środa, 9 grudnia 2020

Motyle Sudetów. Modraszek ikar – wcale nie taki macho

W świecie motyli kult macho nie istnieje …

„Samice motyli osiągają zazwyczaj większe rozmiary niż samce, od których odróżniają się również mniej atrakcyjną barwą skrzydeł lub odmiennym rysunkiem. Wyraźny dymorfizm płciowy występuje u większości modraszków. Lśniące, niebieskie samce pospolitego w Polsce modraszka ikara (Polyommatus icarus) w niczym nie przypominają niepozornie ubarwionych samic.” apollo.natura2000.pl



„Modraszek ikar (Polyommatus icarus) jest jednym z najpospolitszych gatunków motyli z rodziny modraszkowatych Lycaenidae występujących w kraju. Spotkać go można na łąkach, polanach, przydrożach, ugorach, polach z koniczyną i lucerną, a także w siedliskach ruderalnych i zurbanizowanych. Pojawia się zwykle w dwóch pokoleniach: od drugiej dekady maja do trzeciej dekady czerwca oraz drugiej dekady lipca do trzeciej dekady sierpnia; trzecie pokolenie (pierwsza dekada IX - pierwsza dekada X) rozwija się bardzo rzadko, tylko w ciepłe lata.” dzialprzyrody.blogspot.com

Niektórzy ojcowie lubią, gdy ich dzieci oglądają żywe motyle. Inni wolą pokazywać zastrzelone sarny. Niby macho … gdyby nie to, że sarny bardziej się boją ludzi niż motyle. 

Polowanie na sarnę z nowoczesnym karabinem (z nudów) trochę się jednak różni od polowania na niedźwiedzia z dzidą (i z konieczności).

Polowanie to tradycja polska, czy szlachecka? Gdy jakiegoś polskiego chłopa pańszczyźnianego (zdecydowana większość narodu) przyłapano na polowaniu, to właściciel lasu serdecznie mu gratulował udanego polowania i kultywowania tradycji …

Niby mamy wiek XXI, a dla niektórych nadal naród to szlachta. A pisanie książek i artykułów o bohaterskich czynach to niemal udział w krwawej bitwie.

 

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Pomnik trudu górniczego, czyli „diorama” z Braszowic (z poniemiecką ciekawostką)

 
Dioramy modne są u modelarzy lub w muzeach …

„W Muzeum Historii Naturalnej Carbegie w Pittsburghu, w Pensylwanii, znajduje się 150-letnia diorama przedstawiająca Araba atakowanego przez lwa. Ostatnie badania ujawniły, że w manekinie przedstawiającym człowieka znajdują się... ludzkie szczątki.” podroze.onet.pl

Jednak coraz częściej zdarzają się pomniki, będące swego rodzaju dioramami.

„Na swojej trasie zupełnie przypadkowo natrafiłem na miejscowość Taczów, a w niej pomnik „Spotkanie u Powały” a także diorama obrazu „Bitwa pod Grunwaldem”. Wszystko to umiejscowione nad uroczym stawem. Jak podaje Radio Plus (niestety niewiele informacji jest o tym miejscu [SIC!] ) pomnik ukazuje króla Władysława Jagiełłę, podkanclerza Mikołaja Trąbę oraz rycerzy Mikołaja Powałę z Taczowa, Mszczuja ze Skrzynna i starostę Dobrogosta Czarnego z Odrzywołu. Zostali oni utrwaleni przez artystę Edwarda Łagowskiego w chwili debaty nad szczególnym elementem przygotowania do bitwy: budowy mostu na Wiśle w okolicach Czerwińska.” bartoszpiatkowski.pl

Istnieje też pomnik górniczy …

„Biedaszyb” - upamiętnienie górników zwolnionych z kopalń w latach wielkiego kryzysu 1929-33” mojamarka.com

