jan Chrzciciel Crato, pomny na przemijanie. Odeszli w roku 1585 (B).” („Życie, śmierć i zbawienie. Inskrypcje kościoła św. Elżbiety we Wrocławiu w świetle rękopisu z 1649 roku”, Wrocław 2016)



Mało znane wydają się natomiast wrocławskie, ponure „wrota dżumy” („Pest Thür”) . Powstały przy okazji tej samej epidemii, która w 1633 roku (ale rozpoczęła się wcześniej) spustoszyła Złoty Stok. „Wrota” są ozdobnym, obecnie zamurowanym, renesansowym / manierystycznym portalem w południowej ścianie dawnego (obecnie Sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy) kościoła św. Barbary. Kościół ten powstał na miejscu dawnej kaplicy cmentarnej parafii św. Elżbiety i kontynuował jej rolę, a podczas wojny trzydziestoletniej chowano przy nim ofiary zarazy. 

 

 

 Na portalu znajduje się data „1632” i napis brzmiący w tłumaczeniu: „Koniec twój, człecze, przed drzwiami czeka. Czyń tu pokutę, pókiś żyw jeszcze” (Jacek Grębowiec „Inskrypcje w przestrzeni otwartej Wrocławia”) 

Na portalu możemy zobaczyć symbole przemijania: płonącą i zgaszoną świecę oraz klepsydrę.


W portalu pali się światełko …



Gdyby do dawnego kościoła św. Barbary powróciły zabytki znajdujące się w najważniejszych muzeach kraju i regionu, byłby zapewne jedną z największych atrakcji centrum Wrocławia.


„Ołtarz cenniejszy niż kościół. „Kometa na śląskim niebie”. Cz. I”  kunstkamerasudecka.blogspot.com


„Upośledzony” Wacław Żagański z kruchty kościoła św. Barbary. Czy książę z placu Cyckowego naprawdę chciał, by po śmierci wszyscy po nim deptali?”  kunstkamerasudecka.blogspot.com

 

 

niedziela, 12 września 2021

Ciekawostki wrocławskie. Patroni uniwersyteckiej apteki od „cudu czarnej nogi”

 
 

Apteki od wieków przynosiły olbrzymie zyski a ich właściciele, także we Wrocławiu, dbali o brak konkurencji. Od XV do do XVII wieku wszystkie rozporządzenia dotyczące tych placówek handlowych kończyły się stwierdzeniami, że „we Wrocławiu wystarczą cztery apteki”. Pozwolenie na piątą wydano dopiero w 1695 roku, a już wkrótce ich właściciele solidarnie zaprotestowali przeciw kolejnej – jezuickiej. Jednak jezuici uzyskali poparcie cesarza w 1705 roku i doprowadzili do otwarcia apteki, początkowo na terenie zamku a następnie w nowym gmachu Kolegium. Warunkiem była sprzedaż lekarstw wyłącznie na potrzeby własne uczelni, duchownym i urzędnikom cesarskim niepodlegającym władzom miejskim. Czy jezuici się do tego stosowali? O tym innym razem.

Ozdobny portal będący wejściem do apteki odnowiono nie tak dawno. Zdjęcia wykonałem w roku 2011, zaraz po renowacji obrazu.

„Kilka lat temu renowacji poddano obraz znajdujący się w zwieńczeniu barokowego portalu. Podczas prac odkryto, że na obrazie przedstawieni są święci Kosma i Damian. – Wcześniej malowidło było bardzo ciemne, nie wiadomo było do końca co i kogo przedstawia. Podejrzewano, że może to być np. św. Franciszek. Problem sprawiały też atrybuty trzymane przez aniołki znajdujące się obok obrazu. Czapeczkę interpretowano jako symbol ochrony, a gałązkę – rzekomo oliwną – jako owocną pracę. Po odkryciu, że są to święci Kosma i Damian, wszystko się wyjaśniło. Kosmę i Damiana najczęściej przedstawiono ubranych w czerwone czapki, przy pracy np. z buteleczkami leków i pudełkami maści. Taka właśnie czapeczka znajduje się na obrazie, a gałązka trzymana przez aniołka nie jest oliwna tylko palmowa, co symbolizuje męczeństwo świętych braci – mówi Kamilla Jasińska. Święci Kosma i Damian patronują m.in. lekarzom, aptekarzom i wydziałom medycznym, stąd ich obecność w tym miejscu jest zrozumiała. Na obrazie święci opiekują się chorym i rzeczywiście przedstawieni są ze wszystkimi swoimi atrybutami.” wroclaw.pl


