Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aktualności z Sudetów i okolic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aktualności z Sudetów i okolic. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2024

To nie jest kraj dla starych świerków. „Antoni” – najwyższy w Polsce i w Sudetach (Polskich) – umarł w ciągu jednego roku

Świerki rzadko kiedy osiągają wysokość przekraczającą 50 metrów, chociaż zdarzają się nawet o kilkanaście metrów wyższe. W Polsce takich nie znaleziono.




Zdjęcia pochodzą sprzed kilku dni.



Rok 2022 …


„Miło nam poinformować , że na terenie Nadleśnictwa Bardo Slaskie oprócz najwyższego drzewa w Polsce (Daglezja 59,4m wysokości - więcej info pod linkiem) rośnie najwyższy ŚWIERK POSPOLITY. Jego wymiary to: wysokość 55,07m obwód na wysokości pierśnicy to aż 405cm - Ponad 4 metry !!!!!!!).

Nasz bardzki gigant pokonał, do dziś uznawanego za najwyższego, świerka rosnącego w Beskidzie Żywieckim który ma 51,8m wysokości.” www.wroclaw.lasy.gov.pl




Rok 2023 …


„Sukcesywnie do Nadleśnictwa Bardo Śląskie spływają informacje głęboko zaniepokojonych turystów i sympatyków przyrody stanem najwyższego świerka w Polsce „Antoniego”, rosnącego na naszym terenie. Usycha. Już w zeszłym roku pracownicy nadleśnictwa zauważyli niepokojące symptomy. Została zlecona ekspertyza w Zespole Ochrony Lasu we Wrocławiu. Po lustracji terenowej stwierdzono, że „Antoniego” zaatakował kornik - Kołatek świerkowiec (Anobium emarginatum).” www.wroclaw.lasy.gov.pl




Polecam wszystkim artykuł: „Prof. Krzysztof Świerkosz: Świerki wycofują się z kraju. W przyrodzie widać katastrofę” smoglab.pl

„Świerki wycofują się z kraju. Podążają coraz bardziej na północ i coraz bardziej w góry. Dzieje się to w miarę tego, jak klimat powolutku nam się ociepla. Przy czym „powolutku” można w tym momencie odnieść raczej do naszego indywidualnego doświadczenia ludzkiego, bo z punktu widzenia przyrody, jest to zmiana gwałtowna, wręcz katastrofalna. 

 


W ciągu ostatnich 30 lat, świerk praktycznie zniknął z nizinnych obszarów Dolnego Śląska. Zostały jedynie jego niewielkie enklawy, a strefa wymierania przesuwa się coraz wyżej i wyżej. Już teraz osiągnęła poziom 600 metrów nad poziomem morza. To pokazuje, że kiedy spojrzymy na świat przyrody, mamy zmianę, która jest katastrofą. Przy czym muszę sprostować – to nie jest polski świerk. (…) 

 


 Polski świerk występuje jedynie w enklawach, tam, gdzie w XVII, XVIII i XIX wieku nie dotarły siekiery drwali. Więcej jest go w Karpatach. Mniej w Sudetach. Jest jeszcze na północy. Cała reszta świerków to drzewa sadzone w wieku XIX i XX przez leśników niemieckich, a potem polskich. Większość materiału nasiennego została przywieziona z Alp. (…) Badania prowadzone w Szwajcarii pokazują, że świerki w takich przypadkach potrafią w ciągu miesiąca przejść z bardzo dobrego stanu zdrowia do stanu drzewa martwego. Wszystko z powodu braku wody w podłożu. To może być proces zupełnie nieprzewidywalny. Może być tak, że na wiosnę przyjdziesz do lasu i stwierdzisz, że jest piękny. A jesienią odwiedzisz to samo miejsce i on będzie martwy.

Coś takiego zdarzyło się właśnie w 2016 roku w wielu miejscach. Głównie na świerku w Sudetach. Dziesiątki hektarów padały równocześnie. Miałem bardzo pracowity sezon i dużo wtedy chodziłem po górach. W Górach Bardzkich stały wtedy kawalkady martwych pni. To wszystko zamarło w ciągu roku.”


Styczeń 2022 ..

„W czerwcu 2020 r. przeszła tędy wycieczka kursu przewodnickiego SKPS – prowadzący ją Wielki Krajoznawca ciekawie opowiadał o Kamieniu Brygidy nie będąc świadomym, że kilka minut wcześniej minął nieznaną jeszcze wówczas atrakcję podobnego kalibru…” skps.wroclaw.pl

 

 

Jak się okazało niedługo później, były dwie nieznane wówczas atrakcje.

I znów została jedna.

 Sporo nazw w Sudetach i na Śląsku będzie "nieaktualnych" (jak np. te związane z niedźwiedziami).

poniedziałek, 6 marca 2023

Pomnik „grochu”, czyli ojca genetyki ze Śląska, ozdobił Brno

 



Mówił po niemiecku, urodził się na Śląsku (Heinzendorf bei Odrau) w rolniczej rodzinie, lubił przyrodę, żył w państwie Habsburgów, chwali się nim kościół katolicki – ma nowy pomnik w Czechach (na Morawach).


Bo myślał po ludzku.



Rok 2010 …

„Spór o stare dzieło na temat grochu. (…) Zakon augustianów w Wiedniu toczy spór z niemieckimi krewnymi i spadkobiercami jednego z mnichów tego zgromadzenia, Gregora Mendla, o manuskrypt, który wyszedł spod jego ręki. Mnich był wielkim uczonym, a manuskrypt – fundamentalnym dziełem naukowym. Chodzi o słynny oryginalny rękopis dzieła, które stworzyło podwaliny jednej z najważniejszych dziedzin współczesnej nauki. (…) W 1865 roku napisał dzieło „Badania nad mieszańcami roślin”, wydane drukiem rok później. Manuskrypt Mendla trafił do klasztornego śmietnika, skąd wyciągnął go jeden z bardziej roztropnych braci zakonnych. (…) Z historycznego punktu widzenia właśnie Czechy mają największe prawa do dokumentu. Gregor Mendel urodził się bowiem w czeskich Hyncicach, studiował najpierw w Ołomuńcu i Brnie, a dopiero potem w Wiedniu (nauki przyrodnicze), już jako zakonnik opactwa w Brnie. W czeskim Brnie prowadził swoje rewolucyjne doświadczenia i tam zmarł. Brno leżało wprawdzie wówczas w granicach cesarstwa austro-węgierskiego, ale obecnie jest to miasto w Czechach.”




O międzynarodowym sporze o dziedzictwo ludzkości można przeczytać na stronie rp.pl


Rok 2023 …


„W czeskiej metropolii Brnie nowy pomnik upamiętnia światowej sławy przyrodnika i zakonnika Gregora Johanna Mendla (1822-1884). Jak poinformowało „Radio Praga” dzieło z brązu autorstwa rzeźbiarza Jaromíra Gargulaka, wzniesione na centralnym placu Mendla, nosi nazwę „Grochowe ziele”. (…) Pomnik przedstawia kiełkowanie pędów grochu. Składa się z 16 stel w kształcie kiełków, przez które zwiedzający mogą przejść. Na szczytach steli znajdują się grochy w kolorach i kształtach odpowiadających odkryciom Mendla. „Kamień węgielny pod pomnik pobłogosławił w 2021 roku w Rzymie papież Franciszek” – poinformowało „Radio Praga”.