„Szczególną uwagę mieszkańców przykuwa nowa rzeźba „Biedaszyb” przedstawiająca górników. Jej historia jest dosyć ciekawa, bowiem powstała ona na podstawie archiwalnej fotografii wykonanej właśnie w Jaworznie. Być może wśród naszych mieszkańców znajdują się jeszcze osoby spokrewnione z górnikami ze zdjęcia. Model rzeźby wykonał Piotr Prus z Pracowni Artystycznej „Moja Marka” z Lublina, odlew wykonano w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych „GZUT” Spółka Akcyjna.” jaw.pl






Od kilku lat mamy podobny pomnik na Przedgórzu Sudeckim. Co prawda raczej nie kryje w sobie ludzkich szczątków i nie jest wykonany na podstawie konkretnej fotografii, ale też zawiera w sobie oryginalną ciekawostkę. O tym za chwilę ...

Wzgórza wokoło Braszowic nie są zbyt wysokie - co nie znaczy, że nie są ciekawe dla miłośników fortyfikacji, militariów i górnictwa.



Masyw Brzeźnicy (Masyw Grochowej) w niektórych miejscach jest podziurawiony jak szwajcarski ser


„W 1934 roku w Masywie Grochowej funkcjonowało dziewięć kopalń magnezytu: „Szczęść Boże", „Grochów I, II, III”, „Konstanty”, „Anna”, „Kojancin”, „Małgorzata”, i „Klara”. Średnie miesięczne wydobycie sięgało 750–1000 ton, a odbiorcami produktów były głównie huty śląskie. W czasie II wojny światowej wydobywanie magnezytu było kontynuowane; w tym też okresie w podziemiach „Konstantego”, na II poziomie miała istnieć podziemna fabryka części do samolotów należąca do firmy Krupp AG. Pod koniec wojny kopalnia ta została zatopiona, zakład przeróbczy zniszczony, a urządzenia górnicze zdemontowane.” (Mariola Stefanicka, Adam Pierzga, Wojciech Majchrzak „Wybrane aspekty racjonalnej gospodarki złożem magnezytu „Braszowice”)

Rok 2016 …

„W sobotę 14 października w Braszowicach uroczyście odsłonięto pomnik trudu górniczego „Tym, którzy z czeluści ziemi jej skarby dobywali” poświęcony wszystkim byłym i obecnym górnikom, pracującym w kopalniach w rejonie Braszowic i Grochowej. (…) - Wózek, który jest przy pomniku został wyciągnięty z kopalni Anna. Odkrywając tę kopalnię, na dole znalazłem wspaniały przedwojenny wózek, unikat, prawdziwą perełkę, bo jedyny z zachowaną tabliczką. Przyjechała 15 osobowa ekipa z Warszawy i cały dzień wyciągaliśmy ten wózek. Po około roku zacząłem go czyścić, malować na starą modłę. Wózek ufundowało przedsiębiorstwo z Gliwic dla wspierania małej przedsiębiorczości, o czym mówi przymocowana do niego tabliczka. Co ciekawe po wojnie, lokalne kopalnie przejmowały zakłady Gliwickie – opowiada pan Krzysztof.” doba.pl




To zapewne ten sam wózek (rok 2010) …

„Jak już wspomnieliśmy w kopalni zachowało się wiele ciekawych pozostałości sprzętu i urządzeń górniczych. Tuż przy szybie na poziomie II znajdują się trzy wózki górnicze (Förderwagen), wyprodukowane przed 1945 r. przez zakłady Friedensbahn w Gliwicach oraz oparty o ścianę rozjazd górniczy. Z wózków na poziomie II odpiłowano niestety tabliczki z nazwą zakładów. Wózek z zachowaną tabliczką znajduje się natomiast na częściowo zalanym poziomie III.” (Krzysztof Krzyżanowski, Dariusz Wójcik, Marek Furmankiewicz „Kopalnia magnezytu Anna w Braszowicach” – tam można zobaczyć zdjęcia wózków w opuszczonych chodnikach kopalni)

sobota, 5 grudnia 2020

Kwiaty Sudetów. Krucza Skała i nie taki pospolity rojnik pospolity


 

