Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomorze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomorze. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 września 2019

Encyklopedia sudecka. Jaszczurka żyworodna ... czy Wikingowie mogli tresować smoki?

„Smocza głowa Wikingów, współczesna replika” histmag.org





Przecież smoki to gady, a gady nie lubią Północy i miały pochodzić z krajów Południa?

Jaszczurka żyworodna trochę temu zaprzecza – można ją spotkać za kołem podbiegunowym a w górach południa Europy powyżej 3000 m n.p.m.


Jaszczurka żyworodna spacerująca po zaśnieżonym stoku - shutterstock.com




Ta na zdjęciach to młody osobnik z Kaszub, dlatego ubarwieniem różni się od typowych jaszczurek dorosłych.


„Wieszczórka żëwòródka (Zootoca vivipara) – to je ôrt gadzënë z rodzëznë prôwdzëwëch wieszczórków (Lacertidae). Òna żëje m. jin. na Kaszëbach, zjôdô np. smôrzcze bez bùdinôszków i je dzélowò chrónionô. Òna je zrzeszoné z barżi sëchima sedlëszczama, a òb zëmã spi.” wikipedia.org


Ciąg dalszy nastąpi.

piątek, 30 sierpnia 2019

Encyklopedia sudecka. Koźlarz pomarańczowożółty – grzyb bardzo górski




Koźlarz pomarańczowożółty (Leccinum versipelle) to dobry „materiał” dla początkujących grzybiarzy – trudno go pomylić z gatunkami trującymi, jest smaczny zarówno po ususzeniu, marynowaniu lub usmażeniu, owocniki czasami rosną grupami i są znacznych rozmiarów. Łatwo więc napełnić nimi cały koszyk.





Powszechnie wiadomo …

„Podczas wyprawy do lasu warto zajrzeć pod wybrane drzewa, na przykład brzozę. Dlaczego? Brzoza i koźlarz, grzyb jadalny, żyją w mikoryzie i bardzo często występują razem.” dziendobry.tvn.pl


 

Mniej znana jest wiadomość, że mikoryza dotyczy także brzozy karłowatej – koźlarz występuje więc także na torfowiskach Północnej Europy oraz Sudetów.

Zdjęcia wykonano na Kaszubach i w Masywie Śnieżnika.

 




środa, 28 sierpnia 2019

Niezwykle smutna, okrągła rocznica - „Skutki paktu Ribbentrop-Mołotow odczuwamy do dzisiaj”. Drobny, zagubiony w lesie kaszubski pomniczek

Żyjemy w kraju, który ma zaledwie 80 lat własnej historii? 



„Polska dla Polaków” około roku 1900 (autorem pierwszej, nowoczesnej polskiej encyklopedii był polski Żyd) … wikipedia.org

Kształtowana naturalnie przez 1000 lat wędrówek ludów mapa została przerysowana decyzją dwóch skromnych polityków (nie myśleli o własnym bogactwie, ale o pomyślności Niemców i Rosjan … Hitler nie był Niemcem a Stalin Rosjaninem – taki zbieg okoliczności) jednym podpisem.



 

Hmm ... gdyby nie Ribbentrop i Mołotow mnie - produktu wielkopolsko - kaszubsko - podkarpackiego (docelowo podsudeckiego) - zapewne by nie było ...


„O odczuwalnych do dzisiaj skutkach paktu Ribbentrop - Mołotow i rosyjskiej propagandzie - mówi Rafał Rogulski, dyrektor warszawskiego sekretariatu Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność.” rp.pl




Kraj, który powstał w roku 1945 był czymś zupełnie innym niż ten z roku 1795, 1918 i 1939.


Czasami jeden pomniczek w lesie (na dawnym pograniczu II RP i III Rzeszy) mówi więcej o historii Europy niż tomy napisane przez naukowców, bo jest wyrazem „nieskażonej” świadomości człowieka żyjącego w danym miejscu i krajobrazie kulturowym od pokoleń.

Jeśli dla niektórych Kaszubi to nie prawdziwi Polacy … to dlaczego korytarz z roku 1939 był „polski”? 




Głupota "niezależnych narodów" i nacjonalizm, to jeden ze skutków paktu Ribbentrop-Mołotow, a ofiary tej głupoty nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że są wytworami polityków sprzed lat osiemdziesięciu. 


Susze, pożary i powodzie pokazują iluzję bycia "niezależnymi narodami" na tym sporym, ale jednak tylko drobnym kawałku kosmicznej skały.

Kaszubsko - podkarpackość zapewnia mi - na razie - bycie prawdziwym Polakiem (byłem ostatnio podczas zbierania podpisów do senatu przy św. Brygidzie w Gdańsku - św. Brygida była z tej okropnej, liberalnej Szwecji?! - i wysłuchałem tyrady o "prawdziwych Polakach") niezależnie czy u władzy PO, czy PiS! 


Zdanie dość złożone i pogmatwane?
Pasuje do tematu.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Encyklopedia sudecka. Nietypowa akcja ratownicza, czyli trzepla zielona



W świecie ważek również dochodzi do katastrof lotniczych i walk powietrznych. 



Pływała na grzbiecie na powierzchni wody krystalicznie czystego jeziora i wyglądała na martwą. Gdy wiatr zepchnął ją w pobliże trzcin ożyła, odbiła się skrzydłami od wody i przewróciła na brzuch. 




Ale roślin nie dała rady złapać i powoli tonęła.


Uratowana odwdzięczyła się pozowaniem do zdjęć, a gdy wyschły jej skrzydła spokojnie odleciała. 




Trzepla zielona to (
Ophiogomphus cecilia) chroniona ważka, którą w Sudetach spotkać niełatwo, jednak jest to możliwe: na Pogórzu Kaczawskim, nad Dziką Orlicą, w parku w Henrykowie (Wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie), nad Bystrzycą Łomnicką. Rozmnaża się nad spokojnymi rzekami o piaszczystych lub żwirowych brzegach, ale lata nawet kilka kilometrów od nich i można zobaczyć ją także w lesie lub nad jeziorami. 




„U samicy między nimi, znajdują się nieduże, choć charakterystyczne „różki.”Ich obecność przydaje się samcowi, który w czasie kopulacji ma łatwiejszą możliwość chwycenia samicy narządami analnymi.” swiatmakrodotcom.wordpress.com

środa, 21 sierpnia 2019

Encyklopedia sudecka. Świtezianka błyszcząca – latający klejnot

W sercu Sudetów …

„a nad samą rzeką (Dziką Orlicą – od red.) również świtezianki o granatowych skrzydłach” kp.org.pl



Szczerze mówiąc, jeśli o granatowych, to i o zielonych.


„U świtezianek występuje dymorfizm płciowy. Samce są metalicznie niebieskie, a samice zielone.” mkoo.pl






„– Sposób poruszania się ważek jest zresztą unikatowy. Posiadają dwie pary skrzydeł, które pracują niezależnie. Dzięki temu potrafią błyskawicznie zmieniać tor lotu, a także zawisnąć w powietrzu niczym helikopter. Co więcej, ich budowa w zasadzie nie uległa większym zmianom od momentu, kiedy pojawiły się na świecie, a więc od około 300 milionów lat. Przez ten czas owady te uległy jednak miniaturyzacji, bowiem w przeszłości potrafiły mierzyć nawet 75 centymetrów rozpiętości skrzydeł – zaznaczają przyrodnicy MŚO.” opole.wyborcza.pl

Zdjęcia wykonano w Dolinie Kulawy.