Jednak to nie najdziwniejsze atrybuty związany ze świętymi lekarzami.


 „Na koniec przywołam dwa cudowne zdarzenia, odnoszące się do raka, które przypisuje się świętym. Tego typu historii jest bardzo niewiele. Najsłynniejsza opowiada o świętych Kosmie i Damianie, którzy są patronami lekarzy i chirurgów. Rycina 14 to XV-wieczny obraz olejny
z Hiszpanii, który przedstawia słynne zastąpienie dotkniętej rakiem nogi zdrową kończyną z ciała martwego Maura. Na innym obrazie, przedstawiającym ten sam cud, również znajduje się martwy Maur i jest wyraźnie pokazane, że czarne zwłoki na ziemi mają przeszczepioną białą nogę, podczas gdy żyjący pacjent na operacyjnym łożu ma przeszczepioną czarną nogę.” (Richard F. Mould „Rozwój wiedzy o raku od najdawniejszych czasów do końca XVIII wieku”)

Niektórzy twierdzą, że „cud czarnej nogi” związany był nie z rakiem, a z gangreną.

„To niezwykły obraz, pokazujący udaną transplantację przeprowadzoną w czasach, gdy wiedza medyczna nie pozwalała nawet myśleć o takich operacjach. Transplantacji dokonali święci bracia lekarze – Kosma i Damian.

Obraz jest ilustracją opowieści o cudownym wyleczeniu niejakiego Justyniana. Jego nogę zaatakowała tak mocno gangrena, że nie było żadnych szans na wyleczenie. Za podszeptem anioła Kosma i Damian postanowili amputować nogę zmarłego poprzedniego dnia Etiopczyka i przymocować ją do ciała Justyniana w miejsce usuniętej chorej kończyny.” gosc.pl

Jak widać jeszcze w średniowieczu teorie rasistowskie były ludziom zupełnie obce. To wymysł czasów nowożytnych.




Kilka lat przed wybuchem wojny domowej w Syrii …

„Rada wyższego duchowieństwa w Aleppo (drugie co do wielkości miasto Syrii), składająca się z przedstawicieli różnych obrządków Kościoła wschodniego, podjęła w 2005 roku decyzję w sprawie organizacji i wspólnych obchodów rocznicy śmierci Kosmy i Damiana. Miały one miejsce w Aleppo oraz w starożytnym mieście Cyrrhus (Hagiopolis, dziś An Nabi Huri) leżącym na północy Syrii, w pobliżu granicy tureckiej, gdzie zginęli święci bracia. Uroczystości trwały od wtorku 27 września 2005 roku przez 5 dni, a zakończyła je 1 października wspólna pielgrzymka wiernych do ruin Cyrrhus. (…) Tradycja dwóch świętych medyków syryjskich i ich kult przywędrowały na zachód Europy już we wczesnych wiekach chrześcijaństwa dzięki wędrówkom syryjskich karawan handlowych. Dzięki nim przeniesiono relikwie na Zachód. Ród Medyceuszy we Florencji odznaczał się wielkim kultem Kosmy i Damiana i uznał ich za patronów całej rodziny, a dwóch synów nosiło ich imiona.” bp.ecclesia.org.pl

 

Ciąg dalszy nastąpi.

piątek, 10 września 2021

Ściąga wrocławska. „Odbudują Grzybek z parku Południowego”. Jeden z jego symboli

 

polska-org.pl

Rok 2018 …

„Park Południowy. Przykry widok w popularnym miejscu spotkań wrocławian. Na tzw. Wzgórzu Bendera spłonęła zabytkowa altana.” wroclaw.wyborcza.pl

