wtorek, 11 lutego 2020

Papieski tron (ewangelicki konfesjonał?) z Żórawiny i z wrocławskiego lotniska


youtube.com

Konfesjonały w ewangelickich świątyniach są rzadko spotykanym elementem wystroju. Na Dolnym Śląsku zobaczyć je można w Kościołach Pokoju w Świdnicy i w Jaworze. Jednak to nie konfesjonał z tych kościołów zrobił zadziwiającą karierę. Czy używający go w 1604 roku protestanci z Żórawiny mogli przypuszczać, że czterysta lat później zasiądzie w nim papież, który - w dodatku - przybędzie do Wrocławia z nieba …

„To było w czasach studenckich – wspomina historię uratowania słynnego tronu z kościoła w Żórawinie M. Lange. – Wybraliśmy się na wycieczkę do Lubiąża. Zwiedziliśmy klasztor, a ponieważ mieliśmy jeszcze trochę wolnego czasu do odjazdu autobusu, poszliśmy do pobliskiego parku. Kilkaset metrów od pałacu znaleźliśmy składowiska drewna, najprawdopodobniej opałowego. To były fragmenty stropów, okiennic, różnych desek – opowiada, dodając, że w oczy młodym pasjonatom sztuki rzuciły się fragmenty fotela, który wyróżniał się jakością wykonania. Przeszukując skład, szybko odnaleźli oparcie, siedzisko, nogi i wszystkie elementy – jak się później okazało – pochodzącego z ok. 1600 r., wykonanego w technice inkrustacji, czyli łączenia różnych rodzajów drewna, tronu. Złożyli zabytkowy mebel, pozostawiając go przy wejściu głównym do klasztoru, gdzie wówczas znajdowała się składnica Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Po kilku latach pan Mariusz poznał dalsze losy uratowanego tronu. – Naszym wykładowcą był Ryszard Hołownia, który w tamtym czasie pracował w Lubiążu. W poniedziałek przyszedł do pracy i zobaczył piękny mebel. Kazał go zabezpieczyć i przy najbliższej okazji poddać konserwacji. Fotel odzyskał nowe życie i dawną świetność, a kiedy 15 lat temu na wrocławskim lotnisku wylądował Jan Paweł II, przybywając na Kongres Eucharystyczny, właśnie to krzesło przeznaczono dla papieża. Dziś znajduje się ono w Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu i traktowane jest jak niezwykła pamiątka.” gosc.pl


 


„W salach Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu prezentowany jest cenny zabytek śląskiego meblarstwa z początku XVII w., pochodzący z kościoła Trójcy Świętej w podwrocławskiej Żórawinie, drewniany fotel (własność Muzeum Narodowego we Wrocławiu). Jego wyjątkowość akcentuje dodatkowo najnowsza historia. W czasie powitania papieża Jana Pawła II na wrocławskim lotnisku Strachowice 31 maja 1997 roku, tron z Żórawiny przeznaczono na siedzisko dla dostojnego gościa. Z tego względu dziś traktowany jest on przez nas jako szczególna „relikwia”, a w dniach żałoby po śmierci Ojca Świętego w kwietniu 2005 ustawiono go w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego. (…) Początkowo sądzono, iż tron stanowił środkową partię stalli z prezbiterium. W ten sposób wraz z ławkami, emporą szlachecką i lożą kolatorską ukazywałyby hierarchiczną strukturę społeczności biorącej udział w protestanckim nabożeństwie. Niektórzy twierdzili, iż był to tron dla pastora lub ważnych gości Hanniwaldta. Ostatecznie ugruntowała się wersja, iż fotel pełnił rolę tronu patronackiego i wykorzystywany był przy aktach liturgicznych odbywających się przy ołtarzu, a wymagających bezpośredniego uczestnictwa Hanniwaldtów. Wątpliwości budził jednak fakt, iż patron świątyni uczestniczył w nabożeństwie w swojej wydzielonej loży na piętrze, a na dół schodził tylko aby przyjąć komunię. Ostatnio pojawiła się nowa hipoteza dr Piotra Oszczanowskiego, uznająca, iż tron to pozostałość dawnego konfesjonału.
Sakrament spowiedzi był jednym z aktów kultowych, który na przełomie XVI i XVII w. miał u protestantów prywatny charakter i był raczej marginalizowany. Konfesjonał znajdował się z reguły w prezbiterium, niedaleko ołtarza. Tutaj udawali się wszyscy, którzy po spowiedzi przystępowali do Wieczerzy Pańskiej. Udział w niej był możliwy po otrzymaniu aktu rozgrzeszenia (absolucji), o którym decydował pastor. Duchowny siedział w konfesjonale, a na wprost lub z boku siedział, klęczał albo stał spowiadający się.” brzeg24.pl