„Ważki Sudetów - świtezianka błyszcząca” kunstkamerasudecka.blogspot.com

sobota, 17 sierpnia 2019

Encyklopedia sudecka. Żuraw

Nie jest to "Hala Izerska" ...

"Ciekawostką jest duża grupa ptaków, które mają na terenie Torfowisk w Dolinie Izery najwyżej stwierdzone stanowisko w kraju (bielik, siewieczka rzeczna, żuraw, dla którego jest to jedyne górskie miejsce występowania)(...)" przyrodniczo.pl



 

Ani też nizinna część Dolnego Śląska ...

" Synoptycy straszą, że do Polski nadchodzą syberyjskie mrozy. Tymczasem w Dolinie Czarnej Wody na łąkach koło Jaroszówki (gmina Chojnów) żyje około 24 żurawi. Te piękne, duże ptaki nie odleciały na tę zimę do cieplejszych krajów (głównie zimują w zachodniej Europie), co Jerzy Kucharski, ekolog Jaroszówki odczytuje jako gwarancję raczej łagodnej zimy 2017/2018." gazetawroclawska.pl



Zdjęcia zrobiono w sercu Kaszub, gdzie żurawie budzą nas codziennie rano.
Są to jednak dość płochliwe ptaki i nie pozwalają do siebie podejść zbyt blisko.

Na Dolnym Śląsku udało mi się sfotografować żurawia w okolicach Prochowic.

Ciąg dalszy nastąpi.

wtorek, 14 maja 2019

Człowiek, który zmienił oblicze Wrocławia i „kapliczka antyatomowa”. Oraz zielona, lecznicza glinka

„Najbardziej znanym mieszkańcem Gąsek, był Richard Adolf Odo Plüddemann (ur. Gąski 1846 - zm. Wrocław 1910), doskonały architekt, radca budowlany we Wrocławiu.” gąski.pl





„Plüddemann to z pewnością jeden z największych mistrzów śląskiego neogotyku. Urodził się nad samym Bałtykiem, w dzisiejszych Gąskach.” tajemniczywroclaw.pl


„Od Hali Targowej po Most Grunwaldzki- śladami architekta Richarda Plüddemanna!

Każdy wrocławianin, który interesuje się naszą lokalną historią, powinien znać sylwetkę Richarda Plüddemmanna – postaci niezwykle zasłużonej dla Wrocławia. Człowieka, którego śmiało można zaliczyć do grona najzacniejszych architektów-wizjonerów miasta. Zostawił po sobie przepiękną spuściznę w postaci perełek architektury, użytkowanych i podziwianych przez nas po dziś dzień.” kochamwroclaw.pl

 




Nie wiem, czy Plüddemann korzystał z zielonej glinki …

„Latarnicy pracujący w Gąskach wielokrotnie z zaciekawieniem obserwowali autokary przywożące niemieckich turystów, którzy szybko zwiedzali latarnię, a później w foliowych torbach upychali wykopywaną w pobliżu zabudowań latarni glinę. Dziwne zachowanie turystów wzbudziło zainteresowanie mieszkańców wsi - bo cóż takiego jest w zielonej glince? A jest wiele. Zielona glinka jest bodaj najcenniejszą z glinek stosowanych w agrilloterapii - leczeniu różnych schorzeń przy pomocy glinki. Robi się z niej pastę wykorzystywaną do okładów oraz roztwory koloidalne zarówno do kąpieli, jak i do picia. Wspomaga ona leczenie m.in. zapalenia jelit, okrężnicy, wrzodów żołądka, prostaty, stwardnienia rozsianego, łagodzi bóle reumatyczne i migrenowe, leczy trądzik, egzemy i różne choroby skórne.” polskaniezwykla.pl


O „Matce Boskiej Antyatomowej” zapewne nie słyszał i nie jestem pewien, jakie zająłby w tym sporze stanowisko …





 

„Gąski! Gąski! Do domu! Czego się boicie? Atomu! – tak skandowali kilka lat temu mieszkańcy małych Gąsek w gminie Mielno, która była jedną z trzech potencjalnych lokalizacji elektrowni atomowej. W lokalnym referendum w 2012 r. aż 95 proc. z nich powiedziało atomowi „nie” (2237 głosów przeciw, 125 za), a chwilę później postawili w Gąskach kapliczkę z figurką Matki Boskiej i napisem „Broń od atomu”. Nie było mowy, żeby komukolwiek w Gąskach wytłumaczyć cel inwestycji. Społeczny opór był tak silny, że wszystkie próby brały w łeb, w efekcie czego Gąski z rządowej listy wypadły, a zostały na niej dwa miejsca: Żarnowiec i Choczewo (a w zasadzie znajdujące się w tej gminie Lubiatowo).” gazetaprawna.pl



Tak się złożyło, że odwiedziłem Gąski w roku 2012 i widziałem efekty tych protestów.


niedziela, 20 stycznia 2019

Encyklopedia sudecka. Urna z soli. W XXI wieku nielicznych pochowano w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. We wraku "Wilhelma Gustloffa” tylko jednego – urodzonego w Jaworze bohatera powieści niemieckiego noblisty. Ale czy bohatera?


Oprócz Pawła Adamowicza i Macieja Płażyńskiego w XXI wieku w Bazylice Mariackiej w Gdańsku spoczął – wywodzący swój ród z Łużyc – Otto Kulcke (jego ojciec urodził się w Legnicy), inicjator odbudowy miejscowych organów. trojmiasto.pl




 

Jednak jeszcze „rzadziej” (bo tylko raz) odbywają się pogrzeby we wraku "Wilhelma Gustloffa”, ofiary największej katastrofy morskiej w historii ludzkości („rekord świata” w liczbie ludzi zabitych w ataku pociskami konwencjonalnymi). „Titanic” jest bardziej medialny – ale to Bałtyk jest największym morskim cmentarzyskiem świata (tylko na trzech największych zatopionych transportowcach zginęło w 1945 roku prawie 20 tysięcy ludzi).

Po stu latach niepodległości zostaliśmy największym lądowym (obozy koncentracyjne i zagłady) oraz morskim cmentarzem świata, czego w 1918 roku nikt nie przewidywał w najczarniejszych snach.

„Tablica upamiętniająca ofiary zatopienia statków Wilhelm Gustloff, Steuben i Goya, wisi w kościele o.o. redemptorystów przy ul. Portowej w Gdyni.” Na stronie historia.trojmiasto.pl

Rok 1936 pod Sudetami …

„Nasz sztandar łopocze przed nami.

Naprzód, naprzód! Dźwięcznie grają fanfary.

Naprzód, naprzód! Młodzież nie zna niebezpieczeństwa,

Ojczyzno – ty zawsze będziesz w blasku chwały,

Choćby przyszło nam za ciebie zginąć...

Naprzód, naprzód! Młodzież nie zna niebezpieczeństwa,

Da sobie radę, choćby do celu daleko.

Nasz sztandar łopocze przed nami.

Ramię w ramię idziemy ku przyszłości.

W marszu dla Hitlera nie odstrasza nas nędza i noc.

Ze sztandarem młodzieży dla wolności i chleba.

Nasz sztandar łopocze przed nami.

Nasz sztandar oznacza nową erę.

Nasz sztandar prowadzi ku wieczności.