Projekt Gargulaka został wybrany przez jury w międzynarodowym konkursie ogłoszonym z okazji 200. rocznicy urodzin Mendla w ubiegłym roku. „Naszym celem było trwałe przypomnienie przyszłym pokoleniom o tej ważnej osobowości w bardzo oryginalny sposób” – powiedział Jakub Carda, szef spółki non-profit „Spolen”. Koszty pomnika zostały pokryte przez miasto Brno, okręg południowomorawski i prywatnych darczyńców.” ekai.pl


„Brněnské Mendlovo náměstí je opravené, zdobí ho bronzový monument Hrachovina” ct24.ceskatelevize.cz


Oczywiście w ramach obchodów …

„Ojciec genetyki wyjęty z grobu po prawie 150 latach. Jego ciało skrywa pewne tajemnice” focus.pl


Studiował w Ołomuńcu i Brnie, ale najpierw ukończył gimnazjum w śląskiej Opawie.




Za czasów Mendla opawskie gimnazjum mieściło się w byłym kolegium jezuickim.

„Największą rangę pośród placówek jezuickich miały kolegia. Były to domy zakonne, w których znaczna liczba zakonników zatrudniona była przy nauczaniu i prowadzeniu szkoły. Na interesującym nas terenie powstały kolegia we Wrocławiu, Kłodzku, Opawie, Nysie, Głogowie, Żaganiu, Świdnicy, Opolu i Legnicy. (...)  W Opawie (Opava, Czechy) na Śląsku Cieszyńskim (lepiej chyba w tym przypadku mówić o Śląsku Opawskim – od red.) już w 1608 r. powstała stacja misyjna, przekształcona w misję stałą w 1625 r. W cztery lata później ta placówka stała się rezydencją. 30 kwietnia 1642 r. uzyskała prawa kolegium. W 1630 r. otwarto szkołę średnią, a w 1652 r. konwikt pw. św. Ignacego, który w 1735 r. liczył 26 wychowanków. Niniejsza placówka powstała dzięki księciu Karolowi von Lichtenstein (zm. 12 lutego 1627 r.) i najbliższej rodzinie księcia.” (Ks. Zdzisław Lec „Kolegia jezuickie na Śląsku do 1740 roku”)




Po kasacie jezuitów szkołę upaństwowiono i powstało przy niej Oesterreichisch-schlesisches Provinzialmuseum – jedno z najstarszych muzeów na terenie Czech. Muzeum w nowej odsłonie ma się świetnie i dzisiaj. Opawa posiada również swoje Mendelovo (Mendlovo) gymnázium.

 

poniedziałek, 9 stycznia 2023

Zmarł znany alpinista – mistyk związany z Wrocławiem. Pionier teoekologii. Pozostały po nim pamiątki na skałach




„W piątek 6 stycznia zmarł ks. prof. Roman Rogowski – emerytowany wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Był teologiem, pisarzem, pasjonatem gór i wykładowcą akademickim. Miał 87 lat.” wroclaw.pl


Wrocław ma szczęście do duchownych związanych z górami.


„Rekord światowy w sprawowanej Eucharystii w górach należy do wrocławskiego księdza Krzysztofa Gardyny, który celebrował ją na 8035 m, na szczycie Gaszer Brum 2 (Gaszerbrum II – od red.).”


„Ksiądz Krzysztof Gardyna – ur. 28 listopada 1958 r. we Wrocławiu, wychowywał się w Brzegu, absolwent brzeskiego Liceum Ogólnokształcącego nr 1, podjął studia medyczne, które jednak przerwał by wstąpić do Seminarium Duchownego w Krakowie. Przygodę ze wspinaczką rozpoczął w 1984 r. od Góry Olimp w Grecji. Od 1992 roku wspina się po najwyższych górach świata.” brzeg24.pl


Wracając do księdza Rogowskiego.


„Z perspektywy lat, czy może Ksiądz powiedzieć, czego nauczyły Księdza góry?

– Poczucia wolności. Nigdy nie czułem się tak wolny, jak w górach i dzięki nim. Nauczyły mnie też dystansu do przyjmowania ludzkich opinii. Wytworzyły we mnie zdolność do większego decydowania o sobie. Będąc na szczytach, często mówię: jest Pan Bóg, jest góra i jestem ja. Góry uczą odpowiedzialności za towarzysza wędrówki. Pogłębiły też moją religijność, ponieważ są znakiem, który nie jest Bogiem, ale Boga uobecnia.” przewodnik-katolicki.pl


Tak się złożyło, że 7 stycznia przechodziliśmy obok Skał Władysława i nie wiedzieliśmy jeszcze, że ksiądz Rogowski zmarł.


„Grupa młodopaleozoicznych gnejsów na południowo-wschodnim zboczu Ślęży. Dla uczczenia zasług marszałka Moltkego umieszczono tu brązowy medalion z jego profilem oraz tablicę pamiątkową, po roku 1945 oba zostały usunięte. Obecnie na jednej ze skał znajduje się ceramiczna plakieta z głową Chrystusa, umieszczona z inicjatywy ks. Romana Rogowskiego, wrocławskiego teologa i miłośnika gór.” fotopolska.eu

Ceramiczny Chrystus na Ślęży dzisiaj nie wszystkim się podoba – no cóż, jak się wydaje był/jest jednak postacią mniej kontrowersyjną niż Moltke (pewnie dzisiaj Moltke mógłby zostać, czas leczy rany). Nie jest winą Chrystusa, że w jego imieniu robiono i nadal się czyni przeróżne dziwne rzeczy. Ludzkość jest w stanie popsuć każdą piękną ideę.




„(…) często mówi się o tym, że to Kościół stworzył teologię, wedle której człowiek jest panem stworzenia i niszczy to wszystko. - Natomiast my pokazujemy, że tak wcale nie jest. Odpowiedzią teologii na to wyzwanie, jakim jest możliwość katastrofy ekologicznej, jest tzw. teoekologia - dodaje.

Ks. Lipniak zwraca uwagę, że pionierem tego działu teologii jest wrocławski kapłan ks. prof. Roman Rogowski. - To wszystko, o czym teraz mówimy, on swoim proroczym zmysłem dotknął. Natomiast nie ma takich sympozjów w Kościele, które w sposób szeroki podjęłyby to zagadnienie – przekonuje.” wroclaw.gosc.pl


„Być panem czegoś” można na różne sposoby. Można poddanych wyzyskiwać i mordować, można o nich dbać i się nimi opiekować.

Chyba nawet Bóg nie przewidział, że niektórzy zrozumieją Jego słowa jako przyzwolenie na wyzysk i mordowanie.

 

sobota, 2 lipca 2022

Toussaint de Charpentier i jego ważki. Brat człowieka, który wymyślił epokę lodowcową. Obaj byli związani z dolnośląskim górnictwem i obaj popadli w niemal całkowite zapomnienie – ale tylko u nas

„Najlepsi w Polsce odonatolodzy, czyli specjaliści od ważek spotkali się w Przemkowskim Parku Krajobrazowym na dorocznym sympozjum. Dolny Śląsk został wybrany na miejsce spotkania, bo pod względem ważek jest stosunkowo słabo poznany mówi Adam Tarkowski, przewodniczący sekcji odonatologicznej Polskiego Towarzystwa Entomologicznego. (…) Dolny Śląsk jest obecnie jednym ze słabiej poznanych pod względem występowania ważek regionów w Polsce, bo nie ma w naszym regionie wielu badaczy. Historycznie jest to zaś jeden z najważniejszych dla badaczy tych owadów regionów mówi Grzegorz Tończyk z Uniwersytetu Łódzkiego:” radiowroclaw.pl


To przejęzyczenie. Toussaint de Charpentier mieszkał w Brzegu, a nie w Brzegu Dolnym i autor wypowiedzi o tym wie, bo sam przypominał polskim badaczom sylwetkę niezwykłego naukowca, zasłużonego nie tylko dla Śląska, Polski ale i Europy.



