wtorek, 18 listopada 2025

Nieszczęsne „Mariańskie Skały”. Był chaos, a dzięki sztucznej inteligencji i elektronicznym mapom jest katastrofa. Część pierwsza

 


Już sama nazwa „Mariańskie” (od Marianny Orańskiej) jest nieszczęśliwa. Wystarczyło napisać „Skały Marianny” …

„mariański (…)
(1.1) związany z Marianami, dotyczący Marianów 

(1.2) związany z Marią, dotyczący Marii; w szczególności Marii z Nazaretu” wiktionary.org 

Na przykład Sodalicja Mariańska lub Mariańskie Łaźnie. Nadający polskie nazwy geograficzne jakby nie zastanawiali się nad tym, że w Polsce Maria i Marianna to dwa różne imiona.

Niezręczność językowa to jednak nic w porównaniu do tego, jak owa skalna grupa jest jest opisywana na mapach i w literaturze turystyczno-krajoznawczej (a w związku z tym i w terenie). Sprawa ciągnie się od lat powojennych i trudno znaleźć dwa wydania map turystycznych, na których „Mariańskie/Nowowiejskie Skały” są zaznaczone nie to, że poprawnie (bo takich polskich chyba nie ma), ale chociaż jednakowo.

Cóż na ten temat mówią najnowsze osiągnięcia techniki? AI (na dzień 18.11.2025) …


"Mariańskie Skały i Nowowiejskie Skały to formacje skalne położone w Sudetach, w Masywie Śnieżnika, które w rzeczywistości odnoszą się do tej samej grupy skał, choć na różnych mapach i w różnych źródłach można spotkać obie nazwy.

Mariańskie Skały (Mariańskie Skałki)

Lokalizacja: Znajdują się na południowo-zachodnim grzbiecie Żmijowca (1142 m n.p.m.) w Masywie Śnieżnika, w pobliżu miejscowości Międzygórze.

Nazewnictwo: Nazwa pochodzi od Marianny Orańskiej, dawnej właścicielki tych ziem, która upodobała sobie ten obszar Sudetów. Nazwa "Mariańskie Skały" została nadana oficjalnie w 1939 r. przez jej wnuka.”

Oczywiście tutaj AI jak czegoś nie wie to zmyśla, nazwa funkcjonuje od XIX wieku – może sobie AI sprawdzić na starych mapach. I dalej ...

„Nowowiejskie Skały

Tożsamość: Nazwa "Nowowiejskie Skały" (niem. Neudörfer Felsen lub błędnie Neundörfer Felsen) była używana na dawnych, niemieckich mapach i jest polskim tłumaczeniem oryginalnej nazwy.”

Wikipedia …

„Mariańskie Skały (niem. Mariannen Fels, 1142 m n.p.m.) – gnejsowa odsłonięta formacja skalna na grzbiecie Żmijowca w Masywie Śnieżnika (Sudety). Na niemieckich mapach oraz wielu polskich określane są jako Skały Nowowiejskie (niem. Neudörfer Felsen)”. wikipedia.org



Poniżej prześmieszna próba umieszczenia „2 w 1” na mapy.com.






Dyskusja na polska-org.pl

„Stan | 2015-09-09 19:33:28

Walczysz Zbigniewie jak lew o zaistnienie tej ciekawej grupy skalnej, ale masz rację lokując dawne "Mariannen Felsen" w tym właśnie miejscu. Okazuje się, że pierwsi polscy eksperci (geografowie i taternicy) nazwali tę formację jako:
- 42. Skały Nowowiejskie - 1155 m n.p.m. - d. niem. "Neudörfer Felsen".
Ta zagadkowa nazwa (błędna, gdyż powinno być "Neundörfer ...") prawdopodobnie spowodowała zignorowanie, w późniejszych edycjach map tej nazwy. Jednak ta grupa skał jest zaznaczona w tym samym Monitorze Polskim, na mapce (XIV) z lokalizacją tych obiektów fizjograficznych. Proponuję więc oddać sprawiedliwość faktom prawnym i umiejscowić Skały Mariańskie (z nazwami dawnymi) w tej konkretnej lokalizacji. Decyzja jest w gestii Administratorów.
Dodam jeszcze, ze na mojej mapie z 2005 r. ten rejon nazwano jako "Pierwszy Żmijowiec"...