Tak, nasz sztandar jest dla nas więcej niż śmierć!”


Po latach …

„Gdy jako dziesięcioletnie dzieci śpiewaliśmy tę pieśń i zachwycaliśmy się nowymi czasami, nie przypuszczaliśmy, jaki będzie nasz koniec i że marsz pod sztandarem Führera wielu poprowadzi do śmierci.” Heinz Schön, Tragedia „Gustloffa”


Rok 2013 …

„Nurkowie złożyli na wraku transportowca urnę z prochami Niemca, który ocalał z katastrofy w 1945 r. (…) 30 stycznia 1945 r. o godz. 21.16, gdy trzy torpedy w 34 sekundowych odstępach rozrywały burtę statku, Heinz Schön trzymał w ręce szklankę z rumem, zamierzał wypić kilka łyków przed snem.

Dwanaście lat wcześniej 20 stycznia Adolf Hitler przejął władzę w Niemczech i został kanclerzem Rzeszy - wtedy mały Heinz uwielbiał Führera jak nikogo na świecie, uważał go za największego z Niemców. Rok później chłopiec trafił do dziecięcej organizacji Jungvolk - tam nauczył się strzelania z wiatrówki i musztry. Cztery lata później był już w Hitlerjugend i dostał małokalibrówkę, bo "młody hitlerowiec jest pewnym strzelcem przed wcieleniem do Wehrmachtu".

Do Wermachtu nie pójdzie. Marzy o marynarce i dalekich podróżach. Urodzony 3 czerwca 1926 r. błękitnooki blondynek z Jawora na Dolnym Śląsku, gdy ma 16 lat, zdaje wszystkie możliwe egzaminy w sekcji morskiej Hitlerjugend. W 1943 r. staje przed komisją i stara się o przydział do Krigsmarine - odrzucają go ze względu na postępującą krótkowzroczność. Heinz nie ustępuje i zostaje skierowany do pracy w marynarce handlowej. W lutym 1944 roku musztruje się na "Gustloffa", dostaje posadę zastępcy ochmistrza i pojedynczą kajutę. Statek w wojennym kamuflażu, zacumowany przy nabrzeżu w Gdyni służy jako koszary dla załóg U-Botów. Gdynia nazywa się Gotenhaffen, już na początku wojny naziści zamienili ją w bazę Kriegsmarine.” odkrywca.pl


Uratowany z katastrofy dostaje nowe życie – opowiada o okropnościach wojny i staje się kronikarzem największej katastrofy morskiej w dziejach ludzkości, uważa to za swoje przeznaczenie. Sam staje się bohaterem powieści noblisty, którego młodość wyglądała podobnie.

„Krajowe i zagraniczne gazety chwaliły akcję ratunkową. Ale szczegółowo i z czasowego dystansu zajął się tym jedynie Heinz Schön. Wykorzystał, jak ja to robię teraz, furę gazetowych relacji z tamtych czasów. Jego los, tak jak mój, jest złączony z nieszczęsnym statkiem. Ledwo na rok przed końcem wojny przyszedł na „Gustloffa” jako asystent płatnika. Właściwie to Heinz Schön przeszedłszy pomyślnie przez sito morskiej Hitlerjugend chciał dostać się do Kriegsmarine, ale ze względu na wadę wzroku musiał zamustrować się w marynarce handlowej. Jako że przeżył zatonięcie jednostki będącej statkiem pasażerskim KdP, potem okrętem szpitalnym, następnie pływającymi koszarami i na koniec transportowcem przewożącym uchodźców, zaczął po wojnie zbierać i spisywać wszystko, co dotyczyło „Gustloffa” w dobrych i złych czasach. Znał tylko ten jeden temat; albo jedynie ten temat zawładnął nim. Toteż jestem pewien: matka od początku byłaby rada Heinzowi Schönowi. Ale jego książki, które na Zachodzie znalazły wydawcę, były w NRD niepożądane. Kto czytał jego relacje, nabierał wody w usta. Czy to po tej, czy po tamtej stronie informacje Schöna nie miały wzięcia. Nawet gdy pod koniec lat pięćdziesiątych z jego udziałem jako konsultanta nakręcono film - „Noc zapadła nad Gotenhafen” - echo było umiarkowane. Co prawda całkiem niedawno nadali w telewizji program dokumentalny, ale wciąż jeszcze jest tak, jak gdyby nic nie mogło przebić „Titanica”, jak gdyby statek „Wilhelm Gustloff” nigdy nie istniał, jak gdyby brakowało miejsca na jeszcze jedno nieszczęście, jak gdyby wolno było wspominać tylko tamte, nie te ofiary. Ale ja też nabrałem wody w usta, trzymałem się z daleka, nie udzielałem się, musiałem dopiero znaleźć się pod presją. I jeśli teraz, jako ktoś, kto również przeżył, czuję się odrobinę bliski Heinzowi Schönowi, to tylko dlatego, że mogę korzystać z jego obsesji.” Günter Grass „Idąc rakiem”

„Jedyna oficjalna zgoda na pogrzeb morski została wydana w czerwcu tego roku. Przez konsulat niemiecki do Urzędu Morskiego w Gdyni trafiła prośba rodziny Heinza Schöna, który jako 19-latek przeżył katastrofę zatopionego w styczniu 1945 roku Wilhelma Gustloffa. Przed śmiercią poprosił, by jego prochy spoczęły obok innych ofiar w podwodnej mogile.

- Powiedziałem Niemcom, że wypada, by pogrzebowi towarzyszył ceremoniał morski - wspomina kpt. Królikowski. - Ukłon banderą, trzy długie i jeden krótki sygnał dźwiękowy, czyli pożegnanie. Prochy ludzkie nie są problemem epidemiologicznym, ale urna, która je skrywa, powinna być wykonana z soli, by nie zanieczyszczać środowiska.” krzysztof.waw.pl

Pogrzeb można obejrzeć tutaj: tvn24.pl

piątek, 18 stycznia 2019

O tym, jak Pankracy z Jeleniej Góry odebrał Bazylikę Mariacką w Gdańsku katolikom. I o „gdańskim Jonaszu” wieszczącym zagładę miasta. Cz. I – jak wyglądał Pankratius Klemme wiemy z zaginionego obrazu

Zamordowany Prezydent Gdańska spocznie obok słynnego jeleniogórzanina.

„Mimo iż kult Świętych Erazma i Pankracego nie był rozpowszechniony w Polsce, fara jeleniogórska przyjęła ich za patronów. Pod tym względem jest absolutnym wyjątkiem w historii Kościoła, ponieważ nigdzie indziej na świecie święci Erazm i Pankracy nie są współpatronami jednej świątyni, a tym bardziej świątyni o takim znaczeniu dla miasta i regionu, jakie od wieków pełni jeleniogórska bazylika.” dzwonekdlapankracego.pl

Nie przypadkiem więc Pankracy, który pozyskał najważniejszy kościół Gdańska (i jedną z najważniejszych świątyń Królestwa Polskiego) dla luteran nosił to imię.


Uwolnienie protestanckiego kaznodziei Pankratiusa Klemme podczas buntu gdańszczan w 1544 r. dzielautracone.gov.pl


„Faktyczne duszpasterstwo w mieście, na skutek nieobecności proboszczów, spoczywało w rękach mianowanych za wiedzą Rady kaznodziejów, pośród których już w 1529 roku pojawili się zwolennicy luteranizmu, m.in. Pankratius Klemme. (…) 28 X 1537 Klemme opuścił klasztor dominikański i zrzucił habit zakonny, oficjalnie przyznając się do luteranizmu.”

