sobota, 16 kwietnia 2022

Ściąga wrocławska. Za(Kąt)ek Wrocławski. Co kwitnie w kwietniu w PK Dolina Bystrzycy?

 

W lutym 2020 roku podczas kursowej wycieczki „Wrocław południe” przechodziliśmy fragmentem szlaku Sośnica – Kąty Wrocławskie przez uśpiony, przedwiosenny las. Jak wygląda ów szlak w kwietniu?

"Zarośla" czosnku niedźwiedziego i miodunka

 Las zakwitł, ale nawet nie jednobarwnie. Nie jest tam biało od przebiśniegów lub zawilców. To wielobarwny dywan kokoryczy (kokorycz pusta o kwiatach różowych lub białych), jasnoty (jasnota plamista), zawilców (zawilec gajowy i żółty), miodunki (miodunka ćma), śnieżyczek (śnieżyczka przebiśnieg), ziaropłonów (ziarnopłon wiosenny). Kwiaty otoczone są łanami okazałych liści czosnku niedźwiedziego, który też szykuje się do kwitnienia. Nie trzeba jechać gdzieś daleko od miasta, by nacieszyć oczy.

Miodunka

A to wszystko dzięki sąsiedztwu rzeki, której brzegi nadal wydają się szare


Kokorycze

 


Jasnota

Czosnek i kokorycze

 

Czosnek z pąkiem kwiatowym


Śnieżyczki

Ziarnopłon


Zawilce żółte i kokorycze


Zawilce żółte i gajowe

Zawilec "plus"






środa, 13 kwietnia 2022

„Dlaczego na cmentarzach poległych żołnierzy Armii Czerwonej jest tak wiele nagrobków z napisem; НЕИЗВЕСТНЫЙ – NIEZNANY?” „Nieznany” był wygodniejszy w roku 1945, jest wygodny i w 2022

 

Cmentarz w Kątach Wrocławskich wiosną 2022 roku


„W jednej z nieoznaczonych mogił pochowany jest mąż kuzynki mojej mamy, który został wcielony do Armii Czerwonej przechodzącej przez Kresy. Po wojnie mieszkająca na Ukrainie żona zabitego na zapytanie otrzymała ze stosownego urzędu lakoniczną wiadomość: „zginął w okolicach Kątów Wrocławskich”. Tak więc w mogiłach pod czerwoną gwiazdą może być pochowany niejeden Polak.” smzk.katywroclawskie.com

„W Geniczesku, mieście nad brzegiem Morza Azowskiego, starsza Ukrainka stanęła naprzeciw uzbrojonego żołnierza rosyjskiego i zaoferowała mu słonecznik. Miał wsadzić sobie ziarenka do kieszeni – by mogły zakwitnąć, kiedy już zginie, a jego gnijące zwłoki na tej ziemi na coś się przynajmniej przydadzą, karmiąc wschodzącą roślinę.” krytykapolityczna.pl

Wydaje się, że powód był inny, naznaczony życzliwością. Starsza Ukrainka - pamiętająca ZSRR - wiedziała, że w ten sposób po wojnie będzie można znaleźć jego „grób”.

„Żołnierza za życia nie uważano za człowieka, ale co więcej, nie uważano go za człowieka także po śmierci. Żołnierza poległego w walce każde europejskie państwo chowało – do dzisiaj dnia, choćby na terenie Polski mamy mogiły z czasów powstań, pierwszej i drugiej Wojny Światowej. Na ciałach żołnierzy radzieckich wyrosły lasy, żywiły się nimi zwierzęta. Ich kości nadal leżą na polach. Ich ojczyzna wzgardziła nimi.” wszystkoconajwazniejsze.pl

„Poległych czerwonoarmistów nie rejestrowano w sytuacjach, gdy brakowało czasu, żeby oznaczyć masowe groby, nie mówiąc już o policzeniu złożonych w nich ciał. Presja ta osłabła nieco po 1943 roku, ale mimo to nadal powszechna była w armii praktyka pomniejszania w raportach strat, czy nawet liczby grzebanych ciał. Groby zawierające setki zwłok opisywano nazwiskami trzydziestu żołnierzy.” (Catherine Merridale „Wojna Iwana. Armia Czerwona 1939 – 1945”)