Rezerwat „Kruczy Kamień” utworzono na skalistych zachodnich i południowo-zachodnich stokach Kruczej Skały. Dawno, dawno temu …




„Starsze interpretacje sugerowały obecność komina wulkanicznego intruzji Gór Kruczych dokładnie pod masywem Kruczej Skały. Najnowsze badania sugerują, że centrum erupcji miało prawdopodobnie swoje miejsce w rejonie położonym na zachód od Chełmska Śląskiego tj. w miejscu, w którym obserwowano największe miąższości utworów wylewnych. (…) Średnica wulkanu mierzona u podstawy stożka wulkanicznego mogła wynosić ok. 15 km, a wysokość w rejonie centralnym stożka mogła mierzyć nawet kilkaset metrów. Potoki lawowe wylewające się kolejno ze stożka wulkanicznego spływały głównie w kierunkach: północnym i wschodnim (…)” (Tomasz Bartuś. „Kruczy Kamień. Permski wulkanizm Gór Kruczych”)




Budowa geologiczna i ukształtowanie terenu powodują, że na skałach rosną zupełnie odmienne rośliny, niż na pobliskich wilgotnych łąkach. Jedną z nich jest rojnik pospolity (rojownik pospolity, Jovibarba sobolifera). Wbrew nazwie rojnik pospolity jest rośliną chronioną, zwłaszcza na polskim niżu zagrożoną wyginięciem. Jest traktowany jako roślina ozdobna i przesadzany do skalnych ogródków. Nie przeszkadza mu uboga gleba na suchych i nagrzanych od słońca skałach.




W Tatrach i Pieninach oraz na Pilsku rośnie bardzo podobny do niego rojnik włochaty. Kiedyś nie traktowano go jako osobny gatunek.


Gdy fotografowałem w Tatrach Zachodnich tego kwitnącego rojnika myślałem o nim jeszcze, że jest pospolity a nie włochaty. Ta część Tatr należała jeszcze do Czechosłowacji a w Moskwie pucz Janajewa próbował odwrócić upadek Związku Radzieckiego. Fotografia cyfrowa była bardziej odległa, niż obecnie załogowy lot na Marsa.



środa, 2 grudnia 2020

Spotkanie z chionoksenem w Górach Bialskich

Połowa marca roku 2016 – całkiem niezłe jak na wiek XXI i Sudety warunki narciarskie. Prędzej by się człek spodziewał wilka na szlaku niż owadów …




„Choć ogromna większość bezkręgowców spędza zimę w stanie nieaktywnym, stałym elementem cyklu życiowego pewnych gatunków jest aktywność naśnieżna. Większość tych taksonów kolonizuje powierzchnię śniegu, przenikając ze ściółki i gleby, a w przypadku owadów wodnych (Plecoptera, Trichoptera, Diptera - Chironomidae) wylatując zimą z otwartej toni rzek i strumieni (AITCHISON 2001; HLGVAR 2010). Fauna naśnieżna to grupa ekologiczna, która dzieli się na gatunki ściśle związane biologią z zimą i śniegiem (chionobionty), gatunki występujące też w innych porach roku, ale zimnolubne (chionofile) i gatunki przypadkowe (chionokseny) (PRUIT 1978). Warunki atmosferyczne gwarantujące stabilność pogody - temperatura około 0° C, wysoka wilgotność, niskie ciśnienie - sprzyjają aktywności fauny naśnieżnej, która przed niską temperaturą chroni się pod śniegiem, w glebie i ściółce, załamkach kory czy spróchniałych pniakach (SOSZYŃSKA 2004; HGVAR 2010).” (Agnieszka Soszyńska – Maj „Nowe dane o chionobiontach Polski z Beskidu Sądeckiego")




Widelnica spotkana wysoko w Górach Bialskich na narciarskim szlaku znalazła się przypadkowo, rozbudzona marcowym słońcem. Czyli to chionoksen.