„Pieniądze na budowę altany dał ponad sto lat temu bankier Karl Gideon von Wallenberg-Pachaly, którego pałac rodzinny możemy podziwiać pod adresem ul. Szajnochy 10. Wzgórze Bendera nazwane zostało tak z kolei na cześć Georga Bendera, nadburmistrza Wrocławia z lat 1891-1912.” wroclaw.pl

„W odtworzeniu zabytkowej altany ma też pomóc Miejski Konserwator Zabytków. Chodzi o obiekt na Wzgórzu im. Georga Bendera w parku Południowym, przy ul. Andrzeja Waligórskiego. Wykonawca na wywiązanie się z zadania będzie miał nieco ponad 2 miesiące.” wroclaw.tvp.pl

W drugiej połowie XIX wieku Wrocław zaczął gwałtownie rozrastać się w kierunku południowym i zagarniać tereny wsi Borek. Pod koniec XIX wieku Przedmieście Świdnickie liczyło już około 100 tysięcy mieszkańców. Zaszła konieczność zapewnienia nowym obywatelom miasta terenów do wypoczynku i rekreacji, zwłaszcza, że równolegle pojawił się projekt Dyrekcji Kolei Królewskich opasania miasta od południa nasypem – nową „obwodnicą” kolejową. Powstanie parku Południowego to dobry przykład współdziałania ówczesnych władz państwowych, samorządowych i prywatnego biznesu.

W roku 1891 Julius Schottländer podarował wrocławianom 27 ha gruntów w celu utworzenia parku publicznego. Zyskał tym samym opinię filantropa i dobroczyńcy a wiele nie stracił. Miasto rozbudowało w kierunku południowym na swój koszt infrastrukturę, dzięki czemu pozostała część należących do niego terenów zyskała na wartości. Zgoda buduje …

„Mastaba Ptahshepsesa ze Starego Cmentarza Żydowskiego, czyli grobowiec Juliusa Schottländera. Mastabę odkopali w całości dopiero czescy archeolodzy po II wojnie światowej” kunstkamerasudecka.blogspot.com

Bywalcy parku mieli kontemplować przyrodę lub uprawiać sporty (korty tenisowe) oraz oddawać się spotkaniom towarzyskim (restauracja i mała architektura). Część przyrodniczo – krajobrazowa miała nawiązywać do naturalnego lasu, terenów podmokłych oraz pejzażu górskiego. W celu uzyskania tego ostatniego, przy użyciu ziemi pozostałej z inwestycji kolejowej usypano sztuczne wzgórze. Przyozdobiono je głazami wydobytymi z wykopów i stworzono wielki „skalniak” – alpinarium. Na jego szczycie zbudowano altanę widokową o śmiałym kształcie, ze spadzistym dachem nawiązującym do architektury górskiej. Z altany miłośnicy nowoczesności mogli podziwiać przejeżdżające pociągi, architektury – widoki miasta, natury – Ślężę. Z dwóch koncepcji - Richarda Plüddemanna i Karla Klimma – wybrano projekt pierwszego z nich.

„Człowiek, który zmienił oblicze Wrocławia i „kapliczka antyatomowa”. Oraz zielona, lecznicza glinka”  kunstkamerasudecka.blogspot.com

Poszczególne obiekty małej, parkowej architektury fundowali wrocławscy przedsiębiorcy. Karl Gideon von Wallenberg-Pachaly jest bardziej znany z innego wrocławskiego obiektu – pałacu budowanego / przebudowywanego przez Langhansów (ojca i syna).

Szkoda, że nie zachowała się oryginalna, parkowa altana – takich obiektów jest coraz mniej. Jedną z zabytkowych oglądałem ostatnio w rezerwacie, w Borach Dolnośląskich.

Ciąg dalszy nastąpi.

