Pustelnik w Górach Wałbrzyskich nie jest zbyt uczęszczanym przez turystów szczytem. Wbrew pozorom to całkiem niezły punkt widokowy.
"Właściwie do końca XVII stulecia gabinety osobliwości tworzone były bez żadnego planu. (...) Typowy zbieracz epoki ciekawości nie miał nic wspólnego z dzisiejszym stereotypem maniakalnie drobiazgowego i zamkniętego w sobie kolekcjonera. (...) Kolekcjonerzy byli najczęściej humanistami lub lekarzami i chętnie pokazywali swoje zbiory ludziom o podobnych zainteresowaniach." M. Krawczyk "OSOBLIWE GABINETY EPOKI CIEKAWOŚCI"
poniedziałek, 27 lipca 2026
niedziela, 5 lipca 2026
Panoramy sudeckie. Niedoceniany widok spod Tanecznicy
Widok na Masyw Śnieżnika spod Tanecznicy (grzbiet na południe od wzniesienia - nad Różanką). Dogodne dojście od stacji w Roztokach. Bardzo widokowym grzbietem nie prowadzi żaden szlak. Wystarczy trochę farby i nie potrzeba kolejnej wieży widokowej.
środa, 3 czerwca 2026
Nadal budzi emocje – powrót „czarnej pszczoły”. Zadrzechnia fioletowa z Wrocławia
Jej pojawienie się w coraz to nowych rejonach naszego kraju niezmiennie budzi emocje.
Rok 2025 …
„Choć jeszcze do niedawna entomolodzy uważali ja wymarłą, zadrzechnia fioletowa – największa pszczoła spotykana w Polsce, nazywana także „czarną pszczołą” – po raz kolejny widziana była w naszym kraju, tym razem w Roztoczańskim Parku Narodowym.” rp.pl
„Wielki powrót czarnej pszczoły. Spotkać ją można także na Dolnym Śląsku”
wroclaw.tvp.pl
Rok 2026 …
„Prawdziwa sensacja przyrodnicza w powiecie poznańskim! W otulinie Wielkopolskiego Parku Narodowego, w miejscowości Komorniki, pojawił się niezwykle rzadki i fascynujący gość. To zadrzechnia fioletowa (Xylocopa violacea), potocznie nazywana „czarną pszczołą”. To monumentalny owad, który przez ponad pół wieku był uznawany w naszym kraju za gatunek całkowicie wymarły!” miodjana.pl
W naszym ogródku zobaczyłem je 5 maja. Dwa osobniki oblatywały pień usychającej leszczyny, szukając miejsca na gniazdo. Później dowiedziałem się, że u znajomego mieszkają już od roku. Słonecznego poranka wybrałem się do niego z aparatem. Wokół złotnicy żółtej (to także przybysz z ciepłego południa) kręciło się kilka (4-5) zadrzechni. Fotografowanie rozgrzanych i ruchliwych owadów, przysiadających na kwiatach jedynie na chwilkę, nie jest proste i wymaga cierpliwości, ale ta krzątanina jest naprawdę urocza.
czwartek, 7 maja 2026
Widoki niespodziane – spod Wilczyńca w Krowiarkach na dwie wieże
Wilczyniec to góra, po której trudno spodziewać się rewelacyjnych widoków.
„Gdy uporacie się już jednak ze stromym zboczem Czarnej Góry dalsza wędrówka Głównym Szlakiem Sudeckim będzie już praktycznie samą przyjemnością. Kolejnym etapem po zejściu z Czarnej Góry jest marsz polną drogą przez kilka niewielkich wzgórz o nazwach Pasiecznik, Wilczyniec oraz Chłopek.” gorskim-szlakiem.pl
I w zasadzie tyle można przeczytać o Wilczyńcu w przewodnikach.
„Wzniesienie, położone w Sudetach Wschodnich, w północno-wschodniej części Masywu Śnieżnika, w grzbiecie Krowiarek odchodzącym ku północnemu wschodowi od Przełęczy Puchaczówka, około 4,2 km na południowy zachód od miasteczka Stronie Śląskie. Na południu łączy się z Pasiecznikiem. Ku północnemu wschodowi ciągnie się grzbiet w kierunku Przełęczy pod Chłopkiem, oddzielającym Wilczyniec od Chłopka i dalszego grzbietu Krowiarek. Jedno z większych wzniesień Krowiarek, w kształcie kopca, o dość stromych zboczach z wyraźnie podkreśloną częścią szczytową. (…) Wzniesienie w całości porasta las mieszany regla dolnego.” wikipedia.org
Obecnie jednak nie w całości. Warto zatrzymać się w miejscu, w którym las się przerzedził bo można zobaczyć z niego wieże na szczytach Śnieżnika i Pradziada. Takiej możliwości nie daje wiele słynniejszych od Wilczyńca „niewielkich wzgórz”.