 


Kościół w Żórawinie - miejsce, w którym kiedyś stał konfesjonał

 

„Konfesjonał wykonany jest z dębu i pokryty intarsją z orzecha i jawora. Wysokość jego wynosi 1,5 m , szerokość 0,765 m i głębokość 0,485 m. Jest w kształcie tronu o bardzo niskim siedzisku 0,33 m. Znajdujące się w górnej części zaplecka oraz po jego bokach wypustki świadczą o tym , że mamy do czynienia z elementem większej całości.

W 1604 r. zakończono główne prace nad wyposażeniem prezbiterium w kościele żórawińskim i obok ufundowania ołtarza i chrzcielnicy Hanniwaldt zlecił wykonanie konfesjonału. Data powstania tronu jest możliwa do ustalenia po widocznych na nim negatywowych śladów po cyfrach 0 i 4 .” perlamanieryzmu.wixsite.com


Niezbyt często, ale można jeszcze oglądać takie konfesjonały w kościołach Europy - monumente-online.de

wtorek, 21 stycznia 2020

„Riesengebirge” to wcale nie Góry Olbrzymie? Dla wielu Niemców to nadal „Góry Rynnowe/Ryzowe”. I co to ma wspólnego z Górami Cedrowymi w Libanie? Cz. II

Wystarczy spojrzeć na stronę …

„Das an der tschechisch-polnischen Grenze gelegene Riesengebirge hat seinen Namen von den Holzriesen, die dort eingesetzt waren. (Dietz et al 1984)” der-waldmeister.com

Riese (holz) „tłumacz Google” przedstawia jako „Gigant (drewno)”, a chodzi o rynnę/ryzę do spuszczania pni po górskim stoku.






„W połowie XVI w zaczęto sprowadzać mistrzów drwali z Styrii i Karyntii, którzy obeznani byli ze sztuką budowy ryz i klauzur. W tym celu na stromych zboczach konstruowano z gładkich, ociosanych belek wąskie (1-1,5 m) rynny tzw. ryzy i służyły do spuszczania pni drzew po stromym zboczu.” (Edward Basałygo „900 lat Jeleniej Góry”).


Niektórzy piszą, że pierwszy raz takie rynny wspomniano w Górach Cedrowych Libanu za Nabuchodonozora II. 
 
Podobno Bóg, gdy stwarzał świat, zszedł na ziemię i osobiście sadził cedry na górach Libanu. Król Babilonii Nabuchodonozor własnoręcznie wycinał je na drzwi swej świątyni. Dawid sprowadzał drogą morską pnie cedrów na budowę pałacu. Jego syn, Salomon, z tegoż drewna wzniósł Świątynię Jerozolimską.” poznaj-swiat.pl


Wydawnictwo KRNAP-u z roku 2012 („Historia lasu – dziewięć stuleci puszczy karkonoskich”, polska wersja) …


Do cieków wodnych drewno transportowano za pomocą tak zwanych płoz, które tworzyły koryta drewniane. Korytami tymi drewno spuszczano ze stoku do doliny. Istnieje przypuszczenie, że od nazwy płoz (smyk) (po niemiecku Riesen) zrodziła się niemiecka nazwa Karkonosz – Riesengebirge. Ogólnie w Karkonoszach było 14 płoz – koryt drewnianych, które najczęściej zmierzały do Mumlawy i Jezerki. Ostatnia płoza karkonoska była zlikwidowana w 1799 roku. W zimie również drewno transportowano na sankach.”



I co ciekawe zamieszczono fotografię z Doliny Zielonego Potoku (sprzed 1799 roku?).


Wśród Niemców teoria, że nazwa „Riesengebirge” pochodzi od rynien/ryzo czym pisała Nałkowska ponad sto lat temu – jest cały czas aktualna.