środa, 8 września 2021

Ściąga wrocławska. Subiektywny przewodnik po Ogrodzie Japońskim we Wrocławiu. Na początku była Iłowa. Ogród chiński. Część druga

 
O tym, że Ogród Japoński w Iłowej był inspiracją dla założenia wrocławskiego Ogrodu Japońskiego mówi się często.

„Ściąga wrocławska. Subiektywny przewodnik po Ogrodzie Japońskim we Wrocławiu. Część pierwsza” kunstkamerasudecka.blogspot.com

 

Jednak niewielu chyba wie, że hrabia Fritz (Friedrich Maximilian) von Hochberg założył w Iłowej także ogród chiński, być może jedyny taki na terenie Polski. Został on całkiem niedawno przywrócony do życia.

 

 

Zlokalizowany jest po zachodniej stronie pałacu. Za schodami znajduje się basen z fontanną. Długi i wąski ogród ciągnie się aż do mostka połączonego z chińską pagodą. Przez mostek przechodziło się do pałacowego ogrodnika, znajdującego się po drugiej stronie drogi. Do drogi rościli sobie prawo miejscowi fabrykanci. Dzięki budowie mostka uniknięto sporów (stąd „Mostek Miłości”).

 

 

Oś ogrodu przecinają dwa ceglane mury z okrągłymi lub owalnymi otworami. Są to tzw. „bramy księżyca”, oddzielone od siebie o ok. 40 m. Pierwsza posiada dwa okrągłe okna, pomiędzy którymi mur jest obniżony a oś widokowa przejrzysta. Druga brama ma trzy okna, z których boczne pokrywają się idealnie z oknami bramy pierwszej. Jednak pomiędzy nimi mur jest tym razem wysoki, a znajduje się w nim okno jajowate. Za drugą bramą łączą się ścieżki prowadzące przez okna zewnętrzne i jedną drogą kierują przechodnia do mostka z pagodą.




W ogrodzie chińskim organizowano czasowe wystawy florystyczne. Umieszczono w nim także niewielki ogród angielski. Słynne były wystawy dalii organizowane i po śmierci hrabiego aż do wybuchu II wojny światowej. Na ostatniej (przełom sierpnia i września 1939 roku) miało być wystawianych 1000 odmian! reprezentowanych przez 30 000 roślin. Do roku 1945 w Iłowej funkcjonowały nowoczesne firmy ogrodnicze. Obecnie w ogrodzie znowu można oglądać różnobarwne odmiany dalii.

 

 

Wbrew podpisowi na polska-org.pl to nie fragment ogrodzenia parku a jedna z "bram księżyca"

 

 

niedziela, 5 września 2021

„Upośledzony” Wacław Żagański z kruchty kościoła św. Barbary. Czy książę z placu Cyckowego naprawdę chciał, by po śmierci wszyscy po nim deptali?

 
Miejsce, w którym znajduje się najmniej znana? nekropolia piastowska we Wrocławiu – okolice ulicy świętej Barbary we Wrocławiu …

„Pierwsza wzmianka o ulicy pochodzi z roku 1398 - zadebiutowała wówczas jako plac Cyckowy (Cziczenplacz, Zitzenplatz). Historycy przypuszczali, że obły kształt placu kojarzył się wrocławianom z atrybutem kobiecości i stąd ta intrygująca nazwa. Trzy wieki później ochrzczono ją trochę wytworniej - Piersiasta (Brustgasse). Jeden z niemieckich zbieraczy osobliwości wywodził jej etymologię od słowiańskiej brzozy. Świętej Barbarze została oddana dopiero w 1824 roku. Tym razem z powodu znajdującego się obok kościoła i cmentarza św. Barbary. Kościół wciąż stoi, ale stracił patronkę. W 1963 r. został zamieniony na katedrę prawosławną pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy.