Skałki na zboczu Wilczyńca
Oczywiście, warunkiem obserwacji jest pogoda podobna do tej, jaka panował na przełomie kwietnia i maja 2026.
poniedziałek, 26 stycznia 2026
Davos po raz pierwszy. Karbala - największa polska bitwa po II wojnie światowej. Dowodził wykształcony we Wrocławiu oficer z Prudnika
„Atak na Irak został przeprowadzony bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. Nie był też operacją NATO. Na wojnę z tym krajem wybrały się trzy kraje ścisłego sojuszu anglosaskiego, czyli USA, Wielka Brytania i Australia. Oraz Polska.” (Grzegorz Kaliciak „Karbala. Raport z obrony City Hall”, Wydawnictwo Czarne 2015).
„Przez prawie sześć powojennych dekad polska armia nie brała udziału w działaniach bojowych. Symbolicznie za ostatnią bitwę, w której polski żołnierz oddał strzały do wroga, uznawana była ta na ulicach Berlina w maju 1945 roku. I choć później nasze wojsko często uczestniczyło w misjach poza granicami kraju, to charakter tych działań lub ich przebieg sprawiały, że nie dochodziło do regularnych starć. Aż do kwietnia 2004 roku. Wtedy to w świętym dla szyitów mieście Karbala w środkowym Iraku garstka polskich żołnierzy, oblężona w dwupiętrowym budynku zwanym City Hall, stoczyła kilkudniową bitwę z wielokrotnie liczniejszymi oddziałami bojowników Muktady as-Sadra.” (Grzegorz Kaliciak „Karbala. Raport z obrony City Hall”, Wydawnictwo Czarne 2015).
„Imieniem pułkownika Grzegorza Kaliciaka nazwano okazały dąb czerwony, objęty ochroną prawną jako pomnik przyrody, o obwodzie ponad trzech metrów rosnący w parku przy Zespole Szkół Rolniczych w Prudniku. Wybitny polski żołnierz jest absolwentem tej szkoły.
Płk Grzegorz Kaliciak, jako 31-letni kapitan Wojska Polskiego w 2004 roku służył na misji wojskowej w Iraku podczas II wojny w Zatoce Perskiej. Dowodził oddziałem żołnierzy polskich i bułgarskich, którzy bronili miejskiego ratusza (City Hall) w Karbali przed atakującymi szyickimi oddziałami Armii Mahdiego. Bitwa ta została uznana za największą bitwę z udziałem polskich żołnierzy od czasów II wojny światowej.”wojsko-polskie.pl
„W sobotę Stowarzyszenie Rodzin Poległych Żołnierzy "Pamięć i Przyszłość", które, zgodnie ze swoim statutem, dba o "należne uhonorowanie i upamiętnienie oraz dobre imię poległych żołnierzy, a także ich dokonań w czasie pełnienia służby poza granicami kraju", zaprotestowało wobec słów Trumpa. Stowarzyszenie wystosowało petycje do prezydenta Nawrockiego i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, a także list otwarty do prezydenta USA Donalda Trumpa, w związku z jego słowami o zaangażowaniu wojsk sojuszniczych w misję w Afganistanie.” portalsamorzadowy.pl
„Jesteśmy oburzeni słowami Prezydenta USA, które uderzają w rodziny poległych polskich żołnierzy. Publikujemy list otwarty i domagamy się prawdy. Nasi bliscy nie stali „z dala od frontu”. Oni ten front tworzyli ramię w ramię z Amerykanami. (…) Skupiamy w naszym Stowarzyszeniu dzieci, żony i rodziców Tych, którzy nigdy nie powrócili do swych domów. Z niedowierzaniem i głębokim bólem przyjęliśmy Pana wypowiedź z dnia 22 stycznia dotyczącą udziału sojuszników w misjach w Iraku i Afganistanie. Te okrutne słowa – to sprawa życia i nagle przerwanej przyszłości naszych najbliższych i ich Rodzin.” pamiec-przyszlosc.pl
"Bohaterska" reakcja polskich władz ...
Bajeczka z mojej młodości ...
„Raz ordynarny
niedźwiedź kucnąwszy na łące
W dość niewybredny sposób
podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po
obiedzie:
- Wiesz stara, nawiązałem współpracę z
niedźwiedziem!”
Andrzej Waligórski
powraca???
wtorek, 18 listopada 2025
Nieszczęsne „Mariańskie Skały”. Był chaos, a dzięki sztucznej inteligencji i elektronicznym mapom jest katastrofa. Część pierwsza
Już sama nazwa „Mariańskie” (od Marianny Orańskiej) jest nieszczęśliwa. Wystarczyło napisać „Skały Marianny” …
„mariański (…)
(1.1) związany z Marianami, dotyczący Marianów
(1.2) związany z Marią, dotyczący Marii; w szczególności Marii z Nazaretu” wiktionary.org
Na przykład Sodalicja Mariańska lub Mariańskie Łaźnie. Nadający polskie nazwy geograficzne jakby nie zastanawiali się nad tym, że w Polsce Maria i Marianna to dwa różne imiona.
Niezręczność językowa to jednak nic w porównaniu do tego, jak owa skalna grupa jest jest opisywana na mapach i w literaturze turystyczno-krajoznawczej (a w związku z tym i w terenie). Sprawa ciągnie się od lat powojennych i trudno znaleźć dwa wydania map turystycznych, na których „Mariańskie/Nowowiejskie Skały” są zaznaczone nie to, że poprawnie (bo takich polskich chyba nie ma), ale chociaż jednakowo.