Pudelek | 2020-04-25 09:41:00

Na niemieckich mapach te skały są jak byk nazwane "Neudörfer Felsen", więc o błędzie nie ma mowy. Niemcy na pewno nie nazywali tych skał Mariańskimi, tylko te drugie, co również pokazują stare mapy.” 

Nie ma pomyłki, bo Nowowiejskie Skały (dzisiaj kompletnie bez sensu przemianowane na Mariańskie – a te znowu prawie zupełnie zapomniane) nie pochodzą od tej Nowej Wsi, o której wszyscy myślą (Neundorf) o od … 


„Pod koniec XIX wieku Marianówka rozwinęła się jako miejscowość letniskowa. W roku 1900 połączyły się dwie części: Marienau i Neudorf.” wikipedia.org




No i w tej komedii pomyłek nazwa Mariańskie mogłaby być od Marianówki, gdyby nie to, że prawdziwe Mariańskie Skały nadal istnieją w zupełnie innym miejscu niż Nowowiejskie.

Na marginesie ...

Ludzie nadający po wojnie nazwy musieli mieć jakąś alergię na siano (Heu po niemiecku). Nie ostał się Heuscheuer (Szczeliniec – Hejszowina) a interesujący nas Heuberg (związana z nim jest opisywana grupa skalna - bardziej niż się na pozór wydaje) został Smrekowcem.



Niestety sprawy nie wyprostował „Słownik geografii turystycznej Sudetów”, a raczej jeszcze bardziej ją skomplikował.

Mam wrażenie, że sztuczna inteligencja jeszcze długo jej nie rozwiąże.

Ciąg dalszy nastąpi.

sobota, 13 września 2025

Świętowanie wydania książki „ Historie horního města Zlatých Hor ve Slezsku”. Egzekucji jej autora przyglądał się tłum 30? 50? 100? tysięcy Czechów. Część pierwsza

Ilu jest zbrodniarzy wojennych, których książki uroczyście się promuje?





Rok 2024 ...

„Czeskie Zlate Hory obchodzą jubileusz 800-lecia istnienia miasta. Z tej okazji w niedzielę, 23 czerwca, w Galerii Zlatá 92 (za muzeum) odbędzie się wernisaż okolicznościowej wystawy historycznej. Wydarzenie połączone zostanie z promocją książki o historii miasta (do 1742 r.) – przekładu publikacji Josefa Pfitznera z 1924 r.” terazprudnik.pl

„- dr Josef Pfitzner - urodzony w pobliskich Petrovicach opisał obszernie historię Zlatych Hor, a w roku 1924 organizował uroczystość 700-lecia tej miejscowości .” tygodnikprudnicki.pl

Nieco ponad dwadzieścia lat później kat zakładał historykowi pętlę na szyję, czemu przyglądał się wielotysięczny tłum kobiet, mężczyzn i dzieci. Josef Pfitzner płynnie mówił po czesku, był specjalistą od historii Śląska, Czech, Polski czy Litwy. Pracował i poszukiwał materiałów w archiwach Warszawy, Krakowa i Wrocławia (wtedy Breslau). Jego egzekucja była ostatnią w Czechach, której przyglądały się tysiące ludzi. 


Czy Josef Pfitzner zasłużył na taki los? Nie wiem, ale wydaje się, że wielu gorszych od niego zupełnie uniknęło kary. Jego życie pokazuje, jak łatwo z osobistości stać się „osobistością”. Pokazuje też, że nie wystarczy siła intelektu i rozległa wiedza, by pozostać porządnym człowiekiem.


Osiemdziesiąt lat temu w Pradze ...


„21 lipca 1946 r. na wzgórzu poznańskiej Cytadeli powieszony został hitlerowski namiestnik Kraju Warty Arthur Greiser. Jego egzekucję – według relacji prasy – oglądał stutysięczny tłum widzów. Rusztowanie zbudowano na szczycie niewielkiego wzniesienia, wokół rozciągały się łąki i pola. Na zachowanym filmie z egzekucji widać prawdziwy tłum, sprzedawano lody i napoje. Podczas egzekucji publiczność klaskała i gwizdała. Po tym wydarzeniu dzieci zaczęły bawić się w "wieszanie Greisera".