„Widelnica (Taeniopteryx cf. Nebulosa) (…) Oto bowiem widelnica z rodzaju Taeniopteryx, prawdopodobnie z gatunku nebulosa. Prawdopodobnie, ponieważ identyfikowanie widelnic jest bardzo trudne, zaś w przypadku osobników ze zdjęć oznaczenie do gatunku może przysporzyć kłopotu nawet specjaliście (...). Mimo wszystko widelnice to bardzo interesujące owady, których historia sięga czasów gdy na ziemi nie było nawet dinozaurów. Co ciekawe przez te wszystkie miliony lat widelnice wcale aż tak bardzo się nie zmieniły. Przedstawiciele rodzaju Taeniopteryx pojawiają się dość wcześnie, bo już na początku wiosny. Dzięki temu czasami można je obserwować jak biegają po śniegu.” swiatmakrodotcom.wordpress.com




Nasza widelnica nie biegała – raczej oddawała się wiosennemu spacerowi.



 

wtorek, 1 grudnia 2020

Motyle Sudetów. Kosternik palemon – wygląda dużo lepiej niż się nazywa


Rok 1999 …

„Kosternik palemon – Carterocephalus palaemon (PALLAS , 1771)

Stwierdzenia tego gatunku na terenie naszego kraju dotyczą zazwyczaj jego południowych rejonów (BUSZKO 1997). Motyl ten obecnie w Sudetach Zachodnich podawany jest z licznych stanowisk na terenie Gór Kaczawskich (BORKOWSKI 1998). Z okresu przedwojennego, z tego obszaru pochodzą jedynie sporadyczne obserwacje, natomiast liczniej wykazywany był w tym czasie na Nizinie Śląskiej (WOLF 1927). 

 

 

 Nowa obserwacja tego gatunku z Sudetów Zachodnich pochodzi ze Stawów Podgórzyńskich (kwadrat WS 43 wg siatki UTM). Motyl był obserwowany 24 maja 1999 r. na grobli jednego ze stawów. Gatunek ten związany jest w dużej mierze z siedliskami wilgotnymi, np. śródleśnymi łąkami lub zaroślami, z obecnością drzew liściastych.” (Tomasz Zając, Krzysztof Zając „Nowe stwierdzenia trzech rzadkich dla Sudetów Zachodnich gatunków motyli dziennych (Lepidoptera)”, Przyroda Sudetów Zachodnich t. 2 (1999))



Mój kosternik palemon był fotografowany w roku 2015 (początek czerwca) na wilgotnej łące obok Nowej Wsi Wielkiej (wycieczka na Muchowskie Wzgórza i okolice).

 

poniedziałek, 30 listopada 2020

Już jutro święto nieco zapomnianego patrona wrocławskich złotników i zegarmistrzów. Koń z obciętą nogą oraz prawie nieistniejący Poliptyk Wrocławskich Złotników



Tapiseria z legendą o św. Eligiuszu z Hôtel-Dieu w Beaune

„1 grudnia – święto Patrona zegarmistrzów (…) Opisy piątej sceny (tytułowanej też „Cud świętego Eligiusza” z datowaniem 1490–1492) odwołują się do legendy, według której święty Eligiusz okiełznał konia opętanego przez diabły. Odciął rumakowi jedną z nóg, przybił wykonaną przez siebie podkowę, a bezkrwawą operację zakończył znakiem krzyża, spajającym kończynę i dającym koniowi pełną sprawność.” zegarkiipasja.pl

Patron cechowy ważny jest dla wrocławskich rzemieślników do tej pory ...

„Zaproszenie do kolejnej edycji nominacji do honorowego tytułu Złotnika Roku 2020 i Medalu Św. Eligiusza” izba.wroc.pl

… ale mam wrażenie, że przeciętnemu użytkownikowi zegarków lub wyrobów ze złota św. Eligiusz jest mało znany. Jedno najsłynniejszych w Polsce przedstawień świętego związane jest z Wrocławiem. Ale o tym za chwilę.