Cóż na ten temat mówią najnowsze osiągnięcia techniki? AI (na dzień 18.11.2025) …
"Mariańskie Skały i Nowowiejskie Skały to formacje skalne położone w Sudetach, w Masywie Śnieżnika, które w rzeczywistości odnoszą się do tej samej grupy skał, choć na różnych mapach i w różnych źródłach można spotkać obie nazwy.
Mariańskie Skały (Mariańskie Skałki)
Lokalizacja: Znajdują się na południowo-zachodnim grzbiecie Żmijowca (1142 m n.p.m.) w Masywie Śnieżnika, w pobliżu miejscowości Międzygórze.
Nazewnictwo: Nazwa pochodzi od Marianny Orańskiej, dawnej właścicielki tych ziem, która upodobała sobie ten obszar Sudetów. Nazwa "Mariańskie Skały" została nadana oficjalnie w 1939 r. przez jej wnuka.”
Oczywiście tutaj AI jak czegoś nie wie to zmyśla, nazwa funkcjonuje od XIX wieku – może sobie AI sprawdzić na starych mapach. I dalej ...
„Nowowiejskie Skały
Tożsamość: Nazwa "Nowowiejskie Skały" (niem. Neudörfer Felsen lub błędnie Neundörfer Felsen) była używana na dawnych, niemieckich mapach i jest polskim tłumaczeniem oryginalnej nazwy.”
Wikipedia …
„Mariańskie Skały (niem. Mariannen Fels, 1142 m n.p.m.) – gnejsowa odsłonięta formacja skalna na grzbiecie Żmijowca w Masywie Śnieżnika (Sudety). Na niemieckich mapach oraz wielu polskich określane są jako Skały Nowowiejskie (niem. Neudörfer Felsen)”. wikipedia.org
Poniżej prześmieszna próba umieszczenia „2 w 1” na mapy.com.
Dyskusja na polska-org.pl …
„Stan | 2015-09-09 19:33:28
Walczysz Zbigniewie jak lew o zaistnienie tej ciekawej grupy skalnej, ale masz rację lokując dawne "Mariannen Felsen" w tym właśnie miejscu. Okazuje się, że pierwsi polscy eksperci (geografowie i taternicy) nazwali tę formację jako:
- 42. Skały Nowowiejskie - 1155 m n.p.m. - d. niem. "Neudörfer Felsen".
Ta zagadkowa nazwa (błędna, gdyż powinno być "Neundörfer ...") prawdopodobnie spowodowała zignorowanie, w późniejszych edycjach map tej nazwy. Jednak ta grupa skał jest zaznaczona w tym samym Monitorze Polskim, na mapce (XIV) z lokalizacją tych obiektów fizjograficznych. Proponuję więc oddać sprawiedliwość faktom prawnym i umiejscowić Skały Mariańskie (z nazwami dawnymi) w tej konkretnej lokalizacji. Decyzja jest w gestii Administratorów.
Dodam jeszcze, ze na mojej mapie z 2005 r. ten rejon nazwano jako "Pierwszy Żmijowiec"...
Pudelek | 2020-04-25 09:41:00
Na niemieckich mapach te skały są jak byk nazwane "Neudörfer Felsen", więc o błędzie nie ma mowy. Niemcy na pewno nie nazywali tych skał Mariańskimi, tylko te drugie, co również pokazują stare mapy.”
Nie ma pomyłki, bo Nowowiejskie Skały (dzisiaj kompletnie bez sensu przemianowane na Mariańskie – a te znowu prawie zupełnie zapomniane) nie pochodzą od tej Nowej Wsi, o której wszyscy myślą (Neundorf) o od …
„Pod koniec XIX wieku Marianówka rozwinęła się jako miejscowość letniskowa. W roku 1900 połączyły się dwie części: Marienau i Neudorf.” wikipedia.org
No i w tej komedii pomyłek nazwa Mariańskie mogłaby być od Marianówki, gdyby nie to, że prawdziwe Mariańskie Skały nadal istnieją w zupełnie innym miejscu niż Nowowiejskie.
Na marginesie ...
Ludzie nadający po wojnie nazwy musieli mieć jakąś alergię na siano (Heu po niemiecku). Nie ostał się Heuscheuer (Szczeliniec – Hejszowina) a interesujący nas Heuberg (związana z nim jest opisywana grupa skalna - bardziej niż się na pozór wydaje) został Smrekowcem.
Niestety sprawy nie wyprostował „Słownik geografii turystycznej Sudetów”, a raczej jeszcze bardziej ją skomplikował.
Mam wrażenie, że sztuczna inteligencja jeszcze długo jej nie rozwiąże.
Ciąg dalszy nastąpi.
poniedziałek, 27 października 2025
sobota, 13 września 2025
Świętowanie wydania książki „ Historie horního města Zlatých Hor ve Slezsku”. Egzekucji jej autora przyglądał się tłum 30? 50? 100? tysięcy Czechów. Część pierwsza
Ilu jest zbrodniarzy wojennych, których książki uroczyście się promuje?
Rok 2024 ...