Warto wiedzieć, że ulicę św. Barbary nazywano czasem "Odpoczynkiem". Podobno leżał przy niej wielki kamień, na którym lubił odpoczywać książę Wacław Żagański. Choć był prawym potomkiem Piasta Kołodzieja, mieszkał skromnie na sąsiedniej ulicy św. Mikołaja.”wroclaw.wyborcza.pl





„Kiedy umierał w 1488 roku, poprosił, aby pochowano go pod posadzką przy wejściu do kościoła, by każdy, kto wchodził, musiał po nim stąpać. Chciał w ten sposób nawet po śmierci pozostać skromnym i nie wywyższać się nad innych.” (Wojciech Chądzyński „Wrocław jakiego nie znacie”)

Czy aby na pewno?

Żagań i Jan I Żagański (ojciec Wacława) …

„Wszystkie wiadomości o księciu Janie I z Żagania, które zachowały się do naszych czasów mówią zgodnie, że był to człowiek ponury i okrutny. Przed jego strasznym niepohamowanym gniewem drżeli nie tylko słudzy, ale i najbliższa rodzina. (…) W jakiś czas potem pobożny i mądry opat klasztoru augustianów w Żaganiu odważył się zwrócić księciu uwagę na niewłaściwość jego postępowania. Książę Jan pohamował swój gniew. Nie było w owych czasach rzeczą bezpieczną, nawet dla księcia, toczyć spór z dostojnikiem kościelnym. Rzekł więc tylko drwiąco:

- Klecho! Czy widzisz tę wieżę kościelną? Uwierzę, iż w twoim gadaniu jest jakaś słuszność, jeżeli ona się przewróci!

Traf chciał, że istotnie w niedługi czas potem, dnia 12 lutego 1439 roku wieża kościelna bez żadnej widocznej przyczyny zawaliła się. Nikt nie poniósł przy tym żadnej szkody, a nawet strażnik znajdujący się na szczycie wieży złamał tylko nogę. Zdarzenie to wywarło na księciu duże wrażenie. Przeraził się, a zabobonny lęk przyprawił go o ciężką chorobę, która zakończyła się śmiercią. Ale w czasie choroby zmienił postępowanie i starał się być znośniejszy dla otoczenia i wynagrodzić przynajmniej częściowo krzywdy, które ludziom wyrządził. Ostatnią jego wolą było, aby za pokutę pogrzebano go pod progiem kościoła, iżby wszyscy wchodzący i wychodzący musieli deptać po jego grobie.” radamiasta.zagan.pl


Osiemnastowieczna, malowana kopia płyty nagrobnej księcia Jana I Żagańskiego w nawie północnej kościoła mariackiego w Żaganiu

Gdy zwiedzałem kościół i klasztor augustianów w Żaganiu, usłyszałem jeszcze jedną wersję tej opowieści – to mnisi, z którymi książę obchodził się bardzo źle, z zemsty pochowali księcia w takim miejscu.

Syna księcia Jana uważają niektórzy za opóźnionego umysłowo z prostego powodu. Zamiast mordować bez skrupułów nawet swoją rodzinę dla zdobycia i utrzymania władzy – jak czynili jego zupełnie normalni piastowscy krewni – w ogóle się posiadaniem władzy nie przejmował.

„Trudno stwierdzić w jakim stopniu upośledzenie umysłowe wpływało na jego postępowanie, jednak z pewnością było ono nawet jak na tamte czasy dość niecodzienne. Wacław nie odgrywał żadnej roli politycznej, a po śmierci braci Rudolfa i Baltazara w roku 1472 wspólnie z Janem II sprzedał księstwo żagańskie książętom saskim Ernestowi i Albrechtowi za 50 tysięcy węgierskich guldenów z których Wacław otrzymał 21 tysięcy. Zrzekł się także w 1476 r. praw do dziedzictwa głogowsko - krośnieńskiego za 400 guldenów, które otrzymał od Alberta Achillesa Brandenburskiego. Wyrzekając się ojcowizny, władzy książęcej a także życia świeckiego przeniósł się do Wrocławia i zamieszkał w małym drewnianym domu przy kościele św. Barbary. Wiódł tam żywot pobożny, wypełniony dewocją, wyrzekając się życia świeckiego i wstępując do licznych stowarzyszeń religijnych. Do zakonu nie wstąpił, został tylko tercjarzem. W 1478 r. sporządził testament w którym darował odpowiednie kwoty pieniędzy kapłanom mającym odprawiać liczne msze za jego dusze w kościele św. Barbary, oraz innych kościołach Wrocławia, za pozostałe pieniądze kazał wykonać kielichy, ornaty i księgi liturgiczne, a resztę pieniędzy kazał rozdać biednym.” (Wojciech Mądry „Nekropolie Piastów”)