„Policzeniu czerwonoarmistów poległych na obecnych ziemiach polskich nie pomaga obowiązujący w ZSRR podczas wojny system identyfikacji ciał. Jesienią 1942 r. Ludowy Komisariat Obrony zabronił używania wprowadzonych półtora roku wcześniej nieśmiertelników – zakręcanych bakelitowych „piórników”, w których znajdowały się dwie kartki z danymi żołnierza i informacją o członku najbliższej rodziny. Gdy żołnierz umierał, jedna z kartek miała pozostać wraz z kapsułą przy ciele, a druga – wyjęta przed pochowaniem – potwierdzała jego śmierć i uzasadniała wpisanie nazwiska na tzw. listę bezpowrotnych strat. Zgodnie z podpisanym przez Stalina rozkazem jedynym dokumentem tożsamości miała zostać papierowa Książeczka czerwonoarmisty, którą wyjmowano z ubrania martwego żołnierza. Niektórzy, bojąc się, że zostaną bezimiennymi ofiarami wojny, wykonywali nieśmiertelniki samodzielnie – chowali karteczki z danymi w łuskach od nabojów, umieszczali swoje nazwiska na łyżkach. Jednak ogromna większość tego nie zrobiła.” tygodnikprzeglad.pl

„Związek Sowiecki tylko na zewnątrz prezentował dbałość o pochówki żołnierskie. Na terenach ZSRS bardzo często państwo w ogóle nie dbało o godny pochówek swoich poległych. Na własnym terytorium ZSRS nigdy nie zebrał z pól bitewnych i nie pogrzebał olbrzymiej ilości czerwonoarmistów, którzy zginęli w walkach z Niemcami. Od lat 90. zwyczajni Rosjanie i rozliczne, samorzutnie tworzone przez nich społeczne stowarzyszenia, zajmują się zbieraniem porzuconych po lasach i miejscach bitew szczątków poległych żołnierzy, aby je godnie pochować. ZSRS w listopadzie 1942 r., wbrew standardom obowiązującym w armiach cywilizowanych państw, zakazał używania w Armii Czerwonej znaków tożsamości – tzw. nieśmiertelników, aby nie pozwolić na identyfikację poległych żołnierzy. Rozpowszechnianie informacji o prawdziwym losie znacznej części żołnierzy było ścigane i karane z całą bezwzględnością. Dane jednostkowe i statystyki zbiorowe podlegały fałszerstwom i manipulacjom. Tam, gdzie ZSRS tworzył cmentarze wojenne (również na terenie Polski), najważniejsze były: propaganda komunizmu oraz zafałszowane hasła wychwalające sowiecki totalitaryzm i stalinowski reżim.” ipn.gov.pl

„Los nieznany” był (i jest) wygodny dla Rosji, bo zwalnia państwo z obowiązku wypłat świadczeń rodzinie poległego żołnierza.

To zadziwiające, że naród od pokoleń tak poniewierany przez własne władze, zamiast buntować się przeciw oligarchom i przywódcom zbijającym majątki na jego cierpieniu, zadaje cierpienia i ciemięży narody sąsiednie. 

Dla rosyjskich władz upominanie się o prawa człowieka to przejaw egoizmu i zachodniego zepsucia, bo ważny jest Naród, a nie jednostka. Także dla właścicieli gigantycznych jachtów i kont w Szwajcarii?

„Na Kąckim cmentarzu widzimy z jednej strony nagrobki z nazwiskami – to oficerowie, a z drugiej tylko powtarzający się napis: НЕИЗВЕСТНЫЙ – NIEZNANY. Pośród nieznanych jednak odnajdujemy mogiłę Polaka, którego jakoś dało się zidentyfikować – widać zadbał o to za życia. W części, gdzie pochowani są oficerowie, odnajdujemy drugą mogiłę Polaka, również z napisami polskimi.”