„Czeskie Zlate Hory obchodzą jubileusz 800-lecia istnienia miasta. Z tej okazji w niedzielę, 23 czerwca, w Galerii Zlatá 92 (za muzeum) odbędzie się wernisaż okolicznościowej wystawy historycznej. Wydarzenie połączone zostanie z promocją książki o historii miasta (do 1742 r.) – przekładu publikacji Josefa Pfitznera z 1924 r.” terazprudnik.pl
„- dr Josef Pfitzner - urodzony w pobliskich Petrovicach opisał obszernie historię Zlatych Hor, a w roku 1924 organizował uroczystość 700-lecia tej miejscowości .” tygodnikprudnicki.pl
Nieco ponad dwadzieścia lat później kat zakładał historykowi pętlę na szyję, czemu przyglądał się wielotysięczny tłum kobiet, mężczyzn i dzieci. Josef Pfitzner płynnie mówił po czesku, był specjalistą od historii Śląska, Czech, Polski czy Litwy. Pracował i poszukiwał materiałów w archiwach Warszawy, Krakowa i Wrocławia (wtedy Breslau). Jego egzekucja była ostatnią w Czechach, której przyglądały się tysiące ludzi.
Czy Josef Pfitzner zasłużył na taki los? Nie wiem, ale wydaje się, że wielu gorszych od niego zupełnie uniknęło kary. Jego życie pokazuje, jak łatwo z osobistości stać się „osobistością”. Pokazuje też, że nie wystarczy siła intelektu i rozległa wiedza, by pozostać porządnym człowiekiem.
„21 lipca 1946 r. na wzgórzu poznańskiej Cytadeli powieszony został hitlerowski namiestnik Kraju Warty Arthur Greiser. Jego egzekucję – według relacji prasy – oglądał stutysięczny tłum widzów. Rusztowanie zbudowano na szczycie niewielkiego wzniesienia, wokół rozciągały się łąki i pola. Na zachowanym filmie z egzekucji widać prawdziwy tłum, sprzedawano lody i napoje. Podczas egzekucji publiczność klaskała i gwizdała. Po tym wydarzeniu dzieci zaczęły bawić się w "wieszanie Greisera".
(…)
Publiczne wykonywanie wyroków – właściwie od pierwszej takiej egzekucji - wywołało w Polsce krytykę: "To były najgorszego rodzaju istoty ludzkie, ci Niemcy i zniemczeni Polacy skazani Prawem Rzeczpospolitej na słuszną śmierć przez powieszenie. Jednak ani tłumy ludności, w przeważnej części młodziutkich dziewcząt i chłopców, nie powinny asystować temu ponuremu widowisku, ani nie powinni byli znaleźć się <ochotnicy> do roli katów[...]. Dawanie w ten sposób upustu najsłuszniejszym uczuciom potwornej krzywdy wyrządzonej nam przez zbirów hitlerowskich – nie jest jednak słuszne[...]. My Polacy nie byliśmy, nie jesteśmy i nie chcemy być narodem oprawców. Tym właśnie różnimy się od tych, których dziś sprawiedliwe sądy demokratycznych państw skazują na karę śmierci za ich zbrodnie przeciw Człowieczeństwu" - pisała w tygodniku społeczno - literackim "Kuźnica" Ewa Szelburg Zarembina (w artykule "Nie jesteśmy narodem morderców").” dzieje.pl
„Sprawa publicznych egzekucji, mimo iż ich świadkami mogło być około 150 tysięcy osób, jest zadziwiająco słabo znanym epizodem w najnowszej historii Polski. Co ciekawe, co rusz słychać głosy potępienia, na wieść o podobnych egzekucjach odbywających się w Iranie, Afganistanie, Iraku czy Chinach. Szczególnie wyroki wykonywane na wypełnionych po ostatnie siedzenie stadionach Chińskiej Republiki Ludowej budzą sprzeciw intelektualistów. Jednak prawdopodobnie nawet największa chińska egzekucja z 1996 roku nie spotkała się z tak wielkim zainteresowaniem gawiedzi jak ta z 14 lipca 1946 roku w Gdańsku.” majdanek.com.pl
Podobnym zainteresowaniem cieszyły się publiczne egzekucje w Czechach.
Psychologia tłumu …
„Egzekucja była widowiskiem krwawym, obrzydliwym widowiskiem. Tłum zawsze jest tłumem[...] i przy tego rodzaju widoku tłum ulega zawsze zbiorowym nastrojom. Nastroje te są moralnie niebezpiecznie, gdyż budzą w duszy instynkty złe, instynkty zemsty, odwetu i okrucieństwa[...]. Egzekucje publiczne są wielkim niebezpieczeństwem moralnym i społecznym.”
Dzisiaj tłum nie musi zbierać się fizycznie?
Psychologii tłumu ulegają uczestnicy „mediów społecznościowych”?
Co się stało, że szanowany niegdyś sudecki historyk trafił na szubienicę? Jego zdjęć z pętlą na szyi nie będę pokazywał.
Ciąg dalszy nastąpi ...
piątek, 22 sierpnia 2025
„Katastrofy lotnicze w rejonie Karkonoszy”. Komentarz cz. I
Na stronie polska-org.pl ukazał się tekst „Katastrofy lotnicze w rejonie Karkonoszy”.