„(...) Pankracy Klemme, kolejny eksdominikanin (urodzony około 1475 roku w Hirschbergu – Jelenia Góra). Ponieważ dobrze znał Kościół i jego słabe strony, obnażał je bezkompromisowo podczas swoich kazań. Był wybitnym mówcą i niezwykle prawym człowiekiem. W 1539 roku Klemme odwiedził Marcina Lutra, a kiedy wrócił z podróży pełen nowych sił, z zapałem przystąpił do kolejnej ofensywy. Nie tyle chodziło mu o obalenie starego porządku religijnego, co o prawdziwe nawrócenie wiernych i szczerze wierzył, że tym właśnie się zajmuje. Jego kazań słuchały tysiące gdańszczan. Kiedy w 1544 roku wieści o tym dotarły na dwór Zygmunta Starego, król wysłał do miasta komisarzy, którzy mieli zbadać sytuację, a także wzmocnić raz już wyrażone, i to jakże dobitnie, stanowisko królewskie dotyczące kwestii wyznania. Byli oni zaskoczeni postawą gdańskich mieszczan, kiedy 16 maja 1544 roku ich delegacja zwróciła się wprost z żądaniem, aby udzielano w mieście komunii pod dwiema postaciami.

Komisarze szybko zorientowali się, kto jest głównym wyrazicielem nowego ruchu. Wezwano Klemmego i zaczęto badać jego prawowierność. Nie trudno było stwierdzić, że pozostawia ona wiele do życzenia. Kaznodzieja, mając być może na uwadze los swoich poprzedników, zdecydował się ukorzyć i uzyskał przebaczenie. Czasy wyraźnie się zmieniły i chyba w Krakowie coraz lepiej zdawano sobie sprawę z faktu, że rozwoju protestantyzmu w Prusach Królewskich nic nie zatrzyma. Chociaż Rada Pruska, najwyższa władza w prowincji, do śmierci króla w 1548 roku zapewniała go o swojej nadzwyczajnej lojalności i przywiązaniu do katolicyzmu, rzeczywistość była zupełnie inna. Pankracy Klemme oficjalnie uczcił nad Motławą zgon Marcina Lutra (18 lutego 1546 roku), wygłaszając płomienne kazanie. Polecił też bić w dzwony, czemu nikt się nie sprzeciwiał. Kiedy zmarł on sam, a stało się to w tym samym roku, pochowano go w miejscu symbolicznym, bo pod amboną Kościoła Najświętszej Panny Marii.” gdansk.pl

 


Ambona mariacka wykonana w 1762 r. wg projektu Jana Henryka MeiBnera zaginęła niestety w czasie II wojny światowej. Obecna pochodzi z gdańskiego kościoła św. Jana. Powstała ona w latach 1616/17. mariacka.strony-parafialne.pl


„Po śmierci Klemmego w roku 1546 otwarcie przystąpiono do realizacji programu pospólstwa, formułując nowe, luterańskie z ducha, ordynacje dla gdańskich szpitali (1546, 1548), dla ubogich (1551) i reformując miejskie szkolnictwo (1552).” gedanopedia.pl


Działalność Klemmego doprowadziła do powstania dzieła literackiego – proroctwa o zagładzie miasta, które żyło jeszcze w osiemnastowiecznym Wrocławiu i podczas budowy portu w Gdyni.

Zostało jedną z „Mitopei Pobrzeża Bałtyku”.

Ciąg dalszy nastąpi.

"Encyklopedia sudecka. Śląski „niemiecki Mikołaj Rej” z Bolesławca" kunstkamerasudecka.blogspot.com

wtorek, 15 stycznia 2019

„(…) my, Polacy umieraliśmy za wolność. No tak, ale czy wiedzieliśmy wtedy, czym jest wolność?” Rok 1984 i Republika … „nie strzelajcie do orkiestry / jeśli oni zginą przyjdą lepsi”. Oraz o słynnym niemieckim??? filozofie z Gdańska, który wolał wolność w upadającym Królestwie Polskim od potęgi Prus

 

To, co stało się w Gdańsku jest sprzeczne z polską tradycją!

Jest sprzeczne z polską tradycją?

Motto (polski ksiądz-filozof i prorok? w roku 1992) …

„Gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu, obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. To wolność sprawia, że „wszędzie panoszą się komuniści”, że „są obrażane uczucia ludzi wierzących”, że niektórzy posuwają się nawet do podważania autorytetu Ojca św. Powoli, niepostrzeżenie wina wolności staje się większa niż wina komunizmu. Czas zamazuje wspomnienia, a wyobraźnia ekscytuje się wizją apokalipsy. Może się mylę, ale często – bardzo często – widzę, jak nasz lęk przed wolnością staje się większy niż lęk przed przemocą.”


Wczoraj we Wrocławiu

„Przypominamy jagnięta, które bawią się na łące, podczas gdy rzeźnik wybiera już wzrokiem jedno z nich. Nie wiemy bowiem w naszych dobrych dniach, jakie nieszczęście los teraz właśnie nam gotuje – chorobę, prześladowanie, zubożenie, kalectwo, ślepotę, obłęd, śmierć.”

Internetowa kariera urodzonego w Gdańsku „najbardziej pesymistycznego filozofa” Artura Schopenhauera zadziwiła nawet pedagogów …




„Popkulturowy przewodnik po popfilozofach. Czyli o tym, jak Schopenhauer i Platon podbili internet (...)

"Polecam poczytać Schopenhauera"
Moja pierwsza konfrontacja z Schopenhauerem w wersji "mem-friendly" miała miejsce jeszcze na studiach. Ponieważ studiowałam, a jakże, filozofię, tę mroczną i tę bardziej orientalną stronę duszy ponurego koleżki z Gdańska co nieco znałam. Pewnego dnia, by dobić mnie podczas największej choroby (OK, tylko grypy), zaczęto umilać mi czas cytatami z "Polecam poczytać Schopenhauera”. Przyznaję, że sentencje takie jak "Baba z wozu, nic się nie zmienia” i "A pod ziemią chłodek" okazały się mieć zadziwiające działanie terapeutyczne.” natemat.pl




„Wiktor Gomulicki w Pieśni o Gdańsku wspomina gdańskiego filozofa słowami:


Mistrz Schopenhauer, Gdańszczaninem
Zwą go, choć dziwny to gdańszczanin. ..
A on spowity w wieczne mroki,
Tylko z piołunów ciągnął soki ...
Jednak duch jego mimo woli
Wchłonął blask gdański gdańską ciszę;
Rytmicznie w słowach się kołysze,
I pustkę życia, nicość ziemi
Kreśli barwami ponętnemi ...”