Riesengebirge” to wcale nie Góry Olbrzymie? Skąd Nałkowska wywodziła nazwę Karkonoszy” kunstkamerasudecka.blogspot.com

piątek, 17 stycznia 2020

„Riesengebirge” to wcale nie Góry Olbrzymie? Skąd Nałkowska wywodziła nazwę Karkonoszy

Co tam Nałkowska mogła wiedzieć o Sudetach! 


 

Tylko, że tu nie chodzi o słynną polską pisarkę, ale o jej matkę. 
A ona z Sudetami miała dużo więcej wspólnego. 



Anna Nałkowska to Anna Šafránková z Moraw – geograf/ka i żona geografa. 



 

„Zofia Nałkowska (po pierwszym mężu – Rygierowa, po drugim – Gorzechowska) urodziła się w Warszawie. Jej rodzice byli ludźmi wykształconymi i aktywnymi. Ojciec, Wacław Nałkowski (1851-1911), to wybitny geograf i pedagog, krytyk literacki publicysta społeczny, autor wielu książek z dziedziny geografii (m.in. „Wielki Atlas Geograficzny Świata”), reformator szkolnictwa. Matka, również wszechstronnie wyedukowana, autorka podręczników i opracowań z zakresu geografii, wykładowca na Uniwersytecie Latającym, Anna (z domu Šafránková), pochodziła z Moraw.”




Warto wiedzieć, że o takiej teorii uczyli się Polacy sprzed wieku. I warto wytłumaczyć skąd się wzięła.


poniedziałek, 6 stycznia 2020

Święci Czeskiego Raju. Święty Wit także we Wrocławiu. Część pierwsza

Obecnie najbardziej znanym Witem na świecie jest chyba Vito Corleone (Don Vito), fikcyjny gangster z Sycylii, z której pochodził też święty, antyczny męczennik.

Kult świętego Wita we Wrocławiu sięga czasów średniowiecza. Ulica Wita istniała setki lat, a jej nazwa powróciła po roku 1945 jako „ulica świętego Wita” - obecnie dochodzi do ulicy Wita Stwosza, najbardziej znanego „polskiego” Wita.



Ulica Wita na planie z 1750 roku (później Kozia, po II wojnie św. Wita). Jak się przypuszcza nazwa ulicy związana była z kaplicą pod wezwaniem tego świętego, wybudowaną pomiędzy północną ścianą nawy, a ramieniem transeptu kościoła dominikanów. Obecnie w tym miejscu znajduje się kościółek św. Józefa (tzw. „kościół polski” - odprawiano w nim nabożeństwa dla Polaków, w czasach reformacji został przekształcony na magazyn)


Kościółek/kaplica św. Józefa po lewej stronie zdjęcia. Pierwotnie w tym miejscu znajdowała się kaplica św. Wita
 

Święty Wit lata świetności ma już za sobą – podobnie, jak Jan Nepomucen, czy też Czternastu Wspomożycieli. Jego kult kwitł w średniowieczu, co ciekawe męczennik zyskał niezwykłą popularność w krajach słowiańskich. Święty Wit … Światowid?

Niektórzy tłumaczą to tak …

„Od najdawniejszych czasów ludzie mieszkający nad Łabą wędrowali w 2. poł. czerwca w górę rzeki i aż do XIX w. składali ofiary z czarnych kogutów. Był to kult Światowida, czczonego przez całą północną słowiańszczyznę. Przy wprowadzeniu chrześcijaństwa w Czechach uznano, że dobrym patronem katedry w Pradze będzie św. Wit, bo po czesku svatý Vit brzmi prawie identycznie, jak Svatevid.”skpswroclaw.files.wordpress.com


Co ciekawe, w zachodniej ikonografii atrybutami męczennika są: pies, lew, kocioł z wrzącym olejem, palma męczeństwa. Natomiast kogut w zasadzie nie – a w Polsce i w Czechach odwrotnie! Zachodni badacze próbują wytłumaczyć przedstawienie koguta tym, że został wrzucony do kotła razem z Witem.

Ciekawą informację podał Albert Wielki – białego koguta bał się nawet lew, ze względu na podobieństwo do bazyliszka (a Wit pobłogosławił lwa, który miał go pożreć i kot stał się łagodny, jak baranek). Jednak w Europie Środkowej kogut Wita jest czarny.