Można w nim przeczytać:
„20 listopada 1978 – Katastrofa radzieckiego Su-25 na Luční horze
Ostatnim poważnym wypadkiem lotniczym nad Karkonoszami była katastrofa związana z obecnością radzieckich wojsk na terenie Czechosłowacji. 20 listopada 1978 r. dwaj wysocy rangą radzieccy oficerowie (płk Rudolf L. Rejno i ppłk Nikołaj W. Radoczynskij) wykonywali lot szkolno-treningowy na odrzutowym samolocie szturmowym Suchoj Su-25 nad terytorium północnych Czech. (…) Była to zarazem ostatnia znana katastrofa załogowego statku powietrznego nad Karkonoszami w XX wieku.”
Na Luční horze nie rozbił się samolot szturmowy Suchoj Su-25. W roku 1978 Su-25 nie był jeszcze produkowany seryjnie, a wersję dwumiejscową (szkolno-bojową) oblatano dopiero w 1987 roku. W Karkonoszach katastrofie uległ Mig-21 UM, niestety wersja o Suchoju Su-25 pojawia się często w internecie. Ale o tym innym razem.
Czy była to „ ostatnia znana katastrofa załogowego statku powietrznego nad Karkonoszami w XX wieku”?
W ostatniej znanej mi karkonoskiej katastrofie lotniczej w XX wieku zginęły trzy osoby i ma ona ciekawy wątek polski.
„Pod koniec lat 70. został opracowany polski śmigłowiec z amerykańską duszą i radzieckim ciałem - PZL Kania. Maszyna miała być eksportowym hitem za oceanem i źródłem cennych dewiz dla fabryki, ale przez polityczną burzę i brak zamówień weszła na margines lotniczej historii. Nadzieja na modernizację floty polskich śmigłowców wielozadaniowych trafiła ostatecznie do muzeum. (…) Ostatecznie razem z egzemplarzami prototypowymi powstało ich raptem 19 sztuk! Oprócz Polski były użytkowane do transportu pasażerów w Sierra Leone, Wenezueli, na Cyprze, a do ratownictwa w Czechach i na Słowacji.” geekweek.interia.pl
„Wypadki z udziałem śmigłowca PZL Kania (…)
30 września 1997, Czechy, rejon Kocich Grzbietów w Karkonoszach, Opis wypadku/okoliczności -brak informacji, Poszkodowani - brak informacji.” wikipedia.org
„Kocich Grzbietów” ... Niestety wzrost ilości/liczby informacji w internecie od dawna nie idzie ze wzrostem ich jakości.
Człowiek, który przeżył katastrofę, przeszedł podobno 18! operacji i na pewno napisał książkę (wydaną w roku 2013 w nakładzie 600 szt.).
Ciąg dalszy nastąpi.
niedziela, 20 lipca 2025
Dąb na Kapeluszu
Kapelusz (dawniej Hutstein) to niegdyś popularny punkt widokowy na zboczach Dębowej Góry. Znajduje się na szczycie niewielkiego wapiennego urwiska. Najbardziej charakterystycznym elementem punktu widokowego jest spory dąb, widoczny także na przedwojennej pocztówce (w naszych czasach ktoś wyposażył go dość okrutnie w szczebelki pseudodrabiny). Pocztówkę można obejrzeć na stronie grafschaft-glatz.de (Blick vom Hutstein auf die
Glatzer Neiße bei Grafenort) a w oryginale u Piotrusia A.
Panorama z Kapelusza jest nadal bardzo ładna.
Ciąg dalszy nastąpi.
piątek, 4 lipca 2025
niedziela, 8 czerwca 2025
Nosorożec na miarę naszych możliwości – rohatyniec
Nosorożec w naszym kraju jest stworzeniem egzotycznym. Rohatyniec nosorożec w zasadzie też – jest przedstawicielem występującej głównie w tropikach podrodziny rohatyńców / herkulesów, największych i najcięższych chrząszczy na naszej planecie (w Azji urządzane są nawet walki tych owadów – za pieniądze oczywiście bangkokpost.com). Często - z powodu swej "urody" - gości na okładkach książek poświęconych owadom. Rohatyniec żywi się czystą celulozą wytwarzając metan, podobnie jak krowa. Spotkanie z nim nie jest łatwe, gdyż prowadzi nocny tryb życia (ten na zdjęciach wyraźnie zabalował – został uratowany o poranku z torowiska tramwajowego). Nie znaczy to, że jest owadem rzadko występującym. Został gatunkiem synantropijnym – korzysta ze stert trocin, liści, gałęzi lub kompostu (takie znajdowały się obok wspomnianego torowiska). Jego larwa jest olbrzymia, może osiągać ponad 10 cm długości i zamieszkiwać w komorze wielkości kurzego jaja (nawet rozmiaru L …).