etyka.uw.edu.pl



Brama Wyżynna w Gdańsku - herb Polski z okresu przedrozbiorowego


„Drogi Edukacji 2013/1

Mem internetowy w nauczaniu filozofii i etyki na II, III i IV etapie edukacyjnym

Memów filozoficznych w wykonaniu Sztucznych Fiołków można znaleźć bardzo wiele, nie zawsze są one ironiczne, często trzeba znać kontekst ich powstania aby zrozumieć przekaz. Memy komentują wydarzenia społeczno-polityczno-obyczajowe, które mają miejsce w Polsce. Można wykorzystywać memy na lekcjach z młodzieżą, która dobrze opanowała już historię filozofii. „Twory” te przydają się do lekcji czy zajęć powtórkowych, sprawdzają się też podczas przygotowań do Olimpiady Filozoficznej.
Memy te są nieszablonowe, często ironiczne oraz odwołują się do podstawowych koncepcji filozoficznych. Odpowiednie fiołki trzeba umiejętnie wybrać, nie wszystkie nadają się do pracy z młodzieżą.
Kolejnym źródłem memów jest strona grupy Polecam poczytać Schopenhauera (https://www.facebook.com/PolecamPoczytacSchopenhauera?fref=ts; Rysunek 2), która określa się jako „codzienna porcja pogody ducha i wesołych piosenek”, co jest egzemplifikacją pesymistycznej filozofii życia Schopenhauera. Swój początek Polecam Poczytać Schopenhauera miało na Twitterze (https://twitter.com/ArturSchop), jednak w Polsce Twitter nie zyskał takiej popularności, jak w USA czy Europie Zachodniej. W przypadku Polecam poczytać Schopenhauera mamy do czynienia z przerabianiem zdjęć, czyli doklejaniem twarzy Schopenhauera oraz dopisywaniem komentarzy odwołujących się do jego pesymistycznej filozofii. Trzeba oczywiście pamiętać, że memy te często są przejaskrawione, a ich zadaniem jest „bycie powielanym”, a nie przekazywanie wiedzy naukowej. Mimo to stanowią ciekawe i zróżnicowane wprowadzenie do filozofii Schopenhauera. Młodzież po obejrzeniu kilku memów potrafi już zdefiniować filozofię tego egzystencjalisty.” (dostępne w internecie)

„Do Holandii, a także do Anglii podążał po naukę gdański astronom Heweliusz. Tam też kształcił się gdańszczanin Fahrenheit, pierwszy i bodaj jedyny z dawnej Rzeczypospolitej członek Royal Society – angielskiej akademii nauk. W XVIII wieku najwybitniejsi z gdańszczan jak malarz Chodowiecki, czy – przez pierwszą część swej naukowej działalności – filozof Schopenhauer, robili karierę w Berlinie. Owi etniczni Niemcy, jako poddani króla polskiego, w obywatelskim wymiarze czuli się Polakami, rozsławiającymi w świecie ziemię ojczystą, z której oni i ich przodkowie pochodzili. Na cześć wiedeńskiej wiktorii utworzył Heweliusz nową konstelację gwiezdną Tarczę Sobieskiego. Fahrenheit, konstruując swój termometr, jako punkt zerowy jego skali, przyjął największy mróz, jaki odnotował w Gdańsku zimą 1709 roku. Kierując berlińską Akademią Sztuk Pięknych, szczycił się Chodowiecki publicznie w języku niemieckim, tym że jest Polakiem. Kiedy w 1793 roku, podczas drugiego rozbioru Rzeczypospolitej zajęli Prusacy nieżyczliwy im Gdańsk, ojciec pięcioletniego wowczas Artura Schopenhauera przeniósł się wraz z rodziną do hanzeatyckiego Hamburga, aby – jak powiadał – nadal wolnym oddychać powietrzem.” geopolityka.net



Brama Zielona - herb Królestwa Polskiego. Brama została wzniesiona jako rezydencja polskich królów, ale oni preferowali sąsiednie kamienice
 


„Zarodku filozofii Schopenhauera należy szukać w owym okresie jego życia, gdy w podróżach oglądał stare ruiny, znaki minionej potęgi narodów, gdy mu się przed oczami przesuwała zmienna pełnia życia, sprowadzając we wrażliwą duszę ferment pierwszych potrzeb orientacji, zdziwienie i bolesne rozczarowanie, że świat za kulisami nie jest takim, jakim zdaje się być dla naiwnie patrzącego, że patrzącemu głębiej dostarcza dosyć dokumentów, by oprzeć na nich twierdzenie o niestosowności zachwycania się jego dobrocią i brania go takim, jakim się przedstawia z wierzchu — oraz o zagadkach, jakie przyroda zadaje człowiekowi w każdej swej cząsteczce. Oto zarodki nie tylko pesymizmu i fenomenalizmu, ale także potrzeby metafizyki u Schopenhauera. Pesymizm bez wątpienia łatwiej i prędzej wprowadza w myślenie niż optymizm.” wolnelektury.pl

Schopenhauer to pesymista. A góralski ksiądz – filozof to optymista?

Rok 1992 …

„Pamiętamy, jak pisał Erich Fromm: ludzie uciekają od wolności i sami, bez przymusu, wybierają sobie Hitlera. Kiedy przed laty czytaliśmy tę książkę, mówiliśmy sobie: nie my; my, Polacy umieraliśmy za wolność. No tak, ale czy wiedzieliśmy wtedy, czym jest wolność? Jeszcze dosadniej niż Fromm pisał o tym Dostojewski w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze: „Ale skończy się na tym, że przyniosą nam swoją wolność do naszych nóg i powiedzą: »weźcie nas raczej w niewolę i dajcie nam jeść...«”. I dalej: „Powiadam Ci, zaiste najbardziej męczącą troską człowieka jest to: znaleźć kogoś, komu można by oddać dar wolności, z którym ta nieszczęsna istota się rodzi...”

Ks. Józef Tischner  tygodnik.com.pl


piątek, 4 stycznia 2019

Który z owadów jest bardziej „owadem Jezusa”, „Jezusem”: pszczoła, czy nartnik? Istnieją już „roboty Jezusa Chrystusa”. Cz. I - św. Bernard z Clairvaux

Na tradycyjnym, noworocznym „teście upierdliwym” SKPS-u (przy pomocy którego Kierownik Obozu Sylwestrowego od lat dręczy uczestników) pojawiło się pytanie: który owad jest nazywany „owadem Jezusa”? Wśród odpowiedzi pojawiły się „nartnik” i „pszczoła miodna”. Rozwiązaniem był „nartnik”. Moim zdaniem prawidłowe były dwie odpowiedzi.

W Górach Orlickich

Rok 2008 ...

„(…) przyjrzyjmy się zwierzętom, które sztukę chodzenia po wodzie opanowały niemal do perfekcji. Jedno z nich spotkał chyba każdy – to malutkie owady z rodziny nartnikowatych (Gerridae), śmigające po powierzchni jezior czy strumieni. Korzystają one ze zjawiska zwanego napięciem powierzchniowym, czyli siły przyciągania między cząsteczkami H2O. Nartniki nie toną, ponieważ ważą mniej niż gram – są tak lekkie, że ich nogi zatrzymują się na powierzchni wody. Pomaga im też sama budowa odnóży, które są pokryte mikroskopijnymi włosami, zatrzymującymi bąbelki powietrza działające jak ponton. „Wiosłując” środkową parą nóg (pozostałe działają jak stabilizatory), owady te mogą osiągnąć prędkość 5,4 km/godz.