Renesans kultu św. Wita nastąpił w baroku, w ramach oddawania czci Czternastu Świętym Wspomożycielom. Najsłynniejsze ich przedstawienie na Śląsku związane jest z mecenatem biskupów wrocławskich i pochodzi jeszcze z renesansu …

„W 480. rocznicę śmierci „polskiego” Dürera (…)

Wiele dzieł ma nie udokumentowaną metrykę, lecz mimo to są przypisywane Dürerowi. Należy do nich obraz „Matka Boska i czternastu wspomożycieli” powstały w roku 1524 dla kościoła św. Jakuba w Nysie (...).”  kuriergalicyjski.com

Więcej na ten temat w książce „Nysa. Skarby sztuki i osobliwości” Marka Sikorskiego.

Innym, słynnym śląskim i sudeckim miejscem kultu Czternastu Wspomożycieli było Podlesie koło Lubawki. 


Święty Wit z Podlesia wśród "tłumu" Pomocników

„Idea wzniesienia na Śląsku sanktuarium, które poświęcone byłoby osobom Czternastu Wspomożycieli, zrodziła się zapewne podczas wizyty, jaką w dniu 25 czerwca 1683 r. krzeszowski opat Bernard Rosa złożył w drodze powrotnej z Cîteaux w klasztorze cystersów w Langheim we Frankonii. To najważniejsze miejsce kultu Czternastu Świętych Pomocników w tej części Europy, uświęcone cudownym objawieniem z dnia 29 lipca 1446 r., kiedy to ubogiemu pasterzowi o imieniu Hermann ukazało się dzieciątko Jezus w otoczeniu Czternastu Wspomożycieli jako czternastu identycznie odzianych dzieci.” (Andrzej Kozieł „Święci Pomocnicy z Podlesia koło Lubawki”)

Święty Wit to niewątpliwie jeden z narodowych, czeskich świętych występujący w towarzystwie św. Wojciecha i św. Wacława. Można się o tym przekonać podczas wędrówek po Pradze i Czeskim Raju. Na zdjęciach katedra świętych Wita, Wacława i Wojciecha (3xW) w Pradze, święty Wit z mostu / wiaduktu na zamku Valdštejn i z kościoła świętego Mikołaja w Lomnicy nad Popelkou.





 


Ciąg dalszy nastąpi.

sobota, 28 grudnia 2019

Ściąga wrocławska. Opactwo Ołbińskie – początki, dzieje, pozostałości. Część pierwsza – portal

Od niedawna można znowu oglądać – zasłonięty na czas remontu – portal z dawnego opactwa na Ołbinie. To jeden z najbardziej niezwykłych zabytków romańskich w Polsce i przykład, że już na przełomie XII i XIII w. Śląsk dorównywał w wielu dziedzinach krajom zachodu Europy. 



Nie ma dowodów na to, że portal związany jest z początkami opactwa fundowanego przez Piotra Włostowica (rok 1139), równie dobrze mógł powstać już po jego śmierci, gdy opactwo przeszło z rąk benedyktynów na własność norbertanów / premonstratensów (1197).

 


Jesienią roku 2029 minie pięćset lat od chwili, gdy w przeciągu miesiąca po decyzji rady miejskiej Wrocławia zburzono opactwo św. Wincentego (które wtedy miało prawie 400 lat). Portal ołbiński znajdował się pierwotnie w kościele klasztornym NMP i św. Wincentego i wcale nie musiał być głównym portalem tej świątyni. Nie wiadomo nawet, czy obecny portal wmurowany w południową elewację kościoła Marii Magdaleny 17 lat po rozbiórce romańskich zabytków przypomina konstrukcję oryginalną, czy jest skompletowany z np. dwóch różnych portali. 




Do roku 1888 ozdobnej „bramy” do kościoła strzegły np. dwa kamienne lwy, co jest dowodem, że portal był przekształcany nawet w czasach niemal współczesnych. 



Jak powszechnie się uważa, tympanon oddzielony od zabytku w czasie rozbiórki opactwa, oglądać można obecnie w Muzeum Narodowym. Ciąg dalszy nastąpi ...



sobota, 14 grudnia 2019

Marmolada się topi


 

„Jak informuje agencja ANSA, lodowiec Marmolada, znajdujący się w Dolomitach, może zniknąć w ciągu najbliższych 25-30 lat. To jedyny wielki lodowiec w tych górach. 