„Jednymi z najciekawszych pierwszych opracowań odonatologicznych dotyczących ważek stwierdzanych w Polsce są prace CHARPENTIERA z 1825 i 1840 roku. Te dwa opracowania nie przynoszą co prawda konkretnych stanowisk, ale poszerzają wiedzę o owadach Śląska. Najciekawsze jest jednak to, że właśnie w tych pracach dokonał CHARPENTIER opisu wielu gatunków, z czego 10 opisał na podstawie okazów z Polski, podając dla nich jako locus typicus Śląsk. W pierwszej pracy (CHARPENTIER 1825) opisane zostały następujące gatunki (podano oryginalne nazwy gatunkowe i odpowiadające im nazwy współcześnie używane):

– Aeschna flavipes = Gomphus flavipes (CHARPENTIER , 1825) gadziogłówka żółtonoga,

– Aeschna serpentina = Ophiogomphus cecilia (FOURCROY , 1785) trzepla zielona,

– Libellula bimaculata = Epitheca bimaculata (CHARPENTIER , 1825) przeniela dwu-

plama,

– Libellula pectoralis = Leucorrhinia pectoralis (CHARPENTIER , 1825) zalotka większa,

– Agrion hastulatum = Coenagrion hastulatum (CHARPENTIER , 1825) łątka stawowa

(dla tej ważki locus typicus jest, obok Śląska, także Saksonia).

W opracowaniu z 1840 roku opisano pięć kolejnych gatunków (CHARPENTIER 1840):

– Agrion cyathigerum = Enallagma cyathigerum (CHARPENTIER , 1840) nimfa stawowa,

– Agrion lunulatum = Coenagrion lunulatum (CHARPENTIER , 1840) łątka wiosenna,

– Agrion viridulum = Erythromma viridulum (CHARPENTIER , 1840) oczobarwnica

mniejsza,

– Libellula striolata = Sympetrum striolatum (CHARPENTIER , 1840) szablak podobny,

– Libellula caudalis = Leucorrhinia caudalis (CHARPENTIER , 1840) zalotka spłaszczona.



Kim był CHARPENTIER? Toussaint de CHARPENTIER urodził się 22 listopada 1778 roku we Freibergu w Saksoni, zmarł 4 marca 1847 roku w Brzegu (=Brieg). Nie jest jasne jakiej właściwie był narodowości, podawane jest, że był potomkiem osadników francuskich, którzy osiedli w Saksonii. Urodził się w rodzinie starosty górniczego Johanna Friedricha Wilhelma von CHARPENTIERA. Z wykształcenia był prawnikiem, ale już około 1804 roku przeniósł się do Wrocławia i pracował jako urzędnik Urzędu Górniczego. Osiadł w Brzegu, gdzie mieszkał do śmierci.”

Grzegorz Tończyk „Tereny Polski jako locus typicus dla niektórych gatunków ważek”.

Toussaint de Charpentier był związany z wałbrzyskimi kopalniami węgla.

„Pracę zawodową rozpoczął jako audytor sądu dworskiego w Lipsku, ale już po roku, za namową Heinitza i Redena, opuścił Saksonię i wstąpił na służbę Prus. Karierę rozpoczął na stanowisku sekretarza górniczego, jednak już wkrótce awansował na asesora Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, po czym powierzono mu kierownictwo Urzędu Górniczego w Świdnicy (Schweidnitz). W roku 1804 ożenił się z wdową von Tschirsky, z którą miał dwójkę dzieci. W latach 1806−7 zasłużył się, ratując Wałbrzyską Kasę Górniczą i podległe mu kopalnie przed Francuzami, co doceniono, przenosząc go w roku 1810 do Wrocławia w charakterze nadradcy górniczego. 

Dał się tu poznać jako człowiek wszechstronnie wykształcony, władał biegle łaciną, malował i rysował, a z jego opinią coraz bardziej liczono się nie tylko w kręgach zawodowych, lecz i naukowych. Podczas licznych podróży wielkie wrażenie wywarły na nim Włochy, których zabytki zwiedzał wraz ze swym przyjacielem hrabią Wilhelmem von Magnis w roku 1818. W roku 1828 awansował do rangi wicestarosty, zaś w roku 1830 mianowany został starostą westfalskiego Wyższego Urzędu Górniczego w Dortmundzie. Na własną prośbę przeniesiony został w roku 1836 ponownie na Śląsk, gdzie aż do końca życia pełnił obowiązki starosty Urzędu Górniczego w Brzegu (Brieg). Chociaż był biegłym mineralogiem i geologiem, to międzynarodową sławę zawdzięczał swoim badaniom entomologicznym. Opublikował w tej dziedzinie szereg ilustrowanych przez siebie prac poświęconych chrząszczom, motylom i ważkom oraz owadom kopalnym, a ponadto przygotował do druku wznowienia klasycznych dzieł entomologicznych Espersa.”

Mirosław Syniawa „Biograficzny słownik przyrodników śląskich”

Toussaint de Charpentier zgromadził wielką kolekcję owadów, która niestety nie zachowała się do naszych czasów. Dzięki cyfrowym bibliotekom można jednak podziwiać rysunki przez niego wykonane.


 

 


W wałbrzyskich kopalniach węgla z powodzeniem rozpoczynał karierę zawodową młodszy brat Toussainta - Johann Georg Friedrich von Charpentier. Zasłynął następnie badaniami geologicznymi Pirenejów i Alp Szwajcarskich (gdzie pracował jako inżynier górniczy). Jest uważany za jednego z ojców glacjologii. Pierwszy zaczął głosić tezy o zlodowaceniach, którym podlegała znaczna część Europy (co w jego czasach było podobnie przyjmowane przez opinię publiczną, jak w średniowieczu tezy o kulistości Ziemi) – o kolejnych epokach lodowcowych. Swoje poglądy opierał na obserwacji ruchów lodowców alpejskich i rozmieszczeniu głazów narzutowych. Ich istnienie próbowano w tamtych czasach wyjaśnić wielkimi powodziami lub upadkami meteorytów - o innych teoriach długo i zabawnie by pisać. O tym, że lodowce transportują materiał skalny i tworzą moreny pisał wcześniej od Charpentiera tylko Jens Esmark (co ciekawe również studiował we Freibergu i podróżował po Śląsku i Czechach), zwolennik teorii o zlodowaceniu Skandynawii.

Obaj bracia byli w swoim czasie szanowanymi i skrupulatnymi europejskimi naukowcami, zbieraczami minerałów, skamieniałości, owadów i roślin (ich kolekcje podziwiali inni badacze) – warto o nich pamiętać.

W zeszłym roku włóczyłem się wzdłuż przemkowskich mokradeł i też fotografowałem ważki. 


Okolice Przemkowa to również kraina jelonka.

Ciąg dalszy nastąpi.

piątek, 10 czerwca 2022

„Muttichovki” wracają na karkonoskie szlaki

 
„Muttichovki” to swego rodzaju „produkt regionalny”. Podobnego systemu znakowania górskich szlaków trudno szukać w górach Europy.

Kamil Vladislav Muttich (pseudonim artystyczny Camil Orfano – Muttich) urodził się w roku 1873 w Pradze. Był malarzem i grafikiem, zajmował się także ilustrowaniem różnego rodzaju wydawnictw. Na początku pierwszej wojny światowej leczył rany w szpitalu w Vysokém nad Jizerou i od tego czasu związał się z Karkonoszami. Pokochał również narciarskie wędrówki. Na początku lat 20. XX wieku wymyślił system znakowania szlaków, przydatny zwłaszcza zimą i w szczytowych partiach gór, nazywany „niemymi znakami” lub „muttichovkami”. Umieszczone na wysokich tyczkach, wykonane z dwumilimetrowej grubości blachy, malowane na czerwono i posiadające wysokość 30 do 50 cm symbole, są czytelne nawet gdy pokryje je szadź. Ma to wielkie znaczenie na dość płaskich i rozległych przestrzeniach karkonoskich grzbietów.