Podobne osiągi ma znacznie większy od nartników gad – bazyliszek płatkogłowy, który dzięki niezwykłym umiejętnościom zyskał przydomek „jaszczurki Jezusa Chrystusa”. Jego styl jest jednak zupełnie inny – to nie wiosłowanie czy ślizganie się, lecz szybki bieg na tylnych nogach i na stosunkowo krótkim dystansie, bo zaledwie 4,5 metra. Po takim sprincie bazyliszek pogrąża się w wodzie i musi przerzucić się na pływanie. (…) Obydwa stworzenia stanowiły wzór dla naukowców konstruujących roboty. Zespół NanoRobotics z Carnegie Mellon University stworzył już nawet prototypy. Cyberjaszczurka zwana Water Runner (wodny biegacz) mierzy ok. 20 cm i waży 80 gramów, cybernartnik (Water Strider – wodny chodziarz) zaś odpowiednio 8 cm i 7 gramów. „Roboty Jezusa Chrystusa” na razie nie opuszczają murów laboratorium, ale w przyszłości ma się to zmienić.” focus.pl

Symbolika nartnika sprowadza się do dosłownego "cudu": chodzenia po wodzie.

Pszczoła była symbolem bóstw od czasów Isztar i Artemidy (ta Efeska jest obwieszona raczej ulami/pszczelimi gniazdami niż dziesiątkami piersi - jak się niektórym marzyło) po Jezusa Chrystusa i NMP. 


"Ryba po grecku” z Grzmiącej, Rzymu, Betlejem i Efezu"

kunstkamerasudecka.blogspot.com
 


 Bazylika w Nazarecie


„Niewiele owadów odegrało w symbolice tak znaczną rolę jak pszczoła. Od dawna uchodziły za święte. (…)

Dla Bernarda z Clairvaux (postać znana przewodnikom sudeckim – od red.) Chrystus był Pszczołą, która pasła się najpierw wśród aniołów na niebieskich łąkach, a następnie zleciała do miododajnego Kwiatu Dziewicy z Nazaretu, i usiadła na tym Kwiecie. Jak pisze dalej , Pszczoła ta – Chrystus – nie miała żądła , i cierpiąc niegodziwości, okazywała miłosierdzie.” 


Cytat z książki Stanisława Kobielusa „Bestiarium chrześcijańskie” (Pax 2002)
 

Miłosierdzie?

Po kilku tysiącach lat światu chyba bliżej do „oko za oko” i „Roboty Jezusa Chrystusa” tego nie zmieniają. 



Bazylika w Oliwie
 

Wyłączą prąd i wrócimy do jaskini?


A na Pomorzu istnieje pszczela ambona … 




„Kaznodziejską działalność św. Bernarda z Clairvaux symbolizuje ul z rojem pszczół. Jest to aluzja do przydomka nadanego kaznodziei „Doctor Mellifluus” (nauczyciel miodousty). Na zaplecku ambony płaskorzeźba przedstawia go jako piszącego kazanie w otoczeniu pszczół i uli. Na daszku akustycznym obok symboli ewangelistów (lew, byk, anioł, orzeł) umieszczony jest ul pszczeli. Całość zwieńcza figura Zmartwychwstałego. Łaciński napis na ambonie w tłumaczeniu polskim brzmi: „Podobne do plastra miodu są słowa dobrego kazania”. Nad amboną anioł trzyma wstęgę z napisem: „Mój Duch jest słodszy niż miód”. Św. Bernard z Clairvaux do dzisiaj jest patronem pszczelarzy.” zdsk.pl

Symbolika pszczół jest do dzisiaj żywa w polskiej religijności, ale dotyczy raczej NMP … więc ciąg dalszy nastąpi.

poniedziałek, 24 września 2018

Encyklopedia sudecka. Sudeckie i śląskie postacie. Słynny już film „Kamerdyner” i kat Pomorza – ze Zgorzelca i Legnicy. Zamordowani przez niemieckich sąsiadów

Człowiek ze Zgorzelca mordował w tym samym lesie polską inteligencję, Kaszubów, Czechów, Żydów i chorych psychicznie Niemców. Nacjonalista sam wyznaczał kryteria, czym jest naród i kto ma prawo żyć w jego wyimaginowanych granicach. 

Sam był zdrowy psychicznie?




„(…) jesienią 1939 roku na Pomorzu zostało zamordowanych czterdzieści tysięcy ludzi. To były pierwsze akty ludobójstwa drugiej wojny światowej. Być może ktoś uzna, że takie porównania są nie na miejscu, jednak nie dają spokoju: w Katyniu zginęło ponad 20 tys. oficerów, w Palmirach 1700 osób. Tymczasem w trzech miejscowościach na Pomorzu, mniej więcej w tym samym czasie, w ramach tej samej akcji eksterminacyjnej – w ciągu dwóch, trzech miesięcy Niemcy zamordowali 30 tys. ludzi, w całym regionie zaś – ponad 40 tys. głównie miejscowych (kaszubskich, kociewskich) Polaków a także Niemców (w większości chorych psychicznie).”

Wojenna historia Kaszub i Pomorza to także historia mojej rodziny i mojego Taty.

„Pogranicza. Stara Kiszewa to książka pokazująca ciekawą i wielowymiarową historię Polaków i Niemców zamieszkujących tereny narodowościowego i etnokulturowego, kaszubsko-kociewskiego pogranicza gminy Stara Kiszewa.” ksiegarnia.karta.org.pl


O „dziadkach z Wehrmachtu” lubią dyskutować ludzie, którzy na własne (dziecięce) oczy widzieli stosy pokrwawionych trupów, czy tacy, którzy lubią się podlizywać aktualnie rządzącej partii?

„Dlaczego dopiero teraz ta potworna zbrodnia doczekała się filmu?

– Być może dlatego, że opowieść dotycząca II wojny światowej jest w Polsce bardzo warszawocentryczna, a słabo przebijają się doświadczenia wojenne innych regionów. Przez wiele lat w dyskursie nie funkcjonowało doświadczenie kresowe. Doświadczenie Śląska to był Gustlik w „Czterech pancernych”, który mówił, że służył u Niemca. Nieuwzględnianie tej różnorodności lokalnej było fatalnym błędem, o czym mogliśmy się przekonać w 2005 roku, kiedy wybuchła afera ze słynnym „dziadkiem z Wehrmachtu” Donalda Tuska, za którą nikt nas, Kaszubów, Pomorzan, do dzisiaj nie przeprosił! A to był policzek!” trojmiasto.wyborcza.pl



wikimedia.org

„Ilu Polaków potrafi dziś odpowiedzieć na pytanie, co znaczy pojęcie: „krwawa jesień na Pomorzu”? Ilu uczniów usłyszało o niej w szkole? Ile akademii i uroczystości odbyło się dla uczczenia jej ofiar? Dodajmy: czterdziestu tysięcy ofiar. Czterdziestu tysięcy wymordowanych (głównie) Polaków, przedstawicieli pomorskiej inteligencji – zabijanych w sposób pieczołowicie przygotowany, planowy, metodyczny i przerażająco skuteczny.