Rok 2022 …

"- (Ciała red.) nie są potrzebne tamtej stronie, nie zabierają ich, zostają u nas i stanowią bardzo duże zagrożenie przede wszystkim ekologiczne. Rozkładając się, ludzkie ciało wydziela trupi jad - alarmował w rozmowie z nadawcą Suspilne Kotlar.
Jak pisze serwis, przy zwłokach nie ma dokumentów ani przedmiotów ułatwiających ich identyfikację.” wydarzenia.interia.pl

„Krematoria ukryte w ciężarówkach to sprzęt jaki miał Rosjanom służyć do pozbywania się zwłok swoich poległych w walkach żołnierzy i tuszowania strat osobowych.” auto.dziennik.pl

niedziela, 10 kwietnia 2022

Wychodząca z obrazu „Ręka mistrza” z Oratorium Marianum i trzymająca drugą Stella Maris

 Postaci „wychodziły” z obrazów wielokrotnie na przestrzeni dziejów. W Polsce słynna jest „Dziewczyna w ramie obrazu”.


„Efektami iluzjonistycznymi Rembrandt zaczął się interesować w końcu lat trzydziestych i na początku czterdziestych XVII wieku. Zainteresowania te doprowadziły go do skrajnego iluzjonizmu – zaczął eksperymentować w gatunku trompe l’oeil. (…) Dziewczyna przedstawiona jest w chwili, gdy podchodzi do iluzjonistycznie namalowanej ramy obrazu, jej lewa ręka już opiera się na czarnej ramie, a prawa zaledwie ją dotyka.”
dwutygodnik.com

Mistrzem iluzji był Pere Borrell del Caso …



"Ucieczka przed krytyką" wikipedia.org 
 
Jeszcze innym rodzajem „oszukiwania” widza było łączenie malarstwa i rzeźby tak, że z większej odległości nie widać, gdzie kończy się obraz a zaczyna wyrzeźbiona figura. Z takim zabiegiem mamy do czynienia np. w Sali Książęcej w Lubiążu (o tym innym razem).

Podobnego „oszustwa” na widzu dokonał autor fresków na Uniwersytecie Wrocławskim i zostawił w ten sposób swój „podpis”?




„Na plafonie Jana Krzysztofa Handkego Maria schodzi z obłoków i podtrzymuje wpadającego do otchłani mężczyznę, który lewą dłonią rozpaczliwie chwyta się ramy obrazu. (…) Warto się jednak zastanowić, czy Jan Krzysztof Handke w roku 1733 również nie zostawił swojego kryptopodpisu – w końcu „ręka” to po niemiecku der Hand.”

Obecnie na pewno jest to podpis mistrza.

„Christoph Wetzel, który odtwarzał malowidło, posłużył się – podobnie jak w przypadku plafonów sklepiennych – barwnym diapozytywem wykonanym w roku 1944 przez Rudolfa Jaguscha, na którym wyraźnie widać trójwymiarową rękę. Na pytanie komisji konserwatorskiej, czy to jego dłoń była wzorem dla rzeźby, drezdeński malarz odpowiedział twierdząco.”

Pisał o tym dr Łukasz Krzywka w artykule „Ręka mistrza?” (Przegląd Uniwersytecki /Wrocław/ R.20 Nr 3 /204/ 2014) i opowiadał podczas oprowadzania po Auli w zeszłym tygodniu.

Drugą rękę trzyma Stella Maris. Najsłynniejsze obecnie sanktuarium związane z Gwiazdą Morza znajduje się na wybrzeżu Morza Śródziemnego na górze, na której narodził się zakon karmelitów.




„Góra Karmel od starożytności była miejscem sprawowania kultu religijnego. Na szczycie znajdowały się ołtarze bóstw kananejskich. Później Żydzi umieścili tu ołtarz Boga Jedynego, odnaleziono tu również pozostałości świątyni Zeusa. W Starym Testamencie z górą Karmel związany jest cud dokonany przez proroka Eliasza. W IX wieku przed Chr. Swoją żarliwą modlitwą doprowadził do sprowadzenia z nieba ognia, który zapalił ułożony na ołtarzu stos ofiarny. W ten sposób potwierdził moc Boga Jedynego. Równocześnie wykazał fałsz kultu fenickiego bóstwa Baala, którego kapłani nie potrafili uczynić tego samego.”




Kilka stuleci przed Chrystusem Karmel miał odwiedzić podróżujący po Fenicji Pitagoras.

Jaskinie Karmelu, rozsławione przez Eliasza, przyciągały w późniejszych wiekach chrześcijańskich pustelników.