Co ciekawe rohatyniec może żyć nawet 5 lat, z tego w postaci larwy przez 99% owego okresu (dorosły chrząszcz przeżywa zaledwie kilka tygodni i prawdopodobnie nie pobiera już pokarmu). To trochę tak, jakby człowiek opuszczał żłobek po osiemdziesiątce, płodził potomstwo i udawał się na cmentarz.
czwartek, 22 maja 2025
Panoramy sudeckie - przerwana tama w Stroniu Śląskim
Zniszczona - i prowizorycznie naprawiona - tama w Stroniu Śląskim stała się swoistą atrakcją turystyczną. Wcześniej sudeccy turyści mogli oglądać ruiny zniszczonej zapory (Protržená přehrada) na rzece Bílá Desná w Górach Izerskich. Można się spodziewać, że tama w Stroniu Śląskim, w przeciwieństwie do czeskiej, zostanie odbudowana. Moim zdaniem, powinien przy niej powstać pomniczek przypominający o tym tragicznym wydarzeniu, które zrujnowało wiele ludzkich żywotów.
środa, 19 marca 2025
„Pruski Kościuszko” – wychowanek jezuitów z Nysy i Wrocławia. Patron okrętu „dnia Sądu Ostatecznego”. Część pierwsza.
wikipedia.org
Jedna salwa, wystrzeliwanych spod wody, pocisków balistycznych USS Von Steuben była w stanie obrócić w radioaktywny popiół wszystkie większe rosyjskie miasta (16 x 10 lub 14 głowic jądrowych).
„Ale kto wie, że Generał von Steuben (1730-1794), wielki strateg wojskowy i (towarzysz? – od red.) generała Washingtona , rokrocznie honorowany przez tradycyjną paradę Steubena w Nowym Jorku również ma związek z Nysą? Jego ojciec był kapitanem w armii pruskiej Fryderyka Wielkiego i służył w Nyskim Garnizonie. Syn, Friedrich Wilhelm von Steunben uczęszczał do nyskiego gimnazjum jezuickiego. Stąd również zaliczamy go do nyskich osobistości.” arc.pwsz.nysa.pl
Pewnie pod Sudetami wie niewielu.
To nie jedyny słynny okręt / statek noszący nazwę na cześć Prusaka, który zyskał sławę w Ameryce. Ten drugi spotkał los tragiczny.

Poniżej lista katastrof morskich, które pochłonęły największą liczbę ofiar (praktycznie wszystkie miały miejsce podczas II wojny światowej – Titanic jest na odległej pozycji). Prowadzą Atlantyk, Ocean Spokojny, Indyjski, Morze Śródziemne???
Malutki Bałtyk jest poza konkurencją. Nasze morze jest cmentarzyskiem.
1. Wilhelm Gustloff – Bałtyk, ok. 9340 ofiar (największa liczba ofiar broni konwencjonalnej – salwy torped - w jednym wydarzeniu historycznym).
2. Goya - Bałtyk, ok. 7200 ofiar.
3. Lancastria - ok. 7000 ofiar.
4. Armenia - ok. 5000 - 7000 ofiar.
5. Cap Arcona - Bałtyk, ok. 4800 - 7000 ofiar.
6. Jun'yō Maru - ok. 5620 ofiar.
7. Toyama Maru - ok. 5400 ofiar.
8. Ryusei Maru - ok. 5000 ofiar.
9. Tamatsu Maru - ok. 4400 - 4750 ofiar.
10. Steuben – Bałtyk, ok. 3600–4,550 ofiar.
11. Doña Paz – ok. 4 385 ofiar (największa katastrofa czasów pokoju).
Jedna z największych katastrof morskich czasów współczesnych również miała miejsce na Bałtyku – zatonięcie promu Estonia w 1994 roku pochłonęło 852 ofiary.
Katedra Najświętszej Marii Panny w Tallinnie - tablica pamiątkowa.
Patronem statku z pozycji dziesiątej był Friedrich Wilhelm von Steuben, arystokrata (według niektórych historyków na arystokratę tylko pozował) i pruski oficer, który został współpracownikiem George’a Washingtona w decydującym okresie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Pruska armia po wojnach śląskich miała znakomitą opinię i za Atlantykiem, co von Steuben śmiało wykorzystał, podobnie jak swoje europejskie doświadczenie bojowe. Zasłynął przekształceniem powstańczej Armii Kontynentalnej z czegoś, co można określić mianem pospolitego ruszenia w karne i dobrze wyszkolone wojsko. W Waszyngtonie jego pomnik znajduje się całkiem niedaleko od pomnika Kościuszki.
Ciąg dalszy nastąpi ...
"Encyklopedia sudecka. Urna z soli. W XXI wieku nielicznych pochowano w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. We wraku "Wilhelma Gustloffa” tylko jednego – urodzonego w Jaworze bohatera powieści niemieckiego noblisty. Ale czy bohatera?" kunstkamerasudecka.blogspot.com
wtorek, 18 lutego 2025
"Ponzels kühner Sprung" – zabawna historia, czy szalony czyn człowieka z zespołem PTSD? Manus Dei wyryta na skale??? Część pierwsza
Boki zrywać ...