„Muttichovki” pojawiły się po raz pierwszy zimą 1921/1922 (stawiał je Związek Narciarski / Svaz lyžařů RČS) w zachodniej części Karkonoszy. W roku 1924 - także dzięki właścicielom schronisk - ukończono pierwszy etap znakowania. Kilka lat później od Harrachova po Janské Lázně istniało 350 takich znaków. W tym czasie były praktyczne jeszcze z jednego powodu – znakowanie opisane po czesku lub niemiecku padało ofiarą „patriotycznych” wandali z obu stron a symbole graficzne spełniały warunek neutralności i nie budziły agresji. Symbole wskazywały drogi do schronisk, miejscowości ale także atrakcyjnych turystycznie miejsc (np. Śnieżka, Śnieżne Kotły). Dotyczyły przeważnie czeskiej części gór, istniało jednak kilka wyjątków np. Jakuszyce, „Strzecha Akademicka”, „Hala Szrenicka”, „Pod Łabskim Szczytem”. W szczytowym momencie (w latach 30. XX wieku) funkcjonowało 35 rodzajów „muttichovek”, pochodzących czasami od charakterystycznej litery w nazwie obiektu (nie zawsze pierwszej).



digitool.is.cuni.cz
 
Po roku 1945 jedyne w swoim rodzaju znakowanie powoli popadało w zapomnienie. Powrócono do niego 19 lat temu i obecnie po czeskiej stronie Karkonoszy stoi 96 blaszanych drogowskazów o 31 wzorach. W tym roku („nieme znaki” mają równe sto lat) dzięki sponsorowi (ŠKODA AUTO) ma przybyć aż 69 znaków. Rozstawiają je pracownicy Parku i ratownicy Horské služby. „Muttichovki” „produkowane” są w Lánově koło Vrchlabí.

„Muttichovki” znalazły się na znaczku 48. Rajdu Sudeckiego SKPS z 2004 roku.

„motyw: Duch Gór z mapy Helwiga i gwiazdy Unii Europejskiej (rajd zaczynał się w dniu wejścia Polski do Unii!); „nieme znaki” zimowe” skps.wroclaw.pl

„Němé značky v Krkonoších pomáhají bloudícím sto let, ochranáři je obnoví” idnes.cz
 
 
"Keprnik po polsku nic nie znaczy. A Koprowy Szczyt? Koprnik, Köppernik, Köpernickstein"  kunstkamerasudecka.blogspot.com

niedziela, 29 maja 2022

„Czas Lilii. Mistyczny filozof Jacob Böhme i odnowa świata”. Wystawa o szewcu, który od wieków fascynuje wielkich świata kultury. Skąd się wzięło zło i czy jest ono na świecie potrzebne? Część pierwsza

 


Z czym kojarzy się współczesnym ludziom „niemiecka myśl”?

„Dla naszych klientów niemiecka myśl techniczna oznacza najwyższą ekonomiczność: długa żywotność, niewielkie zużycie wody i energii – w połączeniu z szybkimi, pewnymi cyklami roboczymi i trwałą, bezawaryjną technologią.” miele.pl

Tak, to przede wszystkim niemiecka myśl techniczna i wielkie marki koncernów znanych na wszystkich kontynentach.

Zapomina się, że kiedyś „niemiecka myśl” wiązała się z imionami wielkich mistyków i filozofów zmieniających europejską kulturę. Zaczęło się już w średniowieczu od Hildegardy z Bingen i Mistrza Eckharta (von Hochheim). Nie inaczej było w czasach reformacji i romantyzmu.

Jacob Böhme (czyli Czech? z pochodzenia) uważany jest za jednego z pierwszych filozofów piszących po niemiecku.

Zapewne niewielu czytało dzieła Jacoba Böhme w porównaniu do tego, ilu widziało filmy z Nicolasem Cagem.

„Cage jest zafascynowany postacią mistyka i filozofa religii Jakuba Boehme, który mieszkał i tworzył na przełomie XVI i XVII wieku w Zgorzelcu. Podczas pobytu w Polsce gwiazdor odwiedził jego dom na Przedmieściu Nyskim i grób na cmentarzu w Goerlitz.” interia.pl

Dzięki amerykańskiemu aktorowi liczni usłyszeli po raz pierwszy w życiu o skromnym, filozofującym szewcu.

„Życiu Jakuba Böhme, filozofa i mistyka, który działał na przełomie XVI i XVII w. na Dolnym Śląsku poświęcona jest wystawa „Czas Lilii. Mistyczny filozof Jacob Böhme i odnowa świata”, która została otwarta w środę w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak podkreślono w zapowiedzi ekspozycji, od ponad 400 lat pisma Jakuba Böhmego niosą przesłanie nadziei w mrocznych czasach. „Jego orędownictwo na rzecz tolerancji między religiami oraz krytyka wojen, przemocy i prześladowania mniejszości są aktualne bardziej niż kiedykolwiek” – zwracają uwagę organizatorzy.
„Wojny, plagi i klęski żywiołowe naznaczyły czasy Böhmego. W tym okresie dokonano również ekscytujących odkryć dotyczących świata przyrody, kosmosu, kontynentów i ludzi wcześniej nieznanych w Europie.” wroclaw.tvp.pl

Schyłek życia Jakuba Böhme przypadł na początek wojny trzydziestoletniej – była ona dla Europy nie mniej straszna niż późniejsze wojny światowe. Wojna miała „wyżywić się sama”. Zostawała po niej złupiona, spustoszona ziemia, na której następne armie nie miały już czego kraść, ani kogo mordować, więc wybierały kolejne trasy przemarszu. Rosyjska armia nie zrezygnowała z takiego sposobu wyniszczania przeciwnika nawet współcześnie.


Jakub Böhme nie jest odkryciem czasów współczesnych - cieszył się sporym poważaniem romantyków (np. Mickiewicza), a w obszernym opisie z XIX wieku („Encyklopedyja powszechna”, Warszawa 1860) również trudno nie dostrzec sympatii autorów.


 

 

 

 

Szewc ze Zgorzelca wpływał na największych polskich poetów współczesnych – Miłosza i Różewicza, który poświęcił mu nieco „krajoznawczy” wiersz …


„Mistrz Jakob Böhme

(to nie mój mistrz)

a więc

śląski szewc

nazwiskiem Jakob Bőhme

„philosophus teutonicus"

jak o nim mówiono

który mieszkał koło mostu

w Gőrlitz

opowiedział mi jak

zobaczył odblask boskiego światła

na cynowym dzbanie

a może kuflu od piwa

szedłem ze Zgorzelca do Görlitz

żeby kupić buty a może koniak

armie mrówek maszerowały

przez most niosąc w ramionach

Ogrodowe Krasnale Gartenzwerge

koszyki wiklinowe napoje

wyskokowe

nie pamiętam już dokładnie

opowiadania tego skromnego

człowieka

i rzetelnego rzemieślnika

który zobaczył w kuchni

na jakimś naczyniu

odblask absolutu

patrzcie potomni w jakiej to

skromnej postaci objawił się

Bóg szewcowi ze Zgorzelca

(ale to był dobry szewc).”


rp.pl


Wiersz nieco kpiący (Różewicz nie przepadał za mistyką), ale … o ilu „śląskich szewców” z XVII wieku przydarzyło się wrocławskiemu poecie toczyć spory z noblistą?

Jednym z najtrudniejszych pytań, na które Jakub Böhme próbował odpowiedzieć brzmiało: „Skąd zło?”


Ciąg dalszy nastąpi.

wtorek, 10 maja 2022

Słynny hejnalista z Monte Cassino będzie miał w Kłodzku nie tylko grób ale i pomnik. Powstaje w Gorzanowie

 


Pierwszy raz byłem we Włoszech w maju i mogłem na własne oczy zobaczyć, że naprawdę wtedy kwitną tam czerwone maki. Te na zdjęciu poniżej znajdują się akurat w okolicach Asyżu, wzgórza wokół klasztoru Monte Cassino porastają obecnie gęste lasy.