No wariat bez wątpienia i po prostu. Naprawdę uwierzył w to, co inni publicznie tylko deklarują. Jak dziecko …

Nie chciał chyba jednak być pochowanym w kruchcie, by wszyscy po nim deptali. Chciał być pochowany na cmentarzu pomiędzy prostymi ludźmi.


Epitafia w ścianie kamienicy graniczącej z kościołem św. Barbary przypominają o dawnym cmentarzu


„Okazałą, brązową płytą nagrobną upamiętniono również Wacława, księcia żagańskiego. Ów Piastowicz, po zrzeczeniu się praw do księstwa mieszkający jako skromny mieszczanin i tercjarz przy kościele św. Barbary we Wrocławiu, zadbał w swym testamencie o uroczysty pogrzeb; udział w nim wzięli liczni duchowni, mieszczanie i członkowie bractw religijnych, do których należał (Kębłowski 1971, s. 190). Mimo że pragnął spocząć inter plebejos in cimiterio, został pochowany w południowym przedsionku kościoła św. Barbary, a miejsce jego pochówku oznaczono najpierw kamienną, a następnie wspomnianą, okazałą płytą z brązu (obecnie przechowywaną w Muzeum Narodowym we Wrocławiu; ryc. 41).” („Wratislavia Antiqua: studia z dziejów Wrocławia”, tom 15 – Magdalena Wojcieszak „Nekropolie średniowiecznego i wczesnonowożytnego Wrocławia”)

Zdjęcie płyty można zobaczyć w katalogu zbiorów „Sztuka na Śląsku XII – XVI w.” (Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Wrocław 2003)

„Podobnie jak życie księcia Wacława także jego płyta nagrobna odmienna jest w swej treści od innych nagrobków piastowskich z tego okresu. Przedstawia ona księcia ubranego w mitrę książęcą, oraz „szatę godową” którą przywdział na spotkanie z Bogiem z rękami złożonymi w geście oranta. Tak przybrany książę stoi przed wnętrzem nakrytym sklepieniem wspartym na czterech smukłych kolumnach, między którymi stoją posągi świętych Piotra i Pawła. Pośrodku za plecami księcia zawieszona jest kotara jak gdyby oddzielająca dalszą część wnętrza, na której tle ukazany jest zmarły. Pojawia się ona dość często w XV - wiecznych nagrobkach, i niczym zasłona w świątyni jerozolimskiej stanowi symbol wejścia zmarłego z przedsionka do Drugiego Raju – Niebieskiego Jeruzalem. Odmienna niż w zazwyczaj jest także umieszczona na brzegach płyty inskrypcja (…) Dowiadujemy się z niej, że Wacław niegdyś książę Śląska i Żagania, wyrzekł się zaszczytów książęcych i poświęcił się sprawom religii i pobożności w tym mieście z pokory pragnął być pochowany między prostymi ludźmi na cmentarzu. Zmarły książę został jednak pogrzebany w kruchcie kościoła św. Barbary w miejscu, w którym wierni chodzący do kościoła deptali grób i nagrobek który go przykrywał. Takie usytuowanie nagrobka odzwierciedliło się w stanie w jakim się on obecnie znajduje. Z dawnych trzynastu płyt składających się na całość nagrobka do dziś zachowało się dziewięć.” (Wojciech Mądry „Nekropolie Piastów”)

Istnienie dwóch płyt nagrobnych – kamiennej i metalowej – także sugeruje jakieś zamieszanie z pochówkiem księcia i to, że nie wykonano jego woli pochowania na cmentarzu, na zewnątrz kościoła, pomiędzy prostymi ludźmi. Miejsce w kruchcie było jednak bardziej nobilitujące niż na cmentarzu przykościelnym, gdzie pochówki były bardzo nietrwałe (cmentarze dość często przekopywano - usuwano kości, by zrobić miejsce dla następnych) i niemal anonimowe.