„Z Fortem Fryderyka związana jest zabawna historia. Na jego szczycie znajduje się mocno omszała, zachowana do dziś tabliczka z napisem Ponzels kühner Sprung 1887 (Śmiały skok Ponzela) oraz rysunkiem dłoni wskazującej kierunek, upamiętniająca skok miejscowego ekscentryka, Augusta Ponzela, na co dzień zajmującego się wyrobem drewnianych mątewek. Tenże jako stary wiarus i weteran wojny francusko-pruskiej w l. 1870–1871, nie do końca trzeźwo myśląc, założył się ze swym kolegą Karolem, że otoczony przez wroga skoczy w kilkunastometrową przepaść. Ponzel przeżył, spadł bowiem na gałęzie wysokiego świerka, po których osunął się na dół. Potem pokaleczony i podrapany, w poszarpanym niedzielnym garniturze poszedł jeszcze do gospody, aby skonsumować wygraną: butelkę wódki Urian i pęto kiełbasy. Jak opowiadał gościom, którzy na początku lat dwudziestych XX w. składali mu życzenia z okazji 80. urodzin – następny tydzień leżał w łóżku, gdyż „łokropnie go boloła d…”. wikipedia.org
Był to skok śmiały, czy szalony?
„Turyści, którzy docierają do niego mogą odczytać na kamieniu napis „Ponzels kühner Sprung 1887” czyli „Śmiały skok Ponzela” wraz z rysunkiem dłoni. Wskazuje ona miejsce wyczynu miejscowego ekscentryka, Augusta Ponzela. Nie do końca trzeźwo myślący weteran wojny francusko-pruskiej założył się ze swoim kolegą Karolem, że otoczony przez wroga skoczy w kilkunastometrową przepaść i przeżyje, po czym rzucił się z urwiska.” powiat.klodzko.pl
Wracający bezustannie do wojennych przeżyć ekscentryk i dziwak, nadużywający alkoholu, zakładający się, że otoczony przez wroga skoczy z urwiska. „Bardzo zabawna” scena, zważywszy, że kolega spodziewał się na dole znaleźć trupa.
Jeden z najbardziej poruszających obrazów weterana z PTSD (zespół stresu pourazowego) w historii kina – „Łowca jeleni”. „The 10 Best War Movies That Accurately Portray PTSD and Trauma” collider.com
„(…) amerykańscy Ruśniacy i Łemkowie stali się głównymi bohaterami „Łowcy jeleni”, epickiego dramatu wojennego z 1978 roku, który stał się jednym z najbardziej cenionych filmów w historii amerykańskiej kinematografii. The New York Times nazwał go „wielkim, trudnym i szalenie ambitnym filmem, który jest tak bliski bycia popularną epopeją, jak żaden film o tym kraju od czasów “Ojca chrzestnego”. meltingpot.com.pl
Po ucieczce z wietnamskiej niewoli Nick (Christopher Walken) zaczyna zarabiać na życie grając w „rosyjską ruletkę”.
„Niezwykle znacząco jawi się tu duet dwóch zupełnie odmiennie reagujących na skrajne doświadczenia bohaterów. Zarówno Michael jak i Christopher przechodzą głęboką przemianę. Pierwszy z nich, w przeszłości słynący z brawurowego i ryzykownego zachowania, dopiero po Wietnamie dostrzega ciężar życia i śmierci. Najbardziej wymowną sceną ukazującą tę metamorfozę jest polowanie na jelenia, gdy bohater patrzy zwierzęciu w oczy i postanawia nie strzelać. To moment niemal mistyczny, kiedy Michael uświadamia sobie, że nie dano mu prawa panowania nad życiem innych. Istotą wojny jest bowiem swoista dehumanizacja, gdy wróg staje się w naszych oczach Innym, nie-człowiekiem, kimś, komu możemy odebrać biologiczne istnienie. Z kolei u Nicka zachodzi proces zupełnie odwrotny: całkowicie znieczula się na wartość ludzkiego życia – zarówno swojego, jak i innych. Nawet moment, gdy naprzeciw niego do gry w rosyjską ruletkę siada Michael, jego najbliższy przyjaciel, u bohatera nie dochodzi do przebudzenia. Nick mechanicznie powtarza wówczas dewizę Michaela sprzed wojny, gdy razem upolowali jelenia: „jeden strzał”. oldcamera.pl
50 procent szans na przeżycie. Przy skoku z urwiska dużo więcej?
„Łowca jeleni” to wstrząsający dramat a nie komedia. 
Objawy PTSD są przeróżne: depresja, otępienie, autoagresja, uzależnienia od alkoholu lub narkotyków, agresja, skłonność do nadmiernego ryzyka, nieszanowanie życia itd.
Objawy mijają po miesiącach, latach, nigdy …
Wojna z Francją była rzezią dla obydwu zmagających się państw. Nawet Rosjanie nie byli w stanie naśladować pruskiej taktyki, grzęznąc w stosach trupów. Trupów także ze Śląska i Wielkopolski.
Dlaczego tak się stało?
I czy dłoń z dwoma palcami naprawdę pokazuje kierunek, czy jest starożytnym symbolem Ręki Boga – Bożej Opatrzności?