Są zdjęcia, które stają się ikonami – symbolami wydarzeń historycznych. Bohaterem jednego z nich jest Czech … Emil Czech z Bobowej, który przez większą część swojego dorosłego życia był związany – nomen omen – z … Kłodzkiem. Hejnał mariacki na ruinach klasztoru zagrał Czech z Kłodzka.

 


 „Plutonowy Emil Czech na Monte Cassino miał do wypełnienia jeszcze jedną misję – specjalną. Opowiedział mi o niej niemal ze szczegółami, chwilami robiąc przerwy dla opanowania wzruszenia: - Po trudnym boju wypoczywaliśmy w schronach. Sanitariusze opatrywali rannych. Wtedy właśnie pojawił się por. Woźniacki, adiutant naszego dowódcy płk. Władysława Rakowskiego, i mówi do mnie: „Plutonowy Czech, ubierajcie się szybko. Macie zgłosić się do dowódcy”. Poszedłem. Pułkownik Rakowski zwrócił się do mnie ze słowami: „Plutonowy Czech, macie do wykonania bojowe zadanie. Podjedziecie pod klasztor i pod polską flagą odegracie Hejnał Mariacki”. Otrzymałem trąbkę, tzw. cornet, i wraz z kierowcą ruszyliśmy samochodem. W połowie drogi pojazd zatrzymał się. Kierowca zwrócił się do mnie z pytaniem: „Panie plutonowy, czy pan chce żyć? Bo ja chcę. Dalej nie jadę”. Wysiadłem. Akurat w tamtym kierunku jechał znajomy lekarz por. Stanisław Szczeponek. Podwiózł mnie pod sam kościół, tak że na miejscu byłem piętnaście minut przed wyznaczonym czasem. Podchodzę pod falującą na wietrze flagę. Jestem wzruszony. Nie wiedziałem, czy potrafię zagrać ten hejnał należycie. Biorę do ust trąbkę i zaczynam grać. Przypomniałem sobie wówczas, że muszę przerwać w pewnym momencie i poczuć się tak, jakby strzała tatarska przebiła gardło. Wtedy właśnie zjawili się skądś jacyś fotoreporterzy, amerykański i polski. To zdjęcie, które mam, zrobił mi plut. Choma z 1. batalionu piechoty. Po odegraniu hejnału zameldowałem wykonanie rozkazu u dowódcy. Był bardzo wzruszony. Gdy odchodziłem, zatrzymał mnie na moment i powiedział: „Pamiętajcie plutonowy Czech, wasza trąbka i wasz hejnał przejdą kiedyś do historii…” dkl24.pl


„Do kraju wrócił w 1947 roku i osiedlił się w Kłodzku pracując na kolei. Zmarł 26 marca 1978 r. i spoczywa na cmentarzu komunalnym w Kłodzku. Jego grobem opiekują się uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 2 im. Żołnierzy z Monte Cassino w Polanicy Zdroju.”


O swojej historii mógł swobodnie opowiadać dopiero trzydzieści lat po wojnie. 



Rok 2020 …

„Gotowa jest już miniatura rzeźby Emila Czecha. Jej znacznie większy odpowiednik ma stanąć z inicjatywy stowarzyszenia „Karpatczycy” w Parku Przyjaźni Wojsk Górskich w Kłodzku. Trwa zbiórka pieniędzy na ten cel.” 24klodzko.pl



Rok 2022 …

„W pracowni w Gorzanowie, artysta Wojciech Batko kończy rzeźbić formę pomnika Emila Czecha, która w kolejnym etapie zostanie odlana z brązu. Wszystko wskazuje na to, że jeśli nie wystąpią nieprzewidziane okoliczności, odsłonięcie pomnika nastąpi już 18 maja tego roku podczas kolejnej rocznicy Bitwy pod Monte Cassino.” 24klodzko.pl


Rok 2022 (defilada, lub - jak kto woli - żałobny kondukt rozsypującego się imperium) ...

„Z komentatorskiego obowiązku warto zaznaczyć, że Putin pominął również Polskę, chociaż dwukrotnie o nią „zahaczał". W pierwszym przypadku, gdy wspomniał o „prawdziwym patriotyzmie milicji Minina i Pożarskiego", czyli wojsk utworzonych m.in. do wyparcia Polaków i Litwinów z zajętego przez nich Kremla w 1612 roku. W drugim, gdy mówił o potrzebie honorowania „żołnierzy armii alianckich" i „uczestników ruchu oporu" chociaż wymienił przy tym jedynie Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów i Chińczyków.” defence24.pl

Idi na …

To nie koniec sudeckich i śląskich historii z Monte Cassino, więc ciąg dalszy nastąpi.

środa, 23 marca 2022

„Elza z afrykańskiego buszu” i spod Sudetów. „Gucwińscy” na miarę światową mają swój śląski komiks. Część pierwsza

 


Joy Adamson - Friederike Viktoria Gessner – 100 lat temu opuściła na zawsze stolicę księstwa opawskiego.

George Adamson – Brytyjczyk – był jednym z pomysłodawców projektu tworzenia wielkich parków narodowych w Afryce Wschodniej.

„Historię lwicy Elzy poznaliśmy dzięki przetłumaczonej na język polski książce Joy Adamson oraz wyświetlanemu wielokrotnie w telewizji filmowi „Elza z afrykańskiego buszu”. (…) kobieta, która wychowywała osieroconą lwicę była urodzoną 20 października 1910 roku w Opawie Ślązaczką. Przyszła na świat jako druga córka inżyniera Viktora Gessnera, architekta w wydziale technicznym krajowego urzędu w Opawie. W mieszanym, katolicko-ewangelickim małżeństwie, o religijnym wychowaniu dzieci decydowała matka, Fryderyka Gertruda z domu Greipel, dlatego też dziewczynka ochrzczona została w kościele ewangelickim, otrzymując imiona Fryderyka Wiktoria.”

Nie miała lekkiego dzieciństwa. Ojciec o skłonnościach sadystycznych żałował, że nie ma syna (gender!). Do czego to prowadziło? Pierwszy raz jej los skrzyżował się z losem dzikich zwierząt gdy była małym dzieckiem.


reflex.cz

„Joy před vilou Friederike. Foto bylo pořízeno poté, co Joy zastřelila svého prvního srnce. Joy se ze studu skrývá před objektivem zcela vzadu. Po této události si umínila, že už nikdy nebude zvířata zabíjet, ale jen chránit.” Można tę historię zadedykować wszystkim miłośnikom zabierania dzieci na polowania (i w ogóle kształtowania ich na siłę na swój obraz i podobieństwo). O ojcu nikt nie pamięta, córka zyskała sławę i uznanie.




Nazywana przez bliskich Fifi, spędziła dzieciństwo w Opawie, gdzie ukończyła szkołę powszechną i rozpoczęła naukę w niemieckim gimnazjum realnym. Po rozwodzie rodziców wyjechała z matką do Wiednia. Tu, po ukończeniu szkoły średniej, uzdolniona plastycznie Fryderyka Wiktoria rozpoczęła studia w Akademii Sztuk Pięknych. W roku 1935 wyszła za mąż za Austriaka, Viktora von Klarwill, ale małżeństwo to po trzech latach zakończyło się rozwodem. Drugim mężem Wiktorii Fryderyki był szwajcarski botanik Peter Bally, z którym wyjechała do Kenii. Z czasów drugiego małżeństwa pochodzi jej nowe imię – Joy oraz świetne, przedstawiające kwiaty akwarele, którymi zilustrowała m.in. książkę Jex-Blake'a „Gardening of East Africa”. Równie udane były też jej prace przedstawiające faunę i tubylczą ludność Kenii, z których wiele znajduje się dziś w Muzeum Narodowym w Nairobi. Po raz trzeci wyszła za mąż w roku 1944. Jej mężem został George Adamson (…)”. („Joy Adamson. Opiekunka słynnej Elzy z afrykańskiego buszu” Mirosław i Rafał Syniawa)

„Joy Adamson przebywała w Kenii do tragicznej śmierci w 1980 roku.
Sławę przyniosły jej autobiograficzne utwory, ilustrujące przywracanie do życia w naturalnym środowisku zwierząt afrykańskich urodzonych i wychowywanych w niewoli (lwów, gepardów i lampartów), zwłaszcza przełożony na kilkanaście języków bestseller z 1960 roku – „Born Free” (pierwsza część „Mojej lwiej rodziny” ukazała się równocześnie z paradokumentem BBC zrealizowanym przez Davida Attenborough i Jeffa Mulligana o działalności George`a i Joy Adamson).