Ze sceną przedstawiającą białego rumaka z obciętą nogą spotkałem się po raz pierwszy dziesięć lat temu w Burgundii. Przeciętny, współczesny człowiek myśli zapewne, że średniowieczny szpital/hospicjum był okropnym miejscem, bo przecież samo średniowiecze to wieki ciemne i zacofane (aczkolwiek nie przypominam sobie średniowiecznych nazistów, nacjonalistów lub komunistów). A jak straszne musiało być średniowieczne hospicjum! Dlatego też przeciętny turysta jest lekko zszokowany gdy trafia do Hôtel-Dieu w Beaune. 

 

 

Wielkie hospicjum ufundował wpływowy i bogaty kanclerz Nicolas Rolin. Jego budowa trwała w latach 1443-1451. Fundacja miała miejsce po tragicznych epidemiach dżumy, które nawiedziły Burgundię i Francję. Obiekt miał 50 łóżek (bardzo dużo jak na tamte czasy) i pełnił także funkcję jałmużniczą – przed bramą rozdawano codziennie chleb gromadzie biedaków. Szpital, w którym kanclerz „wymieniał dobra doczesne na niebiańskie” , miał przewyższać fundacje królewskie (czyli łączył działalność dobroczynną z promocją własnej osoby). Do kaplicy szpitalnej zamówiono poliptyk Sądu Ostatecznego, wykonany przez Rogiera van der Weydena. Dzieł podobnej klasy mamy w Polsce jedno – Sąd Ostateczny Memlinga (o którym niektórzy sądzą, że tak naprawdę jest pędzla Rogiera van der Weydena i jego warsztatu, a Memling tylko go dokończył). Ciekawostką jest fakt, że Hôtel-Dieu w Beaune zagrał w doskonałej komedii „Wielka włóczęga” youtube.com a Louis De Funès i Bourvil mają w Beaune mural (tripadvisor.fr).


Fragment Sądu Ostatecznego Rogiera van der Weydena z Hôtel-Dieu w Beaune

 
Po śmierci kanclerza jego żona nadal wspierała szpital ofiarowując między innymi cenne tapiserie, które oglądać można obok Sądu Ostatecznego. W ten sposób znalazła się tam tkanina z przedstawieniem św. Eligiusza. 

Tapiserie były w swoim czasie modne i na śląskich dworach a ich dzieje czasami są niezwykłe.

„Sensacyjne odkrycie! Brzeskie arrasy są w USA (…) Serię arrasów (zwanych też tapiseriami) zamówił do swojej rezydencji Jerzy II, który władał brzeskim księstwem w XVI wieku. Wykonane w brukselskiej pracowni tkaniny z wełny i jedwabiu przedstawiały sceny z życia świętych Piotra i Pawła, stając się częścią olbrzymiej kolekcji arrasów ozdabiających zamkowe ściany.” nto.pl

Ze św. Eligiuszem związana jest jedna z najbogatszych kaplic średniowiecznego Wrocławia. Niestety, dzisiaj w niczym nie przypomina tej sprzed kilku wieków. Kaplica Złotników mieściła się przy północnej nawie kościoła św. Marii Magdaleny od strony ul. Wita Stwosza (dawniej Albrechtgasse) zamieszkanej właśnie głównie przez złotników.