„Życie pustelnicze odrodziło się na górze Karmel w dobie wypraw krzyżowych. Pierwszą wspólnotę pustelniczą zorganizował tu Bertold z Kalabrii w połowie XII w. Jego następcą został Brokard, który wraz mieszkającym w pobliskim Akko, biskupem Jerozolimy Albertem z Vercelli, opracował regułę dla wspólnoty mniszej, która się prężnie rozwijała. Reguła ta została zatwierdzona w 1226 r. przez papieża Honoriusza II i w ten sposób powstał Zakon Braci Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, popularnie nazywany Karmelitami.” izrael24.pl

„Tradycja Zakonu Karmelitańskiego podaje, że ruch szkaplerzny zaczął się rozwijać po objawieniach, które otrzymał w 1251 roku św. Szymon Stock, generał Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Maryja wskazując na szkaplerz zwróciła się do niego tymi słowami: "To będzie przywilejem dla ciebie i wszystkich karmelitów - kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego" (…) Pod koniec XV wieku do powyższych łask dołączono jeszcze tzw. przywilej sobotni. Zgodnie z nim Matka Jezusa już w pierwszą sobotę po śmierci uwalnia z czyśćca tych, którzy za życia praktykowali nabożeństwo szkaplerzne. deon.pl

Czy w czyśćcu obowiązuje siedmiodniowy tydzień a doba ma 24 godziny? Ciekawa koncepcja. 


„Jaś i Małgosia” – wrocławskie domki altarystów. Najsłynniejsza w Polsce pamiątka po ślepym zaułku w historii religii. Pokuta taryfowana” kunstkamerasudecka.blogspot.com


„Przy kościele stanął klasztor, a w XIX wieku obok niego stanął dom pielgrzyma. To właśnie przy tym domu zakonnicy wybudowali pierwszą na Bliskim Wschodzie latarnię morską (być może pierwszą nowożytną, bo przecież latarnia z Faros była jednym z cudów świata starożytnego - od red.), od której całe sanktuarium nazwano Stella Maris (Gwiazda Morza).

Dom pielgrzyma został od Karmelitów przymusowo wydzierżawiony na początku I wojny światowej. Wtedy przy latarni morskiej umieszczono garnizon wojsk tureckich. Później ich miejsce zajęli żołnierze brytyjscy, którzy umieścili tu również stację radarową. Dziś stacjonuje tu armia izraelska. Dom pielgrzyma pozostaje jednak własnością zakonników o czym świadczy między innymi kolumna z Matką Bożą stojąca przed wejściem.”




A za kolumną kolczaste druty. Dziwny świat zbudowaliśmy ...

Dzisiaj na Karmel można się dostać nowoczesną kolejką.



 
„Sudeckie „Dżabal Quruntul” - Wzgórze Kwarantanny (Berg Quarantanea). Najdłuższa kolejka linowa na świecie położona poniżej poziomu morza” kunstkamerasudecka.blogspot.com
 
"Ściąga wrocławska. Oratorium Marianum - „Jezuicka miłość do Maryi” i malarz spod Wysokiego Jesionik" kunstkamerasudecka.blogspot.com
 
 

wtorek, 5 kwietnia 2022

Oława nie tylko królewiczów Sobieskich. „Ruskie” Madonny i oburzony generał Jaruzelski

 dziennikiurzednicze.org
 

Wiosna 2022 to na Dolnym Śląsku czas Sobieskich.

„Madonna i książę. Sobiescy na Śląsku.

Związki królewskiej rodziny Sobieskich ze Śląskiem mają charakter podwójny – pierwsze wynikają z obecności synów króla Jana III Sobieskiego na tych terenach, drugie zaś z genezy zbiorów znajdujących się w Galerii Malarstwa Polskiego w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.” mnwr.pl

 
Związki Oławy z Rusią to nie tylko Sobiescy, to także Madonny. Jedna legalna i druga "nielegalna".

Ta "nielegalna" jest (i była) o wiele sławniejsza niż legalna, związana z Rusią Kijowską.

Dlaczego "nielegalna" też była „ruską” Madonną?