W 1966 roku powstał także film w reżyserii Jamesa Hilla (1919-1994) z Virginią McKenna (ur. 1919) i Billem Traversem (1922-1994), który został nagrodzony dwoma Oskarami (za najlepszą muzykę i piosenkę dla Johna Barry`ego), trzema Złotymi Globami (w kategoriach: muzyka, dramat, najlepsza aktorka) oraz Nagrodą Grammy. „Elza z afrykańskiego buszu” doczekała się dwóch, mniej znanych w Polsce, sequeli (1972, 1999).” afryka.org



„Z Opavy do Keni. Město chystá komiks o životě Joy Adamson” opavsky.denik.cz

Oboje państwo Adamson zostali w Afryce zamordowani.

Więc ciąg dalszy nastąpi.

niedziela, 13 marca 2022

„Sprzęt gospodarstwa domowego” ze Świebodzic broni Ukrainy. Od zegarów Gustava Beckera po granatnik „Komar”

"Żelbetonowe ekrany (kulochrony?). W zakładzie w latach 60, 70-tych testowano elementy do pocisków różnego kalibru (produkcja zbrojeniowa)." polska-org.pl

Wczoraj wielu obserwatorów przebiegu działań wojennych na Ukrainie (z całego świata!) dowiedziało się, że granatnik „Komar” nadal istnieje (i działa!) …

„Another gift from NATO; UA forces training with newly delivered RPG-76 Komar single-use RPG, made in Poland in great quantities during the Cold War.” twitter.com

„Budował słynne zegary. Doczeka się pomnika?

Pod koniec września, podczas Świebodzickiego Święta Zegarów – „Gustavów”, oficjalnie zainaugurował swoją działalność społeczny komitet budowy pomnika Gustava Beckera. – To niewątpliwie najwybitniejsza postać, jaka żyła i tworzyła w całej historii miasta Świebodzice. Ten wybitny zegarmistrz stworzył od podstaw cały przemysł zegarowy, który rozsławił nasze miasto na całym świecie – wskazują twórcy inicjatywy.” swidnica24.pl


„Termet S.A. jest kontynuatorem znakomitej, ponad stuletniej tradycji fabryk zegarów m.in. Gustawa Beckera.” termet.com.pl

„Milionowy zegar znajduje się w kolekcji Termet S.A. (dawniej Predom Termet) w Świebodzicach, które po 1945 roku przejęły majątek fabryki Beckera. Grób Gustava Beckera znajduje się na cmentarzu komunalnym w Świebodzicach.” antykilion.pl

„Predom” (właściwie Zjednoczenie Przemysłu Precyzyjnego „Predom”, następnie Zrzeszenie Przedsiębiorstw Przemysłu Wyrobów Powszechnego Użytku „Predom”) – byłe zjednoczenia w okresie PRL (1974–1989). (…) Wszystkie zakłady zjednoczenia miały piony S, związane z produkcją zbrojeniową w zakresie broni lekkiej (naboje, pociski, pistolety, karabiny maszynowe oraz granaty).” wikipedia.org

Rok 2018 …

„30 stycznia 2018 w biurze prezesa Agencji Mienia Wojskowego (AMW) nastąpi otwarcie ofert w pisemnym przetargu publicznym na sprzedaż rzeczy ruchomych koncesjonowanych wycofanych z zasobów Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Obejmuje on także sprzedaż dużej partii jednorazowych granatników przeciwpancernych RPG-76 Komar.” milmag.pl

Wczoraj …

„W ukraińskich sieciach społecznościowych pojawił się dziś film na którym prowadzone jest szkolenie żołnierzy w użyciu jednorazowych granatników przeciwpancernych Komar. To kolejna broń polskiej konstrukcji i produkcji, która wspiera obronę Ukrainy w walce z rosyjską agresją. (…) Produkcja Komara była rozkooperowana pomiędzy trzema zakładami: części metalowe granatu wytwarzała Olkuska Fabryka Naczyń Emaliowanych w Olkuszu, wyrzutnia produkowana była w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZL-Warszawa II”, a montaż i elaboracja pocisku PG-76 oraz kompletowanie całości odbywało sie w Zakładach Sprzętu Precyzyjnego „Predom Prespol” w Niewiadowie (później ZSP „Niewiadów”). Zapalniki DCR dostarczały Zakłady Metalowe „Predom-Termet” ze Świebodzic. W latach od 1983 do początku lat 90. wyprodukowano ich ok. 100 000.” zbiam.pl

Za PRL-u w Świebodzicach mieli się pojawiać na szkoleniach nawet arabscy terroryści, wykorzystywani przez komunistów do siania zamętu na Zachodzie.

„Komar” nie nadaje się do niszczenia czołgów ale doskonale radzi sobie z lżej opancerzonymi pojazdami, ciężarówkami, cysternami oraz w walce miejskiej (można go odpalać z zamkniętych pomieszczeń a nawet z wnętrza pojazdów). 



„I wreszcie nuda. Nuda, która zaczęła w ostatnich latach trapić wielu. Pchała ich do sięgania po stare ideologie, dmuchania w żar nacjonalizmów. Sprawiała, że wrogiem stawał się pokój i współpraca, bo to przecież takie niewyraziste. Zamiast wielkich bohaterów w czasach pokoju i liberalnej demokracji potrzebni byli szarzy urzędnicy i technokraci, którzy cichutko oliwią tryby wielkiej machinerii potrzebnej do tego, byśmy nie musieli przelewać całych mórz łez i krwi.” rp.pl



niedziela, 20 lutego 2022

Do Kuksu powrócił skradziony obraz autorstwa jednego z najlepszych portrecistów przełomu XVII i XVIII wieku

 

Dziwna nazwa Kuks (czeska) kiedyś była jeszcze dziwniejsza – Kux lub Kukus (niemiecka). Pewnie niewielu kojarzy się z górnictwem złota, a jednak …

„Kuks (niem. Kux) – pojęcie z zakresu prawa górniczego, oznaczające udział gwarka, który stanowił 1 /128 części nadania górniczego; połowa kuksa to grenis. Gwarkowie, którzy dysponowali swoimi kuksami, byli zrzeszeni w bractwach górniczych zwanych również gwarectwami.” wikipedia.org



Złoto w Kuksie znajdowało się raczej w osadach rzecznych niż w litej skale, w postaci żył. Przynajmniej takich skał nie znaleziono podczas badań geologicznych.