(…)

Publiczne wykonywanie wyroków – właściwie od pierwszej takiej egzekucji - wywołało w Polsce krytykę: "To były najgorszego rodzaju istoty ludzkie, ci Niemcy i zniemczeni Polacy skazani Prawem Rzeczpospolitej na słuszną śmierć przez powieszenie. Jednak ani tłumy ludności, w przeważnej części młodziutkich dziewcząt i chłopców, nie powinny asystować temu ponuremu widowisku, ani nie powinni byli znaleźć się <ochotnicy> do roli katów[...]. Dawanie w ten sposób upustu najsłuszniejszym uczuciom potwornej krzywdy wyrządzonej nam przez zbirów hitlerowskich – nie jest jednak słuszne[...]. My Polacy nie byliśmy, nie jesteśmy i nie chcemy być narodem oprawców. Tym właśnie różnimy się od tych, których dziś sprawiedliwe sądy demokratycznych państw skazują na karę śmierci za ich zbrodnie przeciw Człowieczeństwu" - pisała w tygodniku społeczno - literackim "Kuźnica" Ewa Szelburg Zarembina (w artykule "Nie jesteśmy narodem morderców").” dzieje.pl

„Sprawa publicznych egzekucji, mimo iż ich świadkami mogło być około 150 tysięcy osób, jest zadziwiająco słabo znanym epizodem w najnowszej historii Polski. Co ciekawe, co rusz słychać głosy potępienia, na wieść o podobnych egzekucjach odbywających się w Iranie, Afganistanie, Iraku czy Chinach. Szczególnie wyroki wykonywane na wypełnionych po ostatnie siedzenie stadionach Chińskiej Republiki Ludowej budzą sprzeciw intelektualistów. Jednak prawdopodobnie nawet największa chińska egzekucja z 1996 roku nie spotkała się z tak wielkim zainteresowaniem gawiedzi jak ta z 14 lipca 1946 roku w Gdańsku.” majdanek.com.pl

Podobnym zainteresowaniem cieszyły się publiczne egzekucje w Czechach.

Psychologia tłumu …

„Egzekucja była widowiskiem krwawym, obrzydliwym widowiskiem. Tłum zawsze jest tłumem[...] i przy tego rodzaju widoku tłum ulega zawsze zbiorowym nastrojom. Nastroje te są moralnie niebezpiecznie, gdyż budzą w duszy instynkty złe, instynkty zemsty, odwetu i okrucieństwa[...]. Egzekucje publiczne są wielkim niebezpieczeństwem moralnym i społecznym.”

Dzisiaj tłum nie musi zbierać się fizycznie?

Psychologii tłumu ulegają uczestnicy „mediów społecznościowych”?

Co się stało, że szanowany niegdyś sudecki historyk trafił na szubienicę? Jego zdjęć z pętlą na szyi nie będę pokazywał.

Ciąg dalszy nastąpi ...

piątek, 22 sierpnia 2025

„Katastrofy lotnicze w rejonie Karkonoszy”. Komentarz cz. I

 




Na stronie polska-org.pl ukazał się tekst „Katastrofy lotnicze w rejonie Karkonoszy”.

Można w nim przeczytać:

„20 listopada 1978 – Katastrofa radzieckiego Su-25 na Luční horze

Ostatnim poważnym wypadkiem lotniczym nad Karkonoszami była katastrofa związana z obecnością radzieckich wojsk na terenie Czechosłowacji. 20 listopada 1978 r. dwaj wysocy rangą radzieccy oficerowie (płk Rudolf L. Rejno i ppłk Nikołaj W. Radoczynskij) wykonywali lot szkolno-treningowy na odrzutowym samolocie szturmowym Suchoj Su-25 nad terytorium północnych Czech. (…) Była to zarazem ostatnia znana katastrofa załogowego statku powietrznego nad Karkonoszami w XX wieku.”

Na Luční horze nie rozbił się samolot szturmowy Suchoj Su-25. W roku 1978 Su-25 nie był jeszcze produkowany seryjnie, a wersję dwumiejscową (szkolno-bojową) oblatano dopiero w 1987 roku. W Karkonoszach katastrofie uległ Mig-21 UM, niestety wersja o Suchoju Su-25 pojawia się często w internecie. Ale o tym innym razem.