„Przedstawiany przez nas wizjoner przyszedł na świat 8 IX 1934 r. w Uszni, pow. Złoczów, woj. tarnopolskie, w bogobojnej rodzinie Emilii i Łukasza Domańskich. Został ochrzczony w miejscowej parafii, gdzie nadano mu imię Kazimierz. Zauważmy, że czas urodzin Kazimierza Domańskiego przedziwnie zbiega się z datą Święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, co w kontekście późniejszych objawień skłania do głębszej refleksji. Kazimierz pojawił się jako piąty w ośmiodzietnej rodzinie. Jego rodzice cieszyli się czterema synami i czterema córkami. Wychowywali swoje dzieci w świętej wierze katolickiej.” objawieniaolawskie.pl

Życie duchowe i religijne Kazimierza Domańskiego ukształtowały się na Kresach. Nie przypadkiem uchodźcy zabierali na Śląsk „święte obrazy”, chociaż musieli pozostawić całe majątki. Kresowe Madonny trafiały na Zachód w bagażach, sercach i umysłach.

„Wiara religijna to nie tyle rodzaj przekonań czy światopoglądu i odpowiadające mu zachowania, ile pewien sposób życia. A życie to coś znacznie więcej niż przekonania, wiedza, samoświadomość i będące ich konsekwencją zachowania. Życie to także, a może przede wszystkim, to co się z nami dzieje i kim się staliśmy poza horyzontem naszych wyborów i samoświadomości. To, w jakim kraju się urodziłem, w jakim środowisku społecznym, w jakiej rodzinie, jaki język jest „moim” językiem nie jest sprawą moich przekonań i wyborów. Także wiara. Szansa, że ktoś, kto się urodził w 2000 roku w Dreźnie, będzie osobą wierzącą, wynosi jedynie 27%, ale jeżeli urodził się w Krakowie, to z prawdopodobieństwem ponad 90% będzie osobą wierzącą.” miesiecznik.znak.com.pl

We współczesnym świecie to się zmienia, ale jednak nadal funkcjonuje.

„Najważniejszymi jednak objawieniami w latach osiemdziesiątych, które ściągały setki tysięcy pielgrzymów, były wydarzenia w Oławie. Są one chyba najbardziej znanymi objawieniami w Polsce, a sława o nich wyszła za granicę. Sądzę, że można zaryzykować tezę, iż w historii polskich powojennych cudów stanowią one doniosłą cezurę. Po pierwsze, rozpoczęły się jeszcze w PRL-u, ale udało się im przetrwać transformację ustrojową i były kontynuowane w III RP. Po drugie, wokół objawień oławskich powstał „związek wizjonerów” ze swoimi własnymi kolejnymi miejscami objawień. Doszło więc do ukształtowania się krajowej sieci miejsc cudownych z punktem centralnym w Oławie. Po trzecie, dzięki Oławie polscy wizjonerzy nawiązali kontakty z podobnymi osobami z zagranicy i od końca lat osiemdziesiątych można mówić o procesie globalizacji, który dotknął i tę, na pozór marginalną i lokalną, formę życia społecznego. Cała historia rozpoczęła się 8 czerwca 1983 r., kiedy to 51-letniemu renciście Kazimierzowi Domańskiemu w altance na ogródkach działkowych ukazała się Matka Boska, mówiąc: „Ja uzdrowiłam ciebie, ty masz chorych uzdrawiać”. (Maciej Krzywosz „Cuda w Polsce Ludowej”)

„Największą, bo ogólnopolską reklamę, zrobił Domańskiemu Wojciech Jaruzelski. W czasie obrad Krajowej Konferencji Delegatów PZPR generał stwierdził, że w Polsce jest jeszcze wiele ciemnoty i zacofania, co najlepiej widać na przykładzie "oławskiego cudu".
Po przemówieniu Jaruzelskiego zainteresowanie Oławą sięgnęło zenitu. 8 grudnia 1985, w dniu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, do 35-tysięcznego miasteczka zjechało 50 tysięcy pielgrzymów. Wierni, koczujący na mrozie, zablokowali tory kolejowe, trzeba było zmienić kurs dalekobieżnych pociągów.” nto.pl

„17 stycznia 1986 r. konferencja Episkopatu Polski przestrzegła wiernych, aby nie gromadzili się w Oławie, gdyż tamtejsze zjawiska nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością. Według oceny Kościoła są one fałszywe, wprowadzają w błąd, godzą w zasady wiary i są wykorzystywane przeciwko Kościołowi katolickiemu.”  kosciol.wiara.pl

Wizjoner przed śmiercią pogodził się z władzami kościelnymi.