Właśnie zbliża 89 rocznica wielu egzekucji. W większości odbywały się one w październiku i listopadzie 1939 roku. Warto – tu na Pomorzu, w roku obchodów odzyskania przez Polskę niepodległości, zadbać o pamięć ofiar hitlerowskiego terroru w tej części Polski. Mamy na Pomorzu, na Kaszubach (i nie tylko) swoją opowieść o wojnie, często nieznaną szerzej, i warto o tym przypominać – sobie samym i innym. To również dobry moment, by zastanowić się nad tym, jak „wyjść” z tą opowieścią na zewnątrz, do odbiorcy wychowanego na jednej – „krakowsko-warszawskiej”narracji historycznej.” magazynkaszuby.pl

 


forum.valka.cz


„W „Kamerdynerze” Łukasz Simlat wcielił się niezwykle sugestywnie w rolę Petera Schmidta, organizatora mordu w Piaśnicy. Prawzorem postaci był wysoki oficer SS Kurt Eimann, pochodzący ze Zgorzelca, niespełniony artysta, pracownik sądowy. Eimann przeżył wojnę. Wyrok przeciwko niemu został wydany przez Sąd Przysięgłych przy Sądzie Krajowym w Hannoverze w 1968 r. Oskarżony został skazany za udział w eksterminacji psychicznie chorych w ramach akcji T4 i zbiorowe morderstwo 1 200 osób oraz pojedyncze zbrodnie na 10 więźniach obozu Stutthof zamuszonych do zakopywania ciał pomordowanych, łącznie na 4 lata ciężkiego więzienia oraz na 3 lata pozbawienia obywatelskich praw honorowych. Po dwóch wyszedł na wolność za dobre sprawowanie. Taka sprawiedliwość.” next-film.pl

 

Kurt Eimann urodził się 28 lipca 1899 roku w Zgorzelcu, karierę rozpoczynał w 70. SS-Standarte w Legnicy. Odpowiadał za najbardziej okrutne zbrodnie niemieckie na Pomorzu.


niedziela, 2 września 2018

Śląska A4 to nie najstarsza polska ani też budowana w Polsce autostrada. Starsza była ta, która dała pretekst do rozpętania wojny światowej. Część I. Czy pierwszy „budowniczy” A4 popełnił samobójstwo w Szklarskiej Porębie?

Motto …

„Autostrada A4 to najstarsza i najdłuższa istniejąca dziś w Polsce trasa tego typu.” forsal.pl

Autostrady są czymś zupełnie nowym w liczącej tysiące lat historii cywilizacji. Czy jest w nich coś demonicznego? Z jednej strony dają poczucie wolności, z drugiej niosą szereg ograniczeń – nie wolno na nich się zatrzymywać, zawracać, zjechać kiedy się ma ochotę. Wymuszają szereg zachowań. Nie przypadkiem we współczesnej popkulturze to autostrada wiedzie do piekła … 


„Nie ma znaków stop
Limitu prędkości
Nikt mnie nie zatrzyma
Tak jak koło
Będę się kręcił
Nikt nie będzie mnie zwodził
Hej, Szatanie
Zapracowałem sobie na to

(…)

Jestem na autostradzie do piekła
Autostradzie do piekła
Autostradzie do piekła”

AC/DC – „Highway to Hell” 



landkartenindex.de

Wbrew obiegowym opiniom niemieckie autostrady nie były pomysłem Hitlera, wymyślili je demokraci wiele lat przed powstaniem III Rzeszy (mapa z roku 1926 - w Polsce szykował się wtedy zamach stanu).

Ale pierwsze prawdziwe autostrady budowane w Polsce były dziełem iście szatańskim, tworzonym na ludzkim cierpieniu.

„Autostrada śmierci. Fundamentem A4 są krew i łzy. To było oczko w głowie Hitlera (…)

Początkowo do robót angażowano okolicznych mieszkańców, przede wszystkim rolników. Zajmowali się oni głównie karczowaniem drzew oraz wygładzaniem i utwardzaniem terenu. Przez 3 lata ich praca była wystarczająca, jednak w 1939 r. wszystko się zmieniło. Wojna sprawiła, że tempo prac musiało być jeszcze większe, a rąk do pracy było coraz mniej. Ale na wcielonych do III Rzeszy terenach były miliony - jak nazywali ich naziści - podludzi, których można było wykorzystać jako niewolników. Na prowincji śląskiej od października 1940 r. za eksploatację tutejszej siły roboczej odpowiedzialny był specjalny pełnomocnik Reichsführera SS i szefa niemieckiej policji do spraw zatrudnienia obcych narodowości na Górnym Śląsku - Albrecht Schmelt (urodzony w Breslau/Wrocławiu – od red.). (…)

Tuż po przegranej przez III Rzeszę wojnie wyjechał do Szklarskiej Poręby i tam 17 maja 1945 r. prawdopodobnie popełnił samobójstwo.” opole.wyborcza.pl

Inne źródła podają, że stało się to w Warmbronn. 



Podobnie działo się w Wielkopolsce i na Pomorzu, na terenach okupowanych II RP.

Poniższy tekst znają (a przynajmniej powinni) wszyscy ze szkoły …

„Ultimatum niemieckie wobec Polski z 31 sierpnia 1939 (...)

8. Aby po przeprowadzeniu głosowania - bez względu na to, jak ono wypadnie - zapewnić swobodną komunikację z Niemiec z ich prowincją Gdańsk-Prusy Wschodnie, a Polsce połączenie z morzem, zostanie w razie gdyby obszar plebiscytowy przypadł Polsce wydzielona dla Niemiec eksterytorialna strefa komunikacyjna, mniej więcej w kierunku Bytów - Gdańsk lub Tczew, nadająca się do budowy autostrady oraz czterotorowej linii kolejowej. Budowa autostrady i kolei zostanie przeprowadzona w ten sposób, że polskie linie komunikacyjne nie zostaną przez to dotknięte, tzn. budowa przejdzie albo nad, albo pod nimi. Szerokość tej strefy określa się na 1 km, a sama strefa należeć będzie terytorialnie do Rzeszy. W razie gdyby głosowanie wypadło na korzyść Niemiec, Polska dla swobodnego i nieograniczonego połączenia do swojego portu Gdynia otrzyma identyczne prawo takiej samej eksterytorialnej trasy drogowej lub kolejowej, jakie posiadałyby Niemcy.” wikisource.org

 Czy ten pomysł był dyskutowany już kilkanaście lat wcześniej, gdy prawie nikt nie słyszał jeszcze o Hitlerze?

Odpowiedź mogą dać wspomnienia pewnego znanego Polaka, który studiował w Breslau/Wrocławiu w latach dwudziestych XX wieku. 




Na zdjęciu ślady prac ziemnych przy budowie „zagubionej autostrady” pomiędzy Bytowem a Kościerzyną.

Od dekady staram się dokładnie zwiedzać Pomorze. W tym roku doczekałem się mapy turystycznej, na której zaznaczono pozostałości nasypów, wykopów i obozów pracy - nie całkiem dokładnie.

Mapa jest dziełem wydawnictwa raczej lokalnego.

Ciąg dalszy nastąpi.

piątek, 24 sierpnia 2018

Encyklopedia sudecka. Śląski „niemiecki Mikołaj Rej” z Bolesławca

Tak się złożyło, że stanąłem przed płytą nagrobną Martina Opitza von Boberfeld w jednym z największych polskich kościołów niemal dokładnie w rocznicę jego śmierci. I kilka dni po …



„Archidiecezjalne obchody uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zgromadziły w gdańskiej bazylice Mariackiej rzesze gdańszczan i turystów. Z racji wezwania kościoła była to również parafialna uroczystość odpustowa.” ekai.pl


„Ostatni dogmat. Zasnęła, czy zmartwychwstała? Co właściwie katolicy świętują 15 sierpnia? I o modlitwie o celność bombardowania” kunstkamerasudecka.blogspot.com


„Obecną świątynię zaczęto budować w 1343 roku, a dokładnie we wtorek 23 marca tego roku położono pierwszy kamień. Informuje o tym łaciński napis przy wejściu do zakrystii. Budowa trwała dokładnie 159 lat i została zakończona przez mistrza Henryka Hetzela poprzez wmurowanie ostatniej cegły w sklepienie, również we wtorek o godzinie 16:00, 28 lipca 1502 roku. Być może to tylko ciekawy zbieg okoliczności z dniami tygodnia, ale przypuszczam, iż było to posunięcie zamierzone przez budowniczych.”