Co ciekawe, po „upośledzonym” księciu pozostało jeszcze jedno wybitne dzieło sztuki. 

 


„Trzecim dziełem związanym ze śmiercią Wacława jest epitafium malowane na desce z przedstawieniem Sądu Ostatecznego pochodzące z XV lub XVI w. Chrystus siedzi na tęczy, po obu jego stronach znajdują się apostołowie oraz Maria, po prawicy sędziego klęczy książę Wacław ze złożonymi do modlitwy rękoma.” (Wojciech Mądry „Nekropolie Piastów”)




Zmarły książę pokazany został w długiej szacie i z tarczą herbową Księstwa Żagańskiego. Także i wspomniane epitafium związane jest z kościołem św. Barbary, podobnie jak obie nagrobne płyty. Można je oglądać na wystawie w Muzeum Narodowym.

Czyli po „upośledzonym” księciu zostało więcej cennych pamiątek w muzeach niż po wielu normalnych piastowskich władcach.

Wydaje się, że owe opowieści o deptaniu nagrobków ojca i syna, z Żagania i Wrocławia w jakiś sposób na siebie wpływały, były kopiowane i przekręcane. Raczej nie jest to zbieg okoliczności.

"O zapomnianym pająku z prezbiterium katedry wrocławskiej" kunstkamerasudecka.blogspot.com

czwartek, 2 września 2021

Grzyby Sudetów. Koralówka czerwonowierzchołkowa z Czerwonej listy

 


Jak sama nazwa wskazuje grzyb przypomina koralowca, chociaż mi bardziej skojarzył się z różowym kalafiorem. Występuje w Karkonoszach …

„Jak dotąd w granicach Parku stwierdzono stanowiska ok. 260 gatunków grzybów. Wśród nich 13 gatunków to grzyby objęte ochroną, np. smardz stożkowaty czy wachlarzowiec olbrzymi, a 56 gatunków występujących w Parku to gatunki zagrożone - znajdują się w „Czerwonej liście grzybów wielkoowocnikowych w Polsce”. Są to m.in. koralówka czerwonowierzchołkowa, maczużnik nasięźrzałowaty czy mitróweczka błotna.” kpnmab.pl

Odnaleziono ją także w Górach Bardzkich …

„ Koralówka czerwonowierzchołkowa Ramaria botrytis na górze Dębień w Górach Bardzkich,

19.08.2010 (fot. K. Świerkosz).” („Przyroda Sudetów”, Tom 21 z roku 2018)

Znalazłem ją w Buczynie Szprotawsko – Piotrowickiej. Chociaż to Bory Dolnośląskie i niziny ale …




„Znajduje się tu kresowe stanowisko żyznej buczyny sudeckiej.

Położenie obszaru: Obszar znajduje się na granicy województwa dolnośląskiego i lubuskiego, w regionie jeleniogórskim i zielonogórskim, między Szprotawą i Piotrowicami.

Opis obszaru: Ostoja obejmuje kompleks lasów liściastych i mieszanych, z dużym udziałem starodrzewi, stanowiący wyspę wśród borowego krajobrazu Borów Dolnośląskich. Przylegają do nich płaty kwaśnych dąbrów, wilgotnych borów i dąbrów, nadrzecznych łęgów oraz łąk trzęślicowych i wilgotnych łąk ze stanowiskami pełnika europejskiego Trollius europaeus w dolinach rzek.” obszary.natura2000.pl


Był to ulubiony las zasłużonego dla Szprotawy i Wrocławia przyrodnika.

„Ściąga wrocławska. Dom rodzinny „śląskiego Humboldta” kunstkamerasudecka.blogspot.com