„Oławskie „sanktuarium” Matki Bożej Królowej Wszechświata Bożego Pokoju, wzniesione przez wizjonera Kazimierza Domańskiego i świadka rzekomych objawień Matki Bożej przejęła wrocławska Kuria Metropolitalna. (…) – To, że Kościół przejął te obiekty nie oznacza, że uznał treści objawień głoszonych przez Domańskiego – podkreśla ks. Bijak. Odprawiamy na razie Msze św. w niedziele o 13 – dodaje ksiądz dziekan.” ekai.pl

„Miasto cudów

Czy Domańskiego da się wskrzesić? Jego pomnik, stojący naprzeciw kościoła MB Królowej Pokoju, mógłby być atrakcją, ale czy ktoś opowiada tę pasjonującą historię turystom?” olawa24.pl

 

A ta legalna, mniej znana ruska Madonna z Oławy?

„Sanktuarium NMP Matki Pocieszenia w Oławie (…) 

Chcąc poznać historię wizerunku Matki Bożej znajdującego się w oławskiej świątyni, należy cofnąć się w historii o kilka wieków. Wzmiankuje się, że w 1652 roku obraz ten znajdował się w Rusi Kijowskiej.” nowezycie.archidiecezja.wroc.pl


Ruska Madonna sąsiaduje z protestanckimi epitafiami. Jak to na Dolnym Śląsku ... 

Ciąg dalszy nastąpi.

niedziela, 27 marca 2022

Encyklopedia sudecka. Lepiężnik i rozpucz lepiężnikowiec. Największy na największych

 
Wczoraj w Masywie Ślęży



Nie są w powszechnej świadomości takimi symbolami wiosny jak krokusy, przebiśniegi, śnieżyce czy zawilce. Lepiężniki są jednak jednymi z najwcześniej kwitnących roślin. W górach można je najczęściej spotkać w wilgotnych dolinach potoków. Ich kwiatostany pojawiają się wcześniej niż liście.




„Patrząc na kwitnącego lepiężnika różowego, szczególnie w pierwszej fazie kwitnienia, można by pomyśleć, że to bezzieleniowa roślina pasożytnicza jak na przykład łuskiewnik różowy, którego kwiatostany również pojawiają się wczesną wiosną.”


W Górach Orlickich

 
 
Ale to liście lepiężników są najbardziej niezwykłe.

„Liście jasnozielone na górze i pajęczynowato owłosione na spodzie mają okrągławą blaszkę o średnicy do 100 cm i jest to rekord wśród rodzimych roślin.” ogrod-powsin.pl
 




Czyli to bardziej „blacha” niż blaszka. Taka blacha kusi …




„Wśród krajowych ryjkowcowatych (Curculionidae) największe wymiary ciała osiąga rozpucz lepiężnikowiec Liparus glabrirostris Küster, 1849. Osobniki dorosłe mają długość 14–21 mm (Balalaikins, Bukejs 2012). Na pokrywach imagines występują silnie wydłużone, żółte lub płowe łuski ułożone w poletkach sprawiających wrażenie jasnych plamek. (…) Rozpucz lepiężnikowiec występuje w górach i na obszarach podgórskich środkowej Europy oraz w części południowej kontynentu od Pirenejów, przez północne Włochy do Siedmiogrodu (Smreczyński 1968). Przez niektórych autorów uważany jest za gatunek górski (Knutelski, Biliński 2000). Wyjątkowo spotykany na nizinach, gdzie izolowane, być może reliktowe, stanowiska rejestrowano na północy Polski, w obwodzie kaliningradzkim oraz na Łotwie i Litwie (Alekseev, Bukejs 2010; Balalaikins, Bukejs 2012). W Polsce jego zasięg obejmuje pasmo Karpat i Sudetów wraz z przedgórzami, gdzie jest znacznie bardziej rozpowszechniony niż na wyżynach (Smreczyński 1968). (Arkadiusz Sikora, Sławomir Zieliński, Wojciech Giłka „Rozpucz lepiężnikowiec Liparus glabrirostris Coleoptera: Curculionidae na północy Polski – występowanie i propozycje ochrony”).




Oprócz lepiężników rozpucz żywi się też innymi roślinami np. świerząbkiem orzęsionym lub ostrożniem warzywnym.