Ciąg dalszy nastąpi.
wtorek, 17 grudnia 2024
Poza szlakiem. Gołoborza na Błażkowej
Błażkowa koło Dusznik-Zdroju nie ma szczęścia do znakarzy i autorów przewodników turystycznych, a jak na Góry Bystrzyckie jest szczytem widokowym – i to bez specjalnie zbudowanej wieży. I również nie dlatego, że las na niej wycięto.
Pokrywy blokowe w Sudetach – niezarośnięte do tej pory lasem – pozostałe po epoce lodowej i intensywnym wietrzeniu mrozowym, kojarzą się głównie z Karkonoszami, Wysokim Jesionikiem, czy też Skalnikiem w Rudawach Janowickich. Szczyt Błażkowej jest rzadko odwiedzany przez turystów. Kiedyś prawdopodobnie było inaczej – na gołoborzu zachowały się całkiem wyraźne ułożone (jeszcze przed wojną?) z głazów schody. Na samym szczycie znajdują się resztki, zarastającej powoli drzewami, podobnie skonstruowanej ścieżki.
Dzięki temu, że gołoborza są dosyć rozległe z Błażkowej można oglądać Wzgórza Lewińskie, Orlicę, Wolarza i Rudnika (na którym również występują gołoborza).
Warto schodzić ze Ścieżki w bok
Zwłaszcza, że okolica obfituje w grzyby.
poniedziałek, 25 listopada 2024
Nepomucena powtórne zrzucenie z mostu w roku 2024. Nie tylko w Lądku
Lądecki Nepomucen pod koniec kwietnia 2024
„Innym zaś razem figura Jana Nepomucena odpływała, ale to już za sprawą rozeźlonych czcicieli. Jeśli święty Nepomuceński próśb nie wysłuchał, a wody zalały pola, lodowe kry zerwały mosty – zdejmowano rzeźbę świętego z cokołu i spławiano wodą. Skoro ten był nieskuteczny, niechże pomoże inny Nepomucen!” kulturaludowa.pl
„W czasach kontrreformacji Kościół dążył do wyrugowania wszelkich pogańskich zwyczajów, które przez setki lat zdążyły ulec procesowi asymilacji. Proceder ten był szczególnie widoczny na wsiach i w małych miasteczkach, czyli wśród społeczności, które kierowały się własną etyką, posiadały i pielęgnowały swoją obyczajowość i nieufnie podchodziły do wszelkich zmian, choćby tych, które próbował narzucić Kościół. (…) Wierzono, że świat nadprzyrodzony kierował losami człowieka. Ufność wobec przeznaczenia stanowiła dla duchownych punkt zaczepienia, aby liczne zwyczaje, zjawiska obyczajowe oraz rodzime kulty dostosować do zasad wiary chrześcijańskiej. Kult świętych miał zastąpić pogańskie boginki, demony przyrody oraz opiekuńcze duchy domostwa. Świętym patronom powierzano pieczę nad życiem rodzinnym i gospodarstwem, ochroną zdrowia, ale wznoszono do nich również modlitwy o pomoc i radę. Zwłaszcza, że święci – w przeciwieństwie do jedynego Boga oraz Trójcy Świętej – byli kiedyś zwykłymi ludźmi i prostemu ludowi łatwiej było zwracać się właśnie do nich.” histmag.org
Wyszło aż za dobrze?
I dzisiaj można usłyszeć duchownych zachwyconych „pobożnością ludową”. Tak jakby w XXI wieku istniał jeszcze jakiś „lud” nieumiejący czytać, niestosujący pestycydów, niemający prawa jazdy i niekorzystający z internetu. I uczący się jakiejś innej religii w szkole.
Gdzie w XXI wieku przebiega granica pomiędzy „pobożnością ludową” a coraz popularniejszym – wypełniającym pustkę po religii - myśleniem magicznym?
„(…) w obliczu kryzysu chrześcijaństwa irracjonalizmy, miast zniknąć, zaczęły się rozwijać bez opamiętania.” wyborcza.pl
Na całym świecie.
Może jednak skończyć z „pobożnością ludową” i wrócić do źródeł? Chyba nie „Nepomuceny” są przyszłością tej religii?
Nepomucen chroni przed powodzią? W Lądku nadal jest poszukiwany.
„Rzeka Biała Lądecka zabrała kamienne balustrady oraz figurę Św. Jana Nepomucena, umieszczoną tam na początku XVIII wieku.” wroclaw.tvp.pl
Tu się już odnalazł ale przed wielką wodą też nie obronił.
„Například v Branticích svrhla kamennou sochu Jana Nepomuckého z metr vysokého podstavce a odnesla ji do koryta řeky, přitom přibrala i vysokou zeď kolem zámku.” blesk.cz
Ten najsłynniejszy z Pragi, w 1890 roku ocalił swój fragment mostu i swój pomnik, ale koledzy runęli do rzeki razem z przęsłem.
„Při zřícení pátého pilíře z něj spadly obě sochy – socha sv. Ignáce z Loyoly a sv. Františka Xaverského.”
„Nejen sv. Jan Nepomucký sletěl z Karlova mostu. Ve vodě skončil také František Xaverský” nasregion.cz
















