„Martin Opitz von Boberfeld. Postać wręcz legendarna, choć niesłusznie zapomniana przez ogół. Opitz, który urodził się 23 grudnia 1597 roku w rodzinie rzeźnika w Bolesławcu na Dolnym Śląsku był ze wszech miar postacią nietuzinkową. Teoretyk literatury, poeta, prawnik, polityk, dyplomata, historyk, librecista, poliglota, tłumacz, filozof, podróżnik i członek legendarnego „Towarzystwa Owocodajnego”, nadworny poeta cesarza Ferdynanda II Habsburga, nadworny historiograf i sekretarz króla Władysława IV Wazy. To chyba i tak nie wszystko czym się zajmował i interesował w swym bardzo barwnym choć krótkim życiu.” gdanskstrefa.com

„Dla literatury niemieckiej był kimś takim, jak dla naszej polskiej Mikołaj Rej Z Nagłowic. Pierwszy pisał w języku narodowym, w języku niemieckim. Dziełem jego życia była "Księga o poetyce niemieckiej" Był autorem libretta pierwszej opery w języku niemieckim. Tworzył też poezję dworską, poematy, drobne wiersze , panegiryki. (…) Nagroda Miasta Gdańska im. Martina Opitza jest przyznawana za Promocję Kultury Miasta Gdańska. ” gdansksopotgdynia.blox.pl


 


Jak każdy pisarz i poeta, który angażuje się w bieżącą politykę stał się postacią kontrowersyjną …

„Podczas kolejnego pobytu w Toruniu, w styczniu roku 1636 Opitz, za protekcją Gerarda Denhoffa, wstąpił na służbę króla Władysława IV, w której otrzymał stanowisko historiografa i sekretarza. Na tę okoliczność przygotował panegiryk na cześć króla „Polski i Szwecji”, za co otrzymał od hojnego monarchy 1000 talarów. (…) Równolegle Opitz korespondował jako agent szwedzki m.in. z feldmarszałkiem Johanem Banerem, numerem 222 literackiego Towarzystwa (przystąpił w roku 1633) i Axelem Oxenstierną, a także z przewodniczącym Towarzystwa Ludwigiem Anhaltem-Koethenem.” sudeckiedrogi.wordpress.com

Sługa wielu panów (nie tylko dzisiaj politycy zmieniają poglądy jak rękawiczki) … sobotka.uni.wroc.pl


A czasy wojny trwającej trzydzieści lat takim zachowaniom sprzyjały. 





„Różnie się mówi o przedwczesnej śmierci Martina Opitza w sierpniu 1639 roku w Gdańsku. Oficjalna wersja mówi o tym że zmarł w wyniku epidemii dżumy. Rzeczywiście w latach 1639-1640 w Gdańsku była epidemia dżumy. Może jednak było inaczej. Tego się chyba nie dowiemy nigdy. Faktem jest jednak to, że w dniu 20 sierpnia 1639 roku Martin Opitz von Boberfeld został pochowany w Bazylice Mariackiej w Gdańsku, w miejscu zarezerwowanym tylko dla wybranych. Gdyby prawdziwe były pogłoski o nienaturalnej przyczynie zgonu, to czy zostały by tam pochowany? Wątpię w to. Ufundowana w 1873 płyta nagrobna Martina Opitza w Kościele Mariackim przywołuje nam niesamowitą i osnutą tajemnicą historie wybitnego człowieka który powinien na zawsze znaleźć miejsce w historii i w naszej pamięci. 30 września 2012 roku w Bolesławcu na Dolnym Śląsku przy ulicy Martina Opitza został odsłonięty jego pomnik.” gdanskstrefa.com




sobota, 18 sierpnia 2018

Nie tylko przy Autostradzie Sudeckiej. Schron zamaskowany kamienicą. Część pierwsza

Schrony w Górach Bystrzyckich są powszechnie znane od ponad 20 lat.

Nie mam przy sobie wydanego przez SKPS „Karkonosza” …

„Opracowano na podstawie – Battek M., Jurga R., Kędryna A.: Hitlerowskie fortyfikacje Drogi Sudeckiej w Górach Bystrzyckich, Karkonosz nr 5/1991, s. 93-103 oraz materiałów własnych.” 




„Za Mostowicami droga wspina się przez las w kierunku Przełęczy Spalonej. Tam, w pobliżu schroniska „Jagodna”, znajdują się dwa schrony. Pierwszy stoi ok. 70 m poniżej schroniska przy drodze do Nowej Bystrzycy. Wyposażony był w pancerne drzwi i przeznaczony dla czterech żołnierzy uzbrojonych w dwa karabiny maszynowe. Z zewnątrz miał przypominać zwykły domek. Otynkowany w żółtym kolorze, miał ceglany komin, drewniane okiennice i zewnętrzne drewniane drzwi maskujące te pancerne. Drugi schron znajduje się za drogą naprzeciwko schroniska. Przeznaczony był dla dziewięciu żołnierzy uzbrojonych w dwa karabiny maszynowe i działko przeciwpancerne. Maskowany ścianami z cegły miał przypominać budynek gospodarczy. W dzikich wtedy, leśnych ostępach, ukryto więcej militarnych konstrukcji.” turystaklodzki.pl

 



Na Wale Pomorskim znajduje się o wiele bardziej okazały obiekt, w którym wykorzystano podobny typ kamuflażu i to przy obecnie bardzo ruchliwej drodze krajowej. Zapewne niewielu kierowców zdaje sobie sprawę z tego, że przejeżdżają obok schronu bojowego obudowanego kamienicą. Ulica przed nią mogła zostać zablokowana zaporą przeciwczołgową, której resztki znajdują się obecnie pod nowym asfaltem. Obiekt w Białym Borze powstał mniej więcej w tym samym czasie co fortyfikacje Drogi Sudeckiej. 





„Na skrzyżowaniu dróg na Szczecinek i Koszalin znajduje się najciekawszy na tym odcinku schron (S.5). Jest to dwusektorowy schron bojowy posiadający dwa wejścia. Został on wkomponowany w budynek mieszkalny. W przeszłości obie strzelnice były zamaskowane oszklonymi oknami identycznego rozmiaru co okna w części mieszkalnej umieszczonej nad schronem. Obecnie okna te są zamurowane, a wejście do schronu jest niemożliwe.
Budynek ten jest ciekawym i rzadkim na Wale Pomorskim przykładem maskowania schronów. Za jego ślepymi oknami kryje się dwusektorowy schron bojowy wypełniający niemal cały parter budynku. Zadaniem schronu było ryglowanie drogi wylotowej z miasta, która na jego przedpolu przebiega pomiędzy dwoma jeziorami. Obecnie schron jest częścią prywatnego budynku.” fotopolska.eu

  



Maskowanie schronów drewnianymi szopami/stodołami było o wiele częstsze ale te szopy nie dotrwały do naszych czasów.