 

środa, 23 marca 2022

„Elza z afrykańskiego buszu” i spod Sudetów. „Gucwińscy” na miarę światową mają swój śląski komiks. Część pierwsza

 


Joy Adamson - Friederike Viktoria Gessner – 100 lat temu opuściła na zawsze stolicę księstwa opawskiego.

George Adamson – Brytyjczyk – był jednym z pomysłodawców projektu tworzenia wielkich parków narodowych w Afryce Wschodniej.

„Historię lwicy Elzy poznaliśmy dzięki przetłumaczonej na język polski książce Joy Adamson oraz wyświetlanemu wielokrotnie w telewizji filmowi „Elza z afrykańskiego buszu”. (…) kobieta, która wychowywała osieroconą lwicę była urodzoną 20 października 1910 roku w Opawie Ślązaczką. Przyszła na świat jako druga córka inżyniera Viktora Gessnera, architekta w wydziale technicznym krajowego urzędu w Opawie. W mieszanym, katolicko-ewangelickim małżeństwie, o religijnym wychowaniu dzieci decydowała matka, Fryderyka Gertruda z domu Greipel, dlatego też dziewczynka ochrzczona została w kościele ewangelickim, otrzymując imiona Fryderyka Wiktoria.”

Nie miała lekkiego dzieciństwa. Ojciec o skłonnościach sadystycznych żałował, że nie ma syna (gender!). Do czego to prowadziło? Pierwszy raz jej los skrzyżował się z losem dzikich zwierząt gdy była małym dzieckiem.


reflex.cz

„Joy před vilou Friederike. Foto bylo pořízeno poté, co Joy zastřelila svého prvního srnce. Joy se ze studu skrývá před objektivem zcela vzadu. Po této události si umínila, že už nikdy nebude zvířata zabíjet, ale jen chránit.” Można tę historię zadedykować wszystkim miłośnikom zabierania dzieci na polowania (i w ogóle kształtowania ich na siłę na swój obraz i podobieństwo). O ojcu nikt nie pamięta, córka zyskała sławę i uznanie.




Nazywana przez bliskich Fifi, spędziła dzieciństwo w Opawie, gdzie ukończyła szkołę powszechną i rozpoczęła naukę w niemieckim gimnazjum realnym. Po rozwodzie rodziców wyjechała z matką do Wiednia. Tu, po ukończeniu szkoły średniej, uzdolniona plastycznie Fryderyka Wiktoria rozpoczęła studia w Akademii Sztuk Pięknych. W roku 1935 wyszła za mąż za Austriaka, Viktora von Klarwill, ale małżeństwo to po trzech latach zakończyło się rozwodem. Drugim mężem Wiktorii Fryderyki był szwajcarski botanik Peter Bally, z którym wyjechała do Kenii. Z czasów drugiego małżeństwa pochodzi jej nowe imię – Joy oraz świetne, przedstawiające kwiaty akwarele, którymi zilustrowała m.in. książkę Jex-Blake'a „Gardening of East Africa”. Równie udane były też jej prace przedstawiające faunę i tubylczą ludność Kenii, z których wiele znajduje się dziś w Muzeum Narodowym w Nairobi. Po raz trzeci wyszła za mąż w roku 1944. Jej mężem został George Adamson (…)”. („Joy Adamson. Opiekunka słynnej Elzy z afrykańskiego buszu” Mirosław i Rafał Syniawa)

„Joy Adamson przebywała w Kenii do tragicznej śmierci w 1980 roku.
Sławę przyniosły jej autobiograficzne utwory, ilustrujące przywracanie do życia w naturalnym środowisku zwierząt afrykańskich urodzonych i wychowywanych w niewoli (lwów, gepardów i lampartów), zwłaszcza przełożony na kilkanaście języków bestseller z 1960 roku – „Born Free” (pierwsza część „Mojej lwiej rodziny” ukazała się równocześnie z paradokumentem BBC zrealizowanym przez Davida Attenborough i Jeffa Mulligana o działalności George`a i Joy Adamson).