Jak informuje ANSA, naukowcy z włoskiego Komitetu Badań Naukowych i z uniwersytetów w Trieście oraz w Genui, a także z Aberystwyth w Walii, twierdzą, że podczas ostatnich dziesięciu lat, lodowiec Marmolada zmniejszył się o 30 proc. pod względem objętości i o 22 proc. pod względem powierzchni.” rp.pl




A ja mam zdjęcia tego lodowca sprzed lat ponad dwudziestu. Różnica jest porażająca - tu: gdziebytudalej.pl widok z roku 2016.




Na zdjęciu w artykule „Tra 25-30 anni il ghiacciaio della Marmolada non ci sarà più” snpambiente.it  linią czerwoną zaznaczono zasięg lodowca w roku 1999, a żółtą w roku 1986. Moje zdjęcia wykonałem latem 1995 roku (podczas wejścia na Piz Boe), a więc w środku tego okresu.

środa, 4 grudnia 2019

O co chodzi z tymi „rolandami” przed ratuszami we Wrocławiu, Środzie Śląskiej, czy w Hostinnym lub Bremie? Zastanawiano się już w XVIII wieku … „Jak tu został postawiony, nikt w końcu nie umiał mi powiedzieć”. "Rule/Ruland" a nie "Roland"?



 Najbardziej malownicze „rolandy” w Europie znajdują się pod Karkonoszami?


„Radnici v Hostinném hlídají dva obři, kteří bývali symbolem tržního práva (…) V průčelí věže stojí postavy dvou obrů, rolandů, v římské zbroji. Každý z nich je vysoký téměř pět metrů. Do nároží radniční věže byli umístěni v roce 1641.” regiony.rozhlas.cz



„Hostinné. Ratusza strzegą olbrzymy” krajoznawcy.info.pl

Do tej pory z rzeźbami „rycerzy rolandów” mieliśmy do czynienia na kursie przewodników miejskich w dwóch miejscach – w Środzie Śląskiej i we Wrocławiu (ale aż dwie sztuki!).



„Roland w Środzie Śląskiej jest od 1913 roku i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w powiecie średzkim. W średniowieczu tego typu posągi stawiano jako znak wolności w wielu miastach Europy, tzw. miastach Rolanda. Figura Rolanda symbolizowała niezależność miasta, prawo do wolnego handlu oraz własnej jurysdykcji. Ten średzki symbolizował setną rocznicę zwycięstwa Napoleona w bitwie.” rmf24.pl

Chodzi oczywiście nie o zwycięstwo Napoleona, ale wręcz przeciwnie.

Nad genezą i symboliką „rolandów” zastanawiali się historycy już w XVIII wieku …

„Augustin Kehrberg (1668-1734) - nauczyciel, historyk chojeński, czasem błędnie zwany "kronikarzem". (…) Dziełem życia Augustina Kehrberga jest Historyczno-chronologiczny opis miasta Chojny w Nowej Marchii, wydany po raz pierwszy w Prenzlau w 1714.” encyklopedia.szczecin.pl

Zajął się on historią drewnianego posągu w Chojnie i powoływał się na autora z wieku XVI ... 