Czy Nicolas de Largillierre naprawdę był dobrym malarzem? Oni się na tym znali …

„Katalog Sichergestellte Kunstwerke im Generalgouvernement to drukowane, starannie oprawione i pod względem edytorskim okazałe sprawozdanie Kajetana Mühlmanna, Pełnomocnika Specjalnego do Spraw Sporządzenia Spisu i Zabezpieczenia Dzieł Sztuki i Zabytków Kultury w Generalnym Gubernatorstwie dla okupowanych polskich obszarów, z trwających od października 1939 roku i ukończonych w czerwcu 1940 działań jego i jego urzędu, które miały na celu zabezpieczenie i zajęcie w interesie Rzeszy Niemieckiej, a w efekcie konfiskatę najcenniejszych dóbr kulturalnych z obszaru Generalnego Gubernatorstwa (zob. Zadrożny, Tadeusz Adolfa darem uhonorowanie. „Cenne. Bezcenne. Utracone" 2011 nr 4 s. 38-45). W 521 numerowanych notach opisano wybrane dzieła sztuki i obiekty rzemiosła artystycznego z państwowych, samorządowych, kościelnych i prywatnych kolekcji, które współpracownicy Mühlmanna uznali za godne włączenia do pierwszego wyboru dzieł sztuki zarezerwowanego do dyspozycji Adolfa Hitlera, wodza i kanclerza III Rzeszy. Fotografie większości obiektów w liczbie ponad 480 naklejone na luźne kartony, wymiarami zbliżone do formatu A3, umieszczono w czterech introligatorskich tekach albumowych oprawionych podobnie jak katalog w szare płótno o rzadkim splocie z wytłoczonym na wierzchu nazistowskim orłem ze swastyką w wieńcu. Projekt oprawy katalogu i pudeł albumowych był dziełem Louis Gaigga z Berlina, pudła i katalog oprawiano w zakładzie Oskara Freiberga we Wrocławiu, skład i druk katalogu zlecono wrocławskiej firmie wydawniczej Wilh. Gottl. Korn, czyli czynnej od 1. poł. XVIII w. drukarni Wilhelma Bogumiła Korna.” ispan.pl
 


„Na potrzeby „Sichergestellte” sfotografowano prawie wszystkie dzieła – w tym celu większość obrazów przejętych przez zespół Kajetana Mühlmanna przewieziono do Krakowa (poza tymi, które pochodziły z lokalnych kolekcji). Po wykonaniu zdjęć i opisaniu kolejnych arcydzieł zapakowano je w skrzynie i złożono w podziemiach nowego (oddanego do użytku w 1939 roku) gmachu Biblioteki Jagiellońskiej. Część obrazów umieszczono w reprezentacyjnych apartamentach zajmowanych przez Hansa Franka i jego współpracowników. Inne trafiły w ręce wpływowych nazistowskich dygnitarzy. Kajetan Mühlmann – korzystając z protekcji Marszałka Rzeszy Hermanna Göringa – wysłał kilkanaście obrazów do Berlina (m.in. „Damę z gronostajem” Leonardo da Vinci, „Portret młodzieńca” Rafaela Santi, „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta van Rijn, „Narodziny Chrystusa” Jana Baegerta, „Zwiastowanie” Dirka Boutsa, „Opłakiwanie Chrystusa” malarza holenderskiego, „Bramę miejską Kleine Houtpoort w Haarlemie” Gerrita Berckheyda, „Święto ludowe” Jana Brueghela Starszego, „Matkę Rembrandta” Gerrita Dou, „Madonnę z dzieciątkiem i św. Janem” Bernardino di Betto zwanym Pinturicchio, „Madonnę z dzieciątkiem” mistrza weneckiego, „Portret damy z pieskiem i małpką” Nicolasa de Largilliere oraz obrazy mistrzów niemieckich – w tym „Pietę” i „Portret brodatego mężczyzny”).” dzielautracone.gov.pl

„Portret damy z pieskiem i małpką” po wojnie wrócił do Polski i nie tak dawno był głównym bohaterem wystawy …

„Damy z pieskiem i małpką w Królikarni” culture.pl



Nicolas de Largillierre portretował damy, królów (np. Augusta III Sasa, Ludwika XIV), pisarzy i filozofów (np. Woltera lub Jean-Baptiste Rousseau), generałów a nawet innych malarzy. Namalował także portret Jana Michaela Šporka, bratanka założyciela słynnego barokowego kompleksu - Františka Antonína Šporka. Obraz został skradziony (wraz z innymi przedmiotami) 26 lipca 1991 roku. Niedawno pojawił się na rynku (jego kolejny właściciel zwrócił się o pozwolenie na wywóz do Francji, gdzie mógłby osiągnąć cenę wielokrotnie wyższą niż w Czechach) i został rozpoznany przez kuratorkę Národní galerie / Galerii Narodowej. Odzyskane dzieło można będzie oglądać w Kuksie już w kwietniu tego roku. Śledztwo trwa, ponieważ człowiek, od którego odzyskano obraz, nie mógł go ukraść (nie było go wtedy jeszcze na świecie, a jego przodek nabył obraz w Niemczech za 30 000 marek) - losy portretu wydają się być dość skomplikowane. Szanse na wykrycie sprawców włamania są jednak prawie żadne. Szacuje się, że we Francji odzyskany zabytek mógłby osiągnąć cenę odpowiadającą 10 milionom czeskich koron (planowana cena wywoławcza na aukcji wynosiła ok. 60 tys. euro).




Jana Michaela Šporka (pędzla słynnego francuskiego malarza) można zobaczyć na stronie ct24.ceskatelevize.cz
 
"Encyklopedia sudecka. O świstakach w Sudetach. Część pierwsza – Jesioniki"  kunstkamerasudecka.blogspot.com
 
 

poniedziałek, 14 lutego 2022

W okolicach Muszkowic kwitną już nie tylko przebiśniegi ale i śnieżyce


 

W zeszłym roku o tej porze wędrowaliśmy na nartach przez Wzgórza Strzelińskie.
„Na nartach przez Wzgórza Strzelińskie” kunstkamerasudecka.blogspot.com




Rok później …

„Nadleśnictwo Oleśnica Śląska opublikowało właśnie w mediach społecznościowych zdjęcie i opatrzyło je wpisem: Już są! Przywitaliśmy w lesie pierwsze śnieżyczki przebiśnieg.” olesnicainfo.pl




Jak wczoraj sprawdziliśmy, w okolicach Muszkowic (ale nie tylko w Muszkowickim Lesie Bukowym) kwitną zarówno przebiśniegi i śnieżyce wiosenne. Zakwit w pierwszej połowie lutego - na Przedgórzu Sudeckim - to jeden z rekordów w tym wieku.




 

„Czy zimą w Sudetach można zbierać grzyby? Płomiennica zimowa” kunstkamerasudecka.blogspot.com



 

niedziela, 19 grudnia 2021

Zamiast śladów bitwy pod Legnicą znaleźli kolejny dowód, że … „bez Mahometa nie byłoby Mieszka”?

 Słowiańscy i murzyńscy niewolnicy na targu w Kordobie wikipedia.org

Rok 2018 …

„Odkrycia dokonano w czasie badań prowadzonych przez Stowarzyszenie Historyczno-Eksploracyjne Księstwa Legnickiego z Gniewomierza (gm. Legnickie Pole), na podstawie decyzji wydanej przez Delegaturę w Legnicy WUOZ we Wrocławiu. Kierownikiem badań jest archeolog, mgr Przemysław Paruzel. Na znalezisko natrafiono na jednym z badanych pól ornych, na głębokości ok. 30 cm. Co prawda prowadzone poszukiwania związane są z próbą lokalizacji miejsca bitwy pod Legnicą z 1241 r., jednak odkrycie skarbu przyjęto z równie dużą radością. (…) Skarb odkryty w rejonie Legnickiego Pola zawiera 96 monet arabskich (dirhemów) i 2 denary krzyżowe bite w latach 80-tych X w. w Ratyzbonie, 14 fragmentów ozdób srebrnych oraz 5 fragmentów złomu srebrnego.” archeologia.com.pl

Rok 2021 ...