Czy była to „ ostatnia znana katastrofa załogowego statku powietrznego nad Karkonoszami w XX wieku”?

W ostatniej znanej mi karkonoskiej katastrofie lotniczej w XX wieku zginęły trzy osoby i ma ona ciekawy wątek polski.

„Pod koniec lat 70. został opracowany polski śmigłowiec z amerykańską duszą i radzieckim ciałem - PZL Kania. Maszyna miała być eksportowym hitem za oceanem i źródłem cennych dewiz dla fabryki, ale przez polityczną burzę i brak zamówień weszła na margines lotniczej historii. Nadzieja na modernizację floty polskich śmigłowców wielozadaniowych trafiła ostatecznie do muzeum. (…) Ostatecznie razem z egzemplarzami prototypowymi powstało ich raptem 19 sztuk! Oprócz Polski były użytkowane do transportu pasażerów w Sierra Leone, Wenezueli, na Cyprze, a do ratownictwa w Czechach i na Słowacji.” geekweek.interia.pl

„Wypadki z udziałem śmigłowca PZL Kania (…)

30 września 1997, Czechy, rejon Kocich Grzbietów w Karkonoszach, Opis wypadku/okoliczności -brak informacji, Poszkodowani - brak informacji.” wikipedia.org 

„Kocich Grzbietów” ... Niestety wzrost ilości/liczby informacji w internecie od dawna nie idzie ze wzrostem ich jakości.

Człowiek, który przeżył katastrofę, przeszedł podobno 18! operacji i na pewno napisał książkę (wydaną w roku 2013 w nakładzie 600 szt.).

Ciąg dalszy nastąpi.

niedziela, 20 lipca 2025

Dąb na Kapeluszu

 


Kapelusz (dawniej Hutstein) to niegdyś popularny punkt widokowy na zboczach Dębowej Góry. Znajduje się na szczycie niewielkiego wapiennego urwiska. Najbardziej charakterystycznym elementem punktu widokowego jest spory dąb, widoczny także na przedwojennej pocztówce (w naszych czasach ktoś wyposażył go dość okrutnie w szczebelki pseudodrabiny). Pocztówkę można obejrzeć na stronie grafschaft-glatz.de  (Blick vom Hutstein auf die
Glatzer Neiße bei Grafenort
a w oryginale u Piotrusia A. 

 

Panorama z Kapelusza jest nadal bardzo ładna. 

Ciąg dalszy nastąpi. 

 

niedziela, 8 czerwca 2025

Nosorożec na miarę naszych możliwości – rohatyniec

 

Nosorożec w naszym kraju jest stworzeniem egzotycznym. Rohatyniec nosorożec w zasadzie też – jest przedstawicielem występującej głównie w tropikach podrodziny rohatyńców / herkulesów, największych i najcięższych chrząszczy na naszej planecie (w Azji urządzane są nawet walki tych owadów – za pieniądze oczywiście bangkokpost.com). Często - z powodu swej "urody" - gości na okładkach książek poświęconych owadom. Rohatyniec żywi się czystą celulozą wytwarzając metan, podobnie jak krowa. Spotkanie z nim nie jest łatwe, gdyż prowadzi nocny tryb życia (ten na zdjęciach wyraźnie zabalował – został uratowany o poranku z torowiska tramwajowego). Nie znaczy to, że jest owadem rzadko występującym. Został gatunkiem synantropijnym – korzysta ze stert trocin, liści, gałęzi lub kompostu (takie znajdowały się obok wspomnianego torowiska). Jego larwa jest olbrzymia, może osiągać ponad 10 cm długości i zamieszkiwać w komorze wielkości kurzego jaja (nawet rozmiaru L …).

Co ciekawe rohatyniec może żyć nawet 5 lat, z tego w postaci larwy przez 99% owego okresu (dorosły chrząszcz przeżywa zaledwie kilka tygodni i prawdopodobnie nie pobiera już pokarmu). To trochę tak, jakby człowiek opuszczał żłobek po osiemdziesiątce, płodził potomstwo i udawał się na cmentarz.