„Na środku rynku można było zobaczyć drewnianego Rolanda (podobnego do stojącego na wielkim kamieniu w miasteczku Cedynia). Jak tu został postawiony, nikt w końcu nie umiał mi powiedzieć. Na podstawie powszechnego mniemania i z tego, co jest napisane u Angelusa [Andreas Angelus 1561-98, kronikarz brandenburski], uważano, że pochodzi on od pierwszego niemieckiego cesarza - Karola Wielkiego. Bo on [Angelus] tak pisze: »Wizerunek wielkiego Rolanda w pełnej zbroi znajduje się w Brandenburgu i w innych miejscach. Wiadome jest, że był synem siostry cesarza, hrabią von Blaulio z Francji, synem hrabiego Milo; był wojownikiem szczęśliwym i odważnym, który bardzo dzielnie stawał w wojnach, jakie Karol Wielki toczył w VII i na początku VIII wieku w Niemczech z pogańskimi Westfalczykami, Wenedami, Czechami i Sasami, a [mając] swój róg Olivant i miecz Durant, niezwykłych czynów w wojnach i bitwach dokonywał. A.[nno]C.[hrist.] 778 po szczególnie ciężkim spotkaniu z pragnienia i zmęczenia umarł. Dla uczczenia [bohatera] Karol Wielki w Brandenburgu i w innych miastach polecił stawiać jego wizerunki, aby było wiadome, że tym miejscom i miastom w swej łaskawości nadał wielkie przywileje i prawa sądowe«. Ale nasz Roland nie mógł mieć wspomnianego cesarza za swego sprawcę ani być wspomnieniem jego krewnego, jako że on [cesarz] 28 stycznia A.[nno] 814 zmarł w Aachen [Akwizgran], tak więc [jest niejasne], kto był wówczas w naszej Chojnie i kto mógł ten pomnik wymyśleć. Można więc powiedzieć, że ten cesarz nie mógł być nawet w tym miejscu czy w tej okolicy, [która] nie była wtedy nawet zamieszkała, nie istniała tu żadna wieś ani przysiółek. Löckelius uważa, że to cesarz Zygmunt, który jako młody człowiek [został] margrabią, często się tu zatrzymywał (...), a gdy został cesarzem, ofiarował miastu Rolanda jako signum banni regii et libertatis (znak królewskiego prawa i wolności). Sam sądzę z innymi sławnymi mężami, że słowo »Ruland« pochodzi z Rugii, która przez dawnych Sasów [była zamieszkana] i [oznaczało] rzecz przynoszoną, aby uzyskać sprawiedliwy wyrok, i stąd to słowo jest wywodzone, tak, więc na Rolanda albo jako na symbol wolności sądowej albo jako na znak szczególnych wolności miasta można patrzeć. Zatem pozostawiam każdemu wolność wierzenie w to, co chce, i tylko powiem, że naszego Rolanda zdjęto już ponad 30 lat temu, sam z siebie nie upadł. Potem kolumna, na której był wizerunek Rolanda stała jeszcze jakiś czas, myślano nawet by na niej nowy (wizerunek) postawić, ale w końcu pozbyto się także jej. Ale (czy prawdą jest), jak niektórzy mówią, że miecz [Rolanda] dostał się kostrzyńskiemu katu i niejeden został nim ścięty? Kochani, skąd mogłaby taka bujda pochodzić? Moim zdaniem nic szczególnego z tym mieczem się nie stało, był on prostej roboty kowalskiej i zardzewiał wśród starego żelastwa w ratuszu lub po prostu go przekuto. Rozstrzygnąć czy uwierzyć [w wersję], że ma go kat kostrzyński, czy [w to, co mówią] tutejsi rajcy, nie można bez wątpliwości”.

Na podstawie gazetachojenska.pl i „Cedynia i okolice poprzez wieki” pod redakcją Pawła Migdalskiego.

A więc „rule” a nie „Roland”?


„Tradycyjnym elementem symbolicznym nowych republikańskich ratuszy francuskich jest popiersie Marianny zastępujące dawne średniowieczne figury Rolanda − symbolu miejskich wolności, znane chociażby z obszaru niemieckojęzycznego.” („Rada Miejska Wrocławia przez wieki...”, Materiał z konferencji, Wrocław 2008) 

 




„Zapewne starsza płyta po prawej stronie (obecnie kopia, oryginał znajduje się w Sali Wielkiej Ratusza) przedstawia w ostrołukowej niszy rycerza w zbroi z mieczem i włócznią z podpisem:


"Ich bin des foyts gewapnet man
wer (mich anfaßt) der muß ein swert han"


"Jestem zbrojnym człowiekiem wójta.
Kto (mnie dotyka), musi mieć miecz"


Interpretacja tekstu nastręcza trudności. Rada miejska sprawująca obowiązki wójta nie mogła zatrudniać rycerzy, tekst należy zatem rozumieć w przenośnym sensie. Relief przypomina zatem postacie Rolandów znane z wielu miast niemieckich (np. Bremy).” wikipedia.org





„Pręgierz wykonany jest z piaskowca w kształcie czworobocznego słupa podtrzymującego ażurową latarnię. Wówczas nie odtworzono postaci kata wieńczącego całość budowli. Figurka powróciła na pręgierz dopiero w 2002 roku. Zwany Rolandem, kat trzyma w rękach miecz i pęk rózg. Nie odtworzono chorągiewki wiatrowej z literką W oraz metalowych uchwytów, do których przywiązywano skazańców.” wroclaw.pl