„Możliwości ekonomiczne mieszczaństwa skłaniały jednocześnie fundatorów do finansowania obiektów o skromniejszych kształtach niż wystawiane przez władców kościoły i klasztory. Idealnym rozwiązaniem okazała się właśnie kaplica przykościelna, pozostająca w zasięgu możliwości finansowych kupców i rzemieślników, a jednocześnie nadal na tyle kosztowna, że jej budowa pozostawała świetną deklaracją o religijno-społecznym charakterze. Przenikanie na grunt śląski modeli zachowań związanych z praktyką fundowania przykościelnych kaplic nastąpiło dzięki kontaktom handlowym z wielkimi centrami kupieckimi, między innymi z Hanzą. W efekcie obiekty śląskie powstawały w formułach inspirowanych świątyniami Lubeki – zwykle lokalizowano je wzdłuż obu naw bocznych korpusu nawowego kościoła, pomiędzy przyporami, które odpowiednio przedłużano i zamykano ścianami zewnętrznymi, tworząc ciąg ujednoliconych pod względem głębokości i wysokości aneksów. Doskonałym tego przykładem mogą być obiekty przy kościele św. Marii Magdaleny i św. Elżbiety we Wrocławiu czy też przy kościele św. św. Piotra i Pawła w Legnicy. Jednocześnie stosowane typy sklepień i detal rzeźbiarsko-architektoniczny wskazują na odrzucenie rozwiązań hanzeatyckich w obrębie aranżacji wnętrz wystawianych kaplic. Dla lokalnego poczucia formy atrakcyjniejsze pozostawały modele wywodzące się z tradycyjnie dla Śląska wzorcotwórczych obszarów Czech, Saksonii i Łużyc. Przejęcie koncepcji kaplicy przykościelnej z terenów hanzeatyckich połączyło się więc jednocześnie z czerpaniem inspiracji ze środowisk artystycznych sytuujących się na południe i południowy zachód od Śląska, a w przypadku najwybitniejszych realizacji legnickich z sięganiem po wzorce artystyczne o proweniencji angielskiej.”

Najważniejszym elementem wystroju Kaplicy Złotników był ...

„W 1398 roku pojawiła się archiwalna wzmianka o fundacji ołtarza w istniejącej już kaplicy przez Hnesila von Glacza, złotnika wrocławskiego, a w 1473 roku zamówiono do niej wspaniały poliptyk z figurą św. Eligiusza, patrona złotników, w którym umieszczono figury Chrystusa oraz św. św. Piotra i Pawła pochodzące z wcześniejszego ołtarza. Został on wykonany w warsztacie Nicolasa Obilmana około 1485 roku i stanowił jedno z najwspanialszych dzieł snycerskich epoki.” (Agata Rusnak-Kozłowska „Przestrzeń gotyckiej kaplicy mieszczańskiej na Dolnym Śląsku w kontekście różnorodności pełnionych przez nią funkcji”)


Poliptyk na przedwojennej fotografii
 

„Poszczególne części tego dzieła eksponowane są w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Dawny wygląd poliptyku jest znany na podstawie zachowanej fotografii. Był to ołtarz piętrowy z dwiema parami skrzydeł. W środkowej części górnej strefy usytuowana była figura biskupa Eligiusza, patrona złotników, w otoczeniu dwóch aniołów.” medievalis.przewodnikwroclaw.eu

Święty z Poliptyku Złotników Wrocławskich prawie ocalał (ma jednak ubytki, podobnie jak anioły) i można go oglądać w Muzeum Narodowym. Atrybut posiada zupełnie inny niż pokazany na początku i wzbudzający dreszcze koń z obciętą nogą.




„Inne atrybuty świętego jako biskupa to mitra, kapa, kielich lub monstrancja. Nawiązuje to jednocześnie do złotnictwa, którym się parał. (...) W naszej branży warto zapewnić sobie przychylność świętego Eligiusza.” karea.pl


 

czwartek, 26 listopada 2020

Historia Śląska i Wrocławia przez ścięte głowy opisana. Kapliczka Dompniga, czyli pamiątka po symbolicznej egzekucji króla Macieja Korwina? „Średniowieczny komunikat polityczny”. Cz. II


Ścięcie głowy to nie taka zwyczajna egzekucja.

Obcięcie głowy przeciwnikowi pokonanemu w bitwie, to nie taka zwyczajna śmierć w boju.

Mówi o tym książka „Historia świata przez ścięte głowy opisana”. Odjęcie głowy wrogowi miało symboliczne znaczenie u Celtów i wbrew pozorom niewiele zmieniło się w tym temacie po wojny światowe oraz czasy tzw. „państwa islamskiego” w wieku XXI.