„W szóstej dekadzie X wieku tylko najwyżsi dostojnicy dysponowali monetami pochodzącymi z tak różnych kierunków. - Chodzi o jeden z pierwszych momentów, gdy na naszych ziemiach mieszały się różne waluty - podkreśla prof. Borys Paszkiewicz. Dr Tomasz Stolarczyk z Muzeum Miedzi w Legnicy sugeruje, że prawdopodobnie w 2023 roku cały skarb z Czarnkowa zostanie pokazany na specjalnej wystawie.” radiowroclaw.pl

„Historycy średniowiecza i archeolodzy od dawna głowią się nad tym, skąd pierwsi władcy dynastii Piastów czerpali środki na pokrycie kosztów funkcjonowania nowo powstałej organizacji terytorialnej. Według jednej z hipotez Mieszko I i kolejni władcy jego dynastii trudnili się na znaczną skalę handlem ludźmi, branymi w niewolę podczas podbojów okolicznych ziemi słowiańskich.” naukawpolsce.pl

„Zdecydowanie najsilniejsza fala importu arabskiego srebra na terytorium Europy przypadła na okres od przełomu IX i X w. do lat osiemdziesiątych tego stulecia. Liczba depozytów z dirhemami osiągnęła wówczas, zwłaszcza w połowie X w., apogeum w wielu regionach Europy „barbarzyńskiej”.

„ Pierwsze depozyty pojawiają się w Polsce centralnej w latach trzydziestych X w., kiedy powstają zręby organizacji grodowej, a dynastia nazwana piastowską zaczyna wchodzić na arenę dziejową. Co więcej, czasowa synchronizacja importu arabskiej monety w X w. z genezą ośrodków władzy ograniczała się nie tylko do ziem polskich, lecz była stałą charakterystyczną dla wielu regionów „barbarzyńskiej” Europy: od Rusi po Danię i Czechy. Istniała zatem wzajemna zależność pomiędzy handlem a budową wczesnych monarchii.”

„Tak więc koniunktura ekonomiczna, stymulowana przez popyt na niewolników i futra w krajach blisko- i środkowowschodnich, Maghrebie oraz arabskiej Hiszpanii, a w konsekwencji strumienie srebra napływające do strefy peryferyjnej Europy, umożliwiły bądź ułatwiły budowę wczesnych ośrodków władzy. Henryk Samsonowicz, parafrazując słowa Henri Pirenna, że bez Mahometa nie byłoby Karola Wielkiego, określił te powiązania następująco: bez Mahometa nie byłoby Mieszka, Ruryka, Gorma, Wacława (czy raczej Bolesława I).”

Cytaty z: Dariusz Adamczyk „Czy bez Mahometa nie byłoby Mieszka i Bolesława I? : arabski system handlowy a ekonomia polityczna społeczeństw Europy Środkowo-Wschodniej w X wieku”

Co ciekawe, sprawa handlu słowiańskimi niewolnikami budzi wielkie emocje jeszcze w wieku XXI.

„Żydzi handlowali słowiańskimi przodkami Polaków jako niewolnikami, kolaborowali ze Szwedami w czasie potopu, jako żołnierze Wehrmachtu likwidowali własne rodziny, a dziś demoralizują społeczeństwo za pomocą pornografii – m.in. takie treści można wyczytać w piśmie, jakie skierował do sądu pełnomocnik wydawnictwa 3DOM.” rp.pl

Handlowali. Do handlu potrzeba dwóch stron. Kim była ta druga? Bez odpowiedzi na to pytanie zarzuty są tylko bezładnym i wybiórczym bełkotem.

sobota, 29 maja 2021

Mordercza oleica także w sudeckich lasach, czyli rozważania o „miejskich wymoczkach”

 

„Wygląda niewinnie, a może nawet zabić. Leśnicy ostrzegają przed tym chrząszczem” tvp.info




„Lasy Państwowe ostrzegają: ten owad może być niebezpieczny! "Kropelka, która może zabić" [zdjęcia]” polskatimes.pl




 

„Lasy Państwowe przestrzegają przed owadem, który może być śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka.”




Chciałem nadmienić, ze wszystkie załączone zdjęcia oleic wykonałem z narażeniem życia (o czym nie wiedziałem!) w Sudetach (Góry Orlickie i Izerskie) a nawet we Wrocławiu.

Oleica zrobiła ostatnio w mediach niezwykłą karierę i nawet przeskoczyła wilka. Ciekawe ilu ludzi zabiły w Polsce oleice i wilki? Dla mnie bardziej stresująca jest jazda podwrocławskim fragmentem „autostrady” niż wycieczka do lasu.

Śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka – jak się ów człowiek uprze – może być nawet ćma.

„19.07 po 13.00 w miejscowości Połęczyno, gm. Somonino na drodze nr 224 doszło do wypadku drogowego, w którym ranna została 22-letnia mieszkanka gminy. Według wyjaśnień prowadzącej Fiata 126p kobiety, jadącej z kierunku Nowej karczmy w kierunku Egiertowa, usiłowała ona podczas jazdy wypędzić przez otwarte okno ćmę, która wleciała do samochodu. Kobieta na łuku drogi straciła panowanie nad kierownicą i zjechała na prawe pobocze, a następnie uderzyła w przydrożne drzewo. Z urazem żeber i złamanym przedramieniem została przewieziona do Szpitala Powiatowego w Kartuzach. Była trzeźwa.” pomorska.policja.gov.pl

Bez problemu można znaleźć takie wiadomości o pająkach (w samochodzie).



 

Niedawno widziałem na imprezie plenerowej dorosłego mężczyznę, który wkładał mnóstwo wysiłku by dogonić i zatłuc ćmę „bo jeszcze gdzieś usiądzie” oraz nastolatkę, która dostała ataku paniki, bo do sklepu wleciała osa. Osa w ogóle się nią nie interesowała, a słodką bułką i owszem.

Nie da się ukryć, że ludzie żyją w coraz większym oderwaniu od natury i przez to ich zachowania stają się dość osobliwe.

Jak to zmienić? Może tak?


„Miejskie wymoczki”?


„To jest nieprawdopodobne, co tutaj słyszymy dzisiaj z lewej strony. Lewica zakłada, że szesnastolatka może zabić własne dziecko, ale nie może iść z ojcem na polowanie i zabić królika, a nawet tylko patrzeć, jak się zabija królika. Lewica zakłada, że dziecku szkodzi oglądanie polowania, ale dziecku nie szkodzi aborcja. Rodzice mogą wydać swoje dziecko bezkarnie na śmierć według Lewicy, ale nie mogą pokazać dziecku polowania, bo za to grozi rok więzienia. Te absurdy wynikają z tego, że takie miejskie wymoczki nieznające życia, ludzie, którzy nigdy nie widzieli, jak się kurę zabija, są podatni na efekt Bambiego.” sejm.gov.pl

 


Hmm … ja tam nie raz widziałem, jak Dziadek zabijał kurę lub królika (bez karabinu), ale nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. Dziadkowi też nie – zabijał bo musiał. Chodziłem też za pługiem, który ciągnął koń (miał niełatwy charakter) i oglądałem jak Babcia doi krowy. Koty trzeba było szanować, bo łowiły myszy i przyjemnie było je głaskać, a jaskółki (mieszkały w stajni) bo łapały muchy. Chomiki, tchórze i lisy były wrogami, ale mówiło się o nich z szacunkiem – jakie sprytne i waleczne. Broniło się przed nimi dobytku, a nie ganiało po polach - lasach, by zatłuc i zlikwidować.

Czy pan poseł czerpie przyjemność z zabijania królika przy pomocy karabinu i czuje się przez to mniej „miejskim wymoczkiem”? Rozumiem, że tygrysa ludojada przy pomocy łuku i oszczepu – wtedy szanse równe.




Mam nadzieję, że są w tym kraju jeszcze ludzie, którym przyjemności nie sprawia ani zabijanie królików, ani aborcja, ani robienie na niej polityki. Ani też mordowanie biednej oleicy, która nie biega za ludźmi z karabinem, tylko usiłuje się przemknąć bokiem.

W Polsce najczęściej spotkać można oleicę fioletową (Meloe violaceus) i oleicę krówkę (Meloe proscarabaeus) – od kwietnia do czerwca.