W 1966 roku powstał także film w reżyserii Jamesa Hilla (1919-1994) z Virginią McKenna (ur. 1919) i Billem Traversem (1922-1994), który został nagrodzony dwoma Oskarami (za najlepszą muzykę i piosenkę dla Johna Barry`ego), trzema Złotymi Globami (w kategoriach: muzyka, dramat, najlepsza aktorka) oraz Nagrodą Grammy. „Elza z afrykańskiego buszu” doczekała się dwóch, mniej znanych w Polsce, sequeli (1972, 1999).” afryka.org



„Z Opavy do Keni. Město chystá komiks o životě Joy Adamson” opavsky.denik.cz

Oboje państwo Adamson zostali w Afryce zamordowani.

Więc ciąg dalszy nastąpi.

piątek, 18 marca 2022

Obuwik wabi nawet po śmierci? Od Wenus po Matkę Boską

 

99,9 procent dostępnych w sieci fotografii obuwika pospolitego przedstawia jego pułapkowe kwiaty. Bardzo rzadko zamieszczane są fotografie owoców inpn.mnhn.fr . A przecież te są jeszcze rzadsze niż kwiaty (bo nie z każdego kwiatu udaje się wykształcić owoc).


„Osobliwy kształt kwiatów obuwika znalazł swoje odzwierciedlenie w jego nazwach zwyczajowych. W Dykcyonarzu roślinnym ks. Krzysztofa Kluka z 1808 roku nazwany jest trzewikiem, w nazewnictwie ludowym spotkamy się też z pantofelkami Matki Boskiej. Anglicy mówią na niego: lady’s-slipper – trzewik, Niemcy – Gelbe Frauenschuh – żółty damski pantofel, a Francuzi – sabot de Vénus – but Wenus.” magazynkaszuby.pl

Na marginesie …

„Są Trzy Osoby Boskie…” niedziela.pl

i nie ma wśród nich Matki Boskiej.


„(…) obuwik wykształca niezbyt często spotykane w naszej florze kwiaty pułapkowe. Jasnożółta rozdęta warżka wabi owady zniewalającym zapachem wanilii i cytryny.”

„Włoski wewnątrz warżki zawierają wprawdzie oleje, ale nie stwierdzono, by żywiły się nimi owady. Zapylenia dokonują zwykłe samotne pszczoły z rodzajów Andrena, Lasioglossum i Halictus. Najczęstszymi gośćmi są samce Andrena haemorhoa.” storczyk-orchidea.eu




Gdy obserwowałem owoce obuwika dostrzegłem całe „pielgrzymki” mrówek. Przez jakiś czas myślałem, że rośliny nadal wabią czymś owady. Dopiero powiększenie zdjęcia pokazało …

„Mrówki od dość dawna znane są z tego, że żyją w symbiozie właśnie z mszycami. W zamian za zapewnienie im ochrony dostają od nich słodką spadź – wydzielinę będącą produktem przemiany materii, jednak bogatą w substancje odżywcze. To znane już zachowanie mrówek w jakimś stopniu przypomina więc np. ludzką hodowlę krów mlecznych czy kóz.” polityka.pl




Hodowla mszyc na obuwiku – żadnego szacunku!

Obuwik występuje także po czeskiej stronie sudeckiej granicy.

„V ČR je dnes známo kolem stovky lokalit. Početnost jednotlivých populací se pohybuje od několika rostlin přes desítky jedinců až po nejbohatší lokality s více než stovkou střevíčníků. Většina lokalit Náchodského okresu bohužel zanikla – slavný botanik S. Procházka ve své nálezové kartotéce zmiňuje výskyt střevíčníku v okolí Náchoda například ze strání u Starkoče a Řešetovy Lhoty. Druh rostl i na lokalitě Sto schodů v Novém Městě nad Metují, v lese Rousíně u České Skalice a poblíž Hronova na Kozinku. Zde všude a na mnoha dalších místech druh vyhynul. Malá populace dnes přežívá již jen v lese Halín poblíž Dobrušky, desítky jedinců lze potom vidět poblíž Týniště nad Orlicí na lokalitě chráněné NATUROU 2000.” bohemiaorientalis.cz

Lub na przykład na południe od Śnieżnika: „Pod Rudným vrchem u Hanušovic”, „Poláchovy stráně, Výří skály u Hanušovic”.



"Keprnik po polsku nic nie znaczy. A Koprowy Szczyt? Koprnik, Köppernik, Köpernickstein"
kunstkamerasudecka.blogspot.com