Żyjemy w mieście, które ściętą głowę umieszcza gdzie tylko się da …

„Wrocław - „miasto ściętej głowy”. Ale co się z nią stało? I dlaczego z plakatu „Święto Wrocławia 2019” oko puszcza święty Jan Ewangelista a nie Jan Chrzciciel? Są tylko trzy „święta narodzenia”? Cz. I” kunstkamerasudecka.blogspot.com


Pamiętają o tym nawet na Uniwersytecie w Zurychu …

„Chasing the caput: Head images of John the Baptist in a political conflict”  zora.uzh.ch

Ale to może przez Mateusza Kapustkę – kiedyś UWr. i SKPS.



Dziewiętnastowieczna wizja egzekucji z 5 lipca 1490 roku (na dwa lata przed wybudowaniem porządnego pręgierza)
 

O Heinzu Dompnigu książki pisywali kiedyś Niemcy, obecnie zainteresowali się nim Czesi. Materialną pamiątką po lokalnym polityku jest kapliczka „pokutna”?, która kiedyś stała przy kościele św. Marii Magdaleny, a obecnie znajduje się w jego kaplicy bocznej. O samej kapliczce trudno napisać coś więcej niż to, co znajduje się na stronie kapliczki.org.pl

 


Interesujące jest natomiast nowe czeskie spojrzenie na egzekucję wysługującego się królowi Węgier starosty.

David Radek w artykule „Vratislavský měšťan Heinz Dompnig († 1490) a symbolická komunikace na sklonku středověku” poniekąd nawiązuje do „Historii świata przez ścięte głowy opisanej”. Do tej pory przeważały poglądy, że wyrok śmierci wykonany na Dompnigu miał być prostą zemstą radnych Wrocławia na narzuconym przez węgierskiego dyktatora „szefie”. Według autora zemsta zemstą  ale chodziło również o ważniejsze sprawy.

Wrocław przyjął Macieja Korwina z pewnym entuzjazmem – król wydawał się tolerancyjnym władcą, szanującym miejscowe prawa i tradycje. Niestety okazało się to ułudą, Maciej szybko stał się łamiącym dawne prawa dyktatorem. Nie dokonał przy tym jakichś gruntownych i zasadniczych reform – wystarczała mu polityka personalna i obsadzenie kluczowych stanowisk bezwzględnie oddanymi ludźmi, gnębiącymi resztę, wciąż pamiętającą czasy wolności. Wraz ze śmiercią króla i nie uznaniem praw jego nieślubnego syna budowla ta runęła jak domek z kart.




Jak wyliczył jeden z historyków, w latach 1456 -1525 we Wrocławiu wykonano 454 wyroki śmierci, jednak żaden nie miał charakteru tak symbolicznego, jak ścięcie Dompniga obserwowane przez dwa tysiące ludzi. Królowi Węgier nic nie można było zrobić - zwłaszcza, że już nie żył - ale z Wrocławia nie uciekł jego przedstawiciel.

Ucięcie zepsutej „węgierskiej” głowy miało być symbolicznym końcem ucisku oraz powrotu do czasów praw i zwyczajów królów czeskich, szanujących autonomię miasta oraz wolę samorządu.

Miało być też sygnałem wysłanym do Jagiellonów, że Wrocław chętnie odda się pod ich władzę a stronnictwo prokorwinowskie przestało istnieć.


Kapliczkę odrestaurowano w roku 1999

Miało być w końcu sygnałem dla mieszkańców Wrocławia (Dompnig pochodził z szanowanego wrocławskiego rodu), że każdy kto zdradzi interesy miasta, by sprzymierzyć się z obcą władzą, skończy marnie, niezależnie od tego, jak wysokie stanowisko zajmował i z jakiego rodu pochodził.

Dyżurne oskarżenia o oszustwa i homoseksualizm … innych niekoniecznie karano za to aż tak surowo.

Ciąg dalszy